Zobaczyć na własne oczy
Po strasznej tragedii, w której straciłem żonę i sześcioletnią córeczkę w wypadku samochodowym, długo nie mogłem się pozbierać. Przez niemal pół roku przebywałem w klinice, nie chciałem nikogo widzieć, jedynie moja mama była przy mnie, cierpliwie ze mną rozmawiała. Pewnego razu powiedziała:
Pawełku, firma twojej żony wisi na włosku. Paweł ledwo sobie radzi, dzwonił do mnie i prosił, żeby ci przekazać. Dobrze, iż Paweł to porządny człowiek, ale…
Te słowa jakby mnie obudziły.
Masz rację, mamo, muszę się czymś zająć, na pewno moja Iza byłaby zadowolona, gdybym kontynuował jej pracę. Dobrze, iż trochę się na tym znam, dopóki żyła, wciągnęła mnie do biura, jakby przeczuwała…
Wróciłem do pracy i utrzymałem rodzinny interes na powierzchni. Biznes zaczął się choćby rozwijać, ale coraz bardziej tęskniłem za ukochaną córeczką.
Synku, przemyśl to spytała kiedyś mama Może powinieneś zaadoptować dziewczynkę z domu dziecka, najlepiej taką, której naprawdę jest ciężko. Pomóż jej, zasługuje na szansę, a ty zrozumiesz, iż w tym jest twoje ratunek.
Po długim namyśle doszedłem do wniosku, iż mama ma rację. W końcu pewnego dnia pojechałem do domu dziecka, choć wiedziałem, iż nikt już nie zastąpi mi mojej krwi.
Malutka dziewczynka, Bronisława, urodziła się niemal niewidoma. Rodzice zostawili ją, gdy tylko poznali diagnozę. Oboje wykształceni, z dobrych domów, przestraszyli się odpowiedzialności i po prostu oddali dziecko do placówki. Tchórzostwo i podłość nie ominie nikogo.
Tak Bronisia trafiła do łódzkiego domu małego dziecka. Tam dostała swoje imię. Dorastała, widząc świat jak przez mgłę, odróżniała tylko cienie. W domu dziecka nauczyła się czytać, kochała bajki, marzyła o swojej dobrej wróżce.
Gdy Bronisi miało się skończyć siedem lat, zjawiła się niejako ta wróżka ja. Pewnie nie wyobrażałem sobie nigdy, iż tak właśnie będę wyglądać w oczach dziecka: zadbany, dobrze ubrany, a w środku rozpadnięty na kawałki. Chwilę rozmawiałem z dyrektorką, była zdziwiona, dlaczego ktoś chce adoptować chorą dziewczynkę. Nie chciałem tłumaczyć, po prostu rzuciłem rutynowe hasła o tym, iż stać mnie na pomoc i mam takie pragnienie.
Wychowawczyni przyprowadziła Bronisię. Gdy ją zobaczyłem, natychmiast poczułem, iż to ona moja. Aniołek z jasnymi loczkami i wielkimi niebieskimi oczami, czystymi, głębokimi, choć niewidzącymi.
Kto to? spytałem, nie mogąc oderwać od niej wzroku.
To nasza Bronisia, odparła ciepło wychowawczyni.
Bronisia jest moja zrozumiałem natychmiast.
Staliśmy się rodziną z Bronisią nie mogliśmy bez siebie żyć. Moje życie nabrało sensu. Od razu ruszyłem z nią do lekarzy. Powiedziano mi, iż istnieje szansa operacja może przywrócić jej wzrok, choć i tak będzie wymagała okularów.
Chwyciłem się tej nadziei. Przed rozpoczęciem szkoły Bronisia przeszła operację. Widziała jednak bardzo słabo, lekarze kazali poczekać, aż podrośnie. Czas mijał, a ja oddałem jej całe serce i uwagę. Firma prosperowała, dobrze zarabiałem, byłem ceniony, ale zupełnie przestałem oglądać się na kobiety życie poświęciłem córce.
Bronisia wyrosła na zjawiskową dziewczynę, nietuzinkowej urody. Ukończyła Uniwersytet Łódzki, nie była rozpieszczona, zawsze wdzięczna, a już wtedy pracowała w mojej firmie. Strzegłem jej otoczenia niczym pies ogrodnika, bo bałem się, iż ktoś ją wykorzysta lub zechce ustać się dzięki jej posagowi. Każdemu niedoszłemu interesantowi uprzedzałem, iż na majątku mojej córki się nie dorobi.
Zakochała się w pewnym momencie. Andrzej tak miał na imię wybranek. Poznałem go, nie wzbudził we mnie podejrzeń, nie miałem nic przeciwko ich spotkaniom. Oświadczył się Bronisi, przyszłą żonę planował zabrać w podróż poślubną w góry. Przygotowania do ślubu szły pełną parą. Operacja oczekiwanej poprawy wzroku miała odbyć się za pół roku.
Andrzej był czuły i opiekuńczy, czasem tylko wydawało mi się, iż coś udaje Odpędzałem jednak te myśli. Pewnego dnia pojechali razem do podłódzkiej knajpy, gdzie mieli dograć szczegóły wesela. W lokalu było pusto. Andrzej zostawił telefon na stole, gdy musiał wyjść alarm w samochodzie się włączył. Gdy Bronisia została sama, telefon zaczął uporczywie dzwonić. Początkowo go nie odebrała, ale sygnał nie ustępował. W końcu odebrała i natrafiła na donośny głos matki Andrzeja, Urszuli.
