Świat osunął się w senny koszmar, gdy nasi znajomi dowiedzieli się, iż z żoną wynajmujemy mieszkanie i nagle zapragnęli się tam wprowadzić. Jak wytłumaczyć, iż nie chcemy wynajmować przyjaciołom? W takich sprawach słowa stają się ciasne jak klatka.
Po ślubie życie z Agnieszką układało się jak bajka. Pobraliśmy się, zakładając, iż zamieszkamy u jej rodziców. Tymczasem moi rodzice wyprowadzili się nad Bałtyk, sprzedali swoje mieszkanie w Gdyni, a pieniądze podzielili między mnie i moją siostrę Dorotę. Dzięki temu oraz pomocy teścia kupiliśmy duże kawalerki, w której postawiliśmy ściankę, tworząc dwa maleńkie pokoiki. Marzyliśmy, iż jedno będzie dla dziecka, ale los szyderczo się uśmiechał.
Najpierw zwyczajnie nie chcieliśmy, potem kariery pochłonęły nas bez reszty, a w końcu czas przeciekł nam między palcami. Agnieszka odmówiła wizyt u lekarza, ja też nie paliłem się do ojcostwa. Żyliśmy w swoim rytmie, nie zamartwiając się, kto poda nam szklankę herbaty na emeryturze. Nasi przyjaciele, którzy już mieli dzieci, tonęli w kredytach i wiecznych narzekaniach. Uznaliśmy, iż może lepiej bez tego „szczęścia”.
Gdy oboje skończyliśmy trzydzieści trzy lata, kupiliśmy apartament w nowej inwestycji pod Warszawą. Nie wydaliśmy fortuny, ale ryzyko było. Mimo ostrzeżeń, w wieku trzydziestu siedmiu lat mieliśmy gotowe lokum. Lekko je odświeżyliśmy Agnieszka nazwała to „polisą na przyszłość”. jeżeli nie będzie dzieci, przekażemy siostrzeńcom.
Postanowiliśmy wynająć, bez agencji. Dla zasięgu powiedzieliśmy znajomym, może podpowiedzą, gdzie dać ogłoszenie. Nagle padło pytanie: „Czy my, z dziećmi i kotem, możemy się wprowadzić?” Mieszkają od lat w norach, a tu nowość, remont, a oni już liczą na „znajomą cenę”.
To był błąd mówić im. Agnieszka próbowała: „To tylko jeden pokój, a was aż czworo!”
„Przecież teraz też w kawalerce żyjemy! A u was widać na zdjęciach przestronniej!”
„Nowe ściany, dzieci, zwierzę”
„Co, myślicie, iż jesteśmy dziką bandą?!”
Musieliśmy „pomyśleć”, choć ja wiedziałem nigdy. Byłem u nich. Bałagan jak po burzy. W końcu żona kazała mi odmówić. W słuchawce usłyszałem:
„Macie drugie mieszkanie, rodzice wam jeszcze coś zostawią, a wam wciąż mało! Będziecie siedzieć w pustkach, bez dzieci, bez przyjaciół, sami ze swoim złotem!”
Czy to sprawiedliwe? Nie jesteśmy ich opiekunami. To nie nasza wina, iż mają dzieci bez własnego dachu. Każdy wybiera my wolimy wynająć obcemu za normalne złotówki, niż słuchać pretensji przyjaciół.











