Zobaczyć na własne oczy
Po potwornej tragedii, w której straciła w wypadku męża i sześcioletnią córeczkę, Agnieszka długo nie mogła dojść do siebie. Spędziła prawie pół roku w klinice, nie chciała nikogo widzieć, jedynie jej mama była obok, cierpliwie rozmawiając z córką. Pewnego dnia powiedziała:
Agnieszko, firma twojego męża może się niedługo rozsypać, ledwo się trzyma. Grzegorz praktycznie nie daje rady. Dzwonił do mnie i prosił, bym ci to przekazała. Dobrze, iż Grzegorz to uczciwy człowiek, ale
Po tych słowach Agnieszka jakby się trochę ocknęła.
Masz rację, mamo. Muszę czymś się zająć. Może by mnie mój Tomek choćby pochwalił za to, iż chcę kontynuować jego dzieło. Dobrze, iż wprowadził mnie do firmy.
Agnieszka wróciła do pracy i utrzymała rodzinny biznes na powierzchni. Interesy zaczęły się układać, ale w sercu tej kobiety ciągle była wielka tęsknota za zmarłą córeczką.
Córko, chcę ci coś doradzić. Weź dziewczynkę z domu dziecka. Najlepiej taką, której w życiu pozostało trudniej. Pomagasz jej, a przy okazji i sobie. Zobaczysz, to może być twoje ocalenie.
Agnieszka długo rozmyślała nad słowami mamy i w końcu jej przyznała rację. Wiedziała, iż nie zastąpi sobie w ten sposób biologicznej córki, ale zdecydowała się odwiedzić dom dziecka.
Marysia przyszła na świat niemal niewidoma. Jej rodzice od razu po poznaniu diagnozy zrezygnowali z opieki nad nią. Choć oboje byli wykształceni, wywodzili się z tak zwanych dobrych domów, przeraziła ich odpowiedzialność i uciekli od niej. Widać, tchórzostwo i podłość nie omijają nikogo.
Dziewczynka trafiła więc do domu małego dziecka, gdzie nadano jej imię Maria. Rosła, ledwo odróżniając cienie. W domu dziecka nauczyła się czytać, kochała bajki i wierzyła, iż kiedyś zjawi się jej dobra wróżka.
Dzień siódmych urodzin Marysi był przełomowy właśnie wtedy pojawiła się dla niej ta wróżka piękna, elegancka, zamożna, ale i bardzo nieszczęśliwa. Dziewczynka, nie do końca ją widząc, od razu poczuła jej dobroć. Gdy Agnieszka przyszła do domu dziecka, dyrektorka nie kryła zdziwienia, czemu akurat dziecko z wadą wzroku. Agnieszka nie tłumaczyła zbyt wiele, po prostu powiedziała, iż stać ją i chce pomóc niepełnosprawnej dziewczynce.
Wychowawczyni przyprowadziła Marysię za rękę. Agnieszka zrozumiała od razu to ta, jej własna, jakby aniołek: złote loczki, wielkie błękitne oczy przejrzyste, głębokie, ale niewidzące.
Kto to? zapytała Agnieszka, nie odrywając od niej wzroku.
To nasza Marysia bardzo kochana, delikatna i wrażliwa odpowiedziała wychowawczyni.
Marysia jest moja, już wiem postanowiła Agnieszka.
Agnieszka i Marysia bardzo się zaprzyjaźniły. Brakowało im siebie nawzajem. Po pojawieniu się Marysi życie Agnieszki nabrało kolorów i sensu. Zwróciła się do lekarzy orzekli, iż jest cień szansy na odzyskanie wzroku po operacji, ale dziewczynka musiałaby potem nosić okulary.
Agnieszka z nadzieją chwyciła się tej szansy. Przed pójściem do szkoły Marysia przeszła operację, ale poprawa była niewielka. Okazało się, iż trzeba czekać do dorosłości. Czas płynął. Agnieszka bardzo kochała córkę, była dla niej całym światem. Firma się rozwijała, Agnieszka odniosła sukcesy zawodowe, była atrakcyjną, zadbaną kobietą, ale mężczyźni nie interesowali jej w ogóle wszystko podporządkowała córce.