Synku, mam świetny sposób, żebyś się pozbył tej ślepej Bronisi. Moja znajoma w biurze podróży trzyma dwie rezerwacje w Tatrach. Po ślubie weź ją w góry, powiesz, iż chciałbyś pooglądać widoki. Wybierz się z nią sam. Jak tylko nadarzy się okazja, spraw, żeby się poślizgnęła i spadła z urwiska. Sam wrócisz na dół, zgłosisz na komisariacie, iż żona zaginęła, możesz choćby rozpłakać się przed policją. Kiedy ją znajdą, będzie jasne, iż to wypadek. Za granicą nikt się nie będzie przejmował śledztwem… Wiem, iż potrafisz zagrać zrozpaczonego wdowca, choćby matka twojej narzeczonej ci uwierzy. Inaczej zrobią jej operację i będzie widziała, trudniej się tym wszystkim pozbędziesz. Takie pieniądze nie mogą ci przejść koło nosa, synku. Pamiętaj, kocham cię.
Głos ucichł. Bronisia jak rażona rzuciła telefon na stół.
Oni chcą mnie zabić? choćby Andrzej przewijało się jej przez głowę.
Jeszcze przed chwilą była najszczęśliwszą narzeczoną świata. Teraz… nie wiedziała, jak żyć dalej. Zadrżała, ledwo powstrzymywała łzy, gdy wrócił Andrzej.
Chyba jakiś kot przeleciał i włączył alarm, ale wszystko w porządku. Powiedział, po czym zabrzmiał jego telefon, błyskawicznie do niego podszedł Tak, jasne, Romku, już jadę… po czym rzucił do Bronisi: Pilny telefon z firmy, muszę lecieć.
Jedź powiedziała tylko cicho Ja poczekam na tatę, wszystko obgadamy razem.
Usiadła samotnie, zalewając się łzami. Podszedła do niej znajoma kelnerka, Basia.
Bronisia, co się stało? A gdzie pobiegł Andrzej? Przecież mieliście
To nic, Basiu Zaraz tata przyjedzie, tylko małe nieporozumienie. Andrzeja pilnie wezwali do pracy.
Chodź, przyniosę ci herbatę, wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła zaproponowała, a Bronisia tylko kiwnęła głową.
Zadzwoniłem w tym czasie do Bronisi. Córeczko, co się dzieje, twój głos jest taki dziwny…
Tato, przyjedź… Przyjedź do lokalu, proszę… próbowała mówić spokojnie, ale głos jej drżał.
Dotarłem w dwadzieścia minut. Usiadłem z nią przy stoliku, zerknąłem w jej zaczerwienione oczy.
Bronisia, co się stało?
Tato, Urszula i Andrzej chcą mnie się pozbyć. Właśnie sama słyszałam, jak namawiała go przez telefon, żebym zginęła w górach. On zostawił telefon na stole…
Kochanie, jesteś pewna?
Tak, słyszałam wszystko wyraźnie. Kiedy oddzwoniłam, nie podejrzewali, iż to ja odebrałam.
Nie wiedziałem, co robić. Przemyśleliśmy nasze następne kroki. Tymczasem zadzwonił Andrzej.
No i co, Bronisia, tata już przyjechał? Ustaliliście dekoracje na sali?
Sięgnąłem po telefon córki.
Andrzeju, dobrze, iż dowiedziałem się o waszych planach na czas. Słyszałem o waszej wycieczce w góry…
Jakiej wycieczce? próbował udawać zaskoczonego.
Tam, gdzie moja córka miała zginąć.
Po drugiej stronie nastała cisza.
To nie moja wina, to matka…
Tylko tchórz tłumaczy się matką. Żegnaj.
Już następnego dnia Andrzej wyprowadził się z Łodzi. Obwinił swoją matkę, iż narobiła zamieszania; zabrał pieniądze i uciekł. Bał się, iż pójdziemy na policję. Urszula wyjechała do koleżanki do Lublina.
W klinice okulistycznej Bronisi wykonano kolejną operację. Tygodniami nosiła opatrunek. Codziennie wyprowadzałem ją na spacer w ogrodzie szpitalnym, a jej lekarzem był młody specjalista, doktor Michał Nowicki. Doświadczony chirurg, otaczał córkę troską, wspierał ją jak mógł. Widziałem, jak się rumienił na jej widok.
Kiedy nadszedł dzień zdjęcia opatrunku, Michał przyniósł bukiet czerwonych róż. Bronisia zobaczyła po raz pierwszy w życiu na własne oczy piękno kwiatów i zakochała się w wysokim blondynie z szarymi oczami.
Jestem taka szczęśliwa! Widzę, wszystko widzę! wykrzyczała przez łzy. Michał objął ją, pocieszał.
Od tamtej pory Bronisia musiała nosić okulary, ale w niczym to nie przeszkodziło jej szczęściu.
Z czasem wzięli z Michałem ślub była to najpiękniejsza ceremonia, na jakiej dane mi było być. Po roku urodziła się im córeczka, równie śliczna jak mama, z oczami po ojcu. Bronisia jest szczęśliwa, ja zaś patrzę z euforią i dumą na jej rodzinę.
Zrozumiałem, iż czasem warto zobaczyć prawdę na własne oczy zwłaszcza jeżeli cena, jaką trzeba zapłacić za złudzenia, może być ogromna. Życie potrafi zabrać nam bardzo wiele, ale jeżeli otworzymy się na innych, potrafi też wszystko wynagrodzić.