Marysia wyrosła na olśniewającą pannę, nieziemską piękność. Ukończyła studia, była mądra, wdzięczna, nie rozpieszczona. Już pracowała razem z mamą. Agnieszka była bardzo czujna wobec wszystkich adoratorów córki bała się, iż któryś zachłyśnie się majątkiem jej Marysi. jeżeli widziała jakieś złe intencje, od razu to dawała odczuć.
W końcu Marysia się zakochała. Agnieszka poznała Piotra nic złego u niego nie zauważyła, była przychylna ich znajomości. niedługo Piotr oświadczył się Marysi. Rozpoczęły się przygotowania do ślubu, a pół roku po nim miała się odbyć decydująca operacja pozwalająca na przywrócenie wzroku Marysi.
Piotr był czuły, troskliwy. Agnieszka jednak od czasu do czasu odczuwała pewną sztuczność w jego zachowaniu, ale odganiała te myśli. Narzeczeni wybrali się do położonej pod Warszawą restauracji, w której miało odbyć się wesele, by omówić szczegóły. W środku dnia była tam cisza, kilka osób.
Usiedli przy stoliku. Piotr położył telefon na stole. Nagle zadziałał alarm w jego aucie. Wyszedł przed restaurację. Marysia została sama, a jego telefon zaczął dzwonić głośno i uporczywie. Najpierw nie chciała go odbierać, ale w końcu podniosła słuchawkę i ledwo powiedziała halo, usłyszała donośny głos przyszłej teściowej, pani Zofii.
Synku, wpadłam na pomysł, jak gwałtownie pozbyć się tej niewidomej Marysi. Moja znajoma w biurze podróży trzyma dla was dwie wycieczki zaraz po ślubie wyjedziecie z żonką w góry. Powiesz jej, iż marzysz o podziwianiu szczytów. Pójdziecie razem i postarasz się, by twoja żona przypadkiem poślizgnęła się i nieszczęśliwie spadła. Ty wrócisz. Potem zgłosisz na policji zaginięcie żony możesz powiedzieć, iż się poróżniliście i wyszła sama. Rób wielki lament, niech jej szukają. Jak już znajdą stwierdzą wypadek kto tam w zagranicznych górach będzie prowadził śledztwo Udawanie rozpaczającego wdowca ci wychodzi I jej matka ci uwierzy. Nie pozwól, żeby zrobili jej operację i odzyskali wzrok, bo potem będzie trudniej się jej pozbyć. Takiej kasy nie można zmarnować, synku. Przemyśl to. Kończę.
Po tych słowach Zofia się rozłączyła. Marysia rzuciła telefon na stół, jakby ją oparzył.
Jej matka chce mnie zabić, Piotr też chyba jej myśli biegały w panice.
Jeszcze chwilę temu była szczęśliwą narzeczoną, kończyły się przygotowania do wesela, a tu coś takiego Zamarła, rozumiejąc, iż osoby, które razem z mamą miała za bliskich, planują coś tak strasznego Wiedziała, iż Piotr nie słyszał rozmowy, drżała cała, próbując opanować emocje. W tym czasie wrócił i rzucił beztrosko:
Nie wiem, czemu alarm zadziałał, może kot, śladów na aucie nie ma Zadzwonił mu telefon, gwałtownie podniósł: Tak, tak, Rafał, już jadę do biura rozłączył się i do Marysi: Muszę lecieć do pracy, pilna sprawa, poczekasz tu na mamę?
Tak, poczekam na mamę powiedziała cicho wszystko razem z nią ustalimy.
To świetnie, wrócę potem
Marysia została sama i zaczęła płakać. Zerknęła za odchodzącym Piotrem i zadzwoniła do Agnieszki.
Mamo, przyjedź gwałtownie do restauracji, proszę starała się mówić spokojnie, ale głos jej się załamał.
Co się dzieje, córeczko? Masz taki głos Już jadę, zaraz będę.
Administratorka, pani Kasia, zauważyła roztrzęsioną Marysię.
Marysiu, co się stało? Gdzie Piotr, mieliście razem
Kasia, zaraz przyjedzie mamusia, Piotr musiał do pracy. Poczekam na nią tutaj.
Może zrobię ci herbatę? Wyglądasz na bardzo roztrzęsioną zaproponowała, Marysia tylko skinęła.
Agnieszka, wiedząc gdzie są, zdziwiła się bardzo na telefon córki.
Co musiało się stać, iż Marysia jest w takim stanie myślała, ruszając samochodem.
Po dwudziestu minutach była już w restauracji i usiadła obok Marysi.
Córcia, tyle się martwiłam po twoim telefonie.
Mamo, ona oni chcą mnie zabić rozpłakała się Marysia.
Kto? Agnieszka spojrzała z niedowierzaniem.
Piotr i jego matka, Zofia. Słyszałam na własne uszy. Zadzwoniła kiedy Piotr wyszedł, a on zostawił telefon na stole. Powiedziała mu, żeby kupił wycieczkę w góry i tam mnie zepchnął. Żeby się spieszył, zanim zdążymy zrobić operację.
Jesteś pewna? Wszystko w porządku z tobą?
Mamo, przysięgam, słyszałam dokładnie jej głos, Zofia nie zauważyła, iż odbieram ja, a nie Piotr. gwałtownie się rozłączyłam, nie wie, iż wiem. Piotra wezwali do firmy.
Agnieszka była w szoku. Czy możliwe, iż tak bardzo się pomyliły, ufając temu chłopakowi? Co robić? Gdy rozważały razem kolejne kroki, zadzwonił Piotr.
No i co, Marysiu, już z mamą pogadałyście o dekoracjach?
Agnieszka odebrała telefon córki.
Halo, Piotrze. Dobrze, iż jeszcze o niczym nie wiecie. Słuchaj uważnie te wasze plany i wycieczki
Jakie plany? O co chodzi? Piotr grał zdziwionego albo rzeczywiście nic nie rozumiał.
O te wycieczki w góry gdzie Marysia miała przypadkowo spaść
Zrozumiał, iż na telefonie zostawiła ślady matka, bo zaraz także wysłała mu SMS, żeby nie zwlekał.
Spaść? Przecież po co nam ta wycieczka Agnieszka poznała, iż udaje, choć był wyraźnie przestraszony.
Po to, by został ci spadek i Marysia przestała przeszkadzać. Muszę cię rozczarować, nic z tego. jeżeli telefon trafi na policję, odzyskają choćby wykasowaną rozmowę.
Piotrowi długo zajęło, by coś odpowiedzieć.
Przysięgam, to nie ja, to mama
Wiadomo, tchórzu, chowasz się za matką. Żegnaj, Piotrze.
Już następnego dnia Piotr wyjechał z Warszawy, zrzucając winę na matkę, zabrał jej pieniądze i uciekł. Bał się, iż Agnieszka z Marysią pójdą na policję. Zofia również pospiesznie wyjechała do przyjaciółki w Poznaniu.
Wstrząs zobaczyć na własne oczy
Po przeprowadzce do kliniki okulistycznej przeprowadzono Marysi ostateczną operację. Agnieszka czuwała przy córce, dopóki nie zdejmną bandaży z oczu. Wyprowadzała Marysię na spacer, razem siadały na ławce. Doktor Michał Leszczyński, młody lekarz, niezwykle troszczył się o Marysię. Operację przeprowadził doświadczony specjalista, a Marysia była cały czas pod jego opieką. Lekarz był wyraźnie zauroczony swoją piękną pacjentką, rumienił się przy niej, zachowywał romantycznie i z troską.
Gdy zdjęto Marysi bandaże z oczu, Michał wręczył jej olbrzymi bukiet czerwonych róż. Marysia przeżyła ogromny szok zobaczyła na własne oczy świat, wcześniej widziała tylko cienie, nie dostrzegała piękna. Teraz widziała wyraźnie piękny bukiet oraz wysokiego, przystojnego blondyna o szarych oczach.
Jak się cieszę, wszystko widzę! rozpłakała się Marysia, a Michał rzucił się ją pocieszać.
Marysia odzyskała wzrok, choć odtąd musiała już zawsze nosić okulary. Ale nie traktowała tego jak wadę po tym, co przeszła.
Czas mijał, ślub Marysi i Michała był przepiękny. Po roku na świat przyszła ich urocza córeczka o szarych oczach zupełnie jak tata. Marysia wreszcie była szczęśliwa miała przy sobie dobrego, troskliwego męża, który nigdy nie pozwoli jej skrzywdzić.
Dziękuję za przeczytanie, za wsparcie i miłe słowa. Życzę Wam dużo szczęścia!











