Zobaczyć na własne oczy Po tragicznej stracie męża i sześcioletniej córeczki w wypadku samochodowym…

polregion.pl 4 godzin temu

Zobaczyć na własne oczy

Po strasznej tragedii utracie męża i sześcioletniej córki w wypadku samochodowym Anna długo nie mogła dojść do siebie. Prawie pół roku spędziła w klinice, nie chcąc widzieć nikogo. Towarzyszyła jej cierpliwie matka, która delikatnie rozmawiała z córką, aż pewnego dnia powiedziała:

Aniu, firma po twoim mężu może się lada chwila rozpaść, ledwo się trzyma. Łukasz prosił, żebym ci przekazała, iż kilka brakuje do bankructwa. Dobrze, iż jest porządnym człowiekiem, ale sam sobie nie poradzi…

Te słowa sprawiły, iż Anna trochę się otrząsnęła.

Wiem, mamo… Muszę czymś się zająć. Pewnie Paweł cieszyłby się, gdybym kontynuowała jego dzieło. Dobrze, iż coś już rozumiem, bo przecież zabrał mnie do biura.

Anna wróciła do pracy i zdołała utrzymać rodzinną firmę na powierzchni. Z biznesem radziła sobie doskonale, ale ogromnie brakowało jej zmarłej córeczki.

Córko, zaczęła pewnego dnia matka, rozważ, by przygarnąć dziewczynkę z domu dziecka. Taką, która ma jeszcze trudniej niż ty. Może w ten sposób pomożesz nie tylko jej, ale i sobie.

Anna rozmyślała długo nad tymi słowami i w końcu zgodziła się z matką. Wiedziała, iż nie zastąpi własnej córki żadną inną, ale postanowiła spróbować.

Marysia urodziła się prawie całkiem niewidoma. Rodzice choć wykształceni i z dobrych rodzin przestraszyli się odpowiedzialności i zaraz po diagnozie oddali ją do domu dziecka. Została tam nazwana Marią. Świat widziała jedynie przez cienie i zarysy. Nauczyła się czytać i polubiła bajki, wierząc, iż kiedyś odwiedzi ją dobra wróżka.

Gdy miała prawie siedem lat, ta wróżka” naprawdę do niej przyszła. Anna była piękna, elegancka, bogata, ale głęboko nieszczęśliwa. Kierowniczka domu dziecka była zdziwiona, iż ktoś taki chce zaadoptować dziewczynkę z niepełnosprawnością, ale Anna nie chciała tego tłumaczyć powołała się na swoje możliwości finansowe i chęć pomocy choremu dziecku.

Wychowawczyni przyprowadziła Marysię za rękę. Anna, gdy tylko ją zobaczyła, wiedziała: to jej dziecko. Dziewczynka przypominała aniołka z jasnymi loczkami i ogromnymi, jasnoniebieskimi oczami, w których brakowało światła.

Kto to? zapytała Anna, nie odrywając od niej wzroku.

To nasza Marysia, delikatna, kochana, wrażliwa odpowiedziała wychowawczyni.

Marysia jest moja, tak czuję, zdecydowała Anna już wtedy.

Obydwie bardzo gwałtownie się do siebie przyzwyczaiły i polubiły. Z Marysią w domu życie Anny zmieniło się zupełnie odzyskało sens. Skonsultowała się z lekarzami i usłyszała, iż po operacji dziewczynka może odzyskać wzrok, choć będzie musiała nosić okulary.

Anna mocno w to uwierzyła. Tuż przed pójściem do szkoły przeprowadzono operację, ale wzrok Marysi przez cały czas był bardzo słaby. Lekarze dawali nadzieję, ale trzeba było poczekać kilka lat. Czas płynął. Anna z oddaniem opiekowała się córką, a firma prowadzona przez nią coraz lepiej prosperowała. Była piękną i zamożną kobietą, ale życie poświęciła córce nie interesowali jej mężczyźni.

Marysia wyrosła na niezwykłą piękność. Ukończyła studia, pracowała w firmie matki i nie dała się rozpuścić dobrami materialnymi. Miała pogodne usposobienie i znała wdzięczność. Anna czujnie przyglądała się jej otoczeniu, bo obawiała się, iż któryś z chłopaków zapragnie bardziej pieniędzy niż serca córki. jeżeli widziała coś podejrzanego, jasno dawała do zrozumienia, iż na łatwy majątek nie mają co liczyć.

Marysię w końcu spotkała miłość. Anna poznała Adama i nie miała mu nic do zarzucenia zgodziła się na ich spotkania. Adam niedługo poprosił Marysię o rękę, przygotowania do wesela trwały, a za pół roku po ślubie zaplanowano ostatnią operację przywracającą wzrok Marysi.

Adam był serdeczny i opiekuńczy. Czasem Anna miała wrażenie, iż nie wszystko jest szczere, ale odganiała te myśli. Pewnego dnia młodzi pojechali do restauracji pod Warszawą, gdzie miało odbyć się ich wesele, żeby dograć szczegóły wystroju. Po południu było tam pusto.

Zasiedli do stolika, Adam położył telefon na stole. W tym momencie zabrzmiał alarm w jego samochodzie musiał wyjść. Gdy została sama, telefon zadzwonił natarczywie. Marysia najpierw nie chciała odebrać, ale nie dawał spokoju. Gdy już odebrała, usłyszała głośny głos matki Adama, Haliny.

Synku, wymyśliłam, jak się gwałtownie pozbyć tej ślepej Marysi. Mam koleżankę w biurze podróży, trzyma dla ciebie dwa bilety. Po ślubie pojedziecie w góry, powiedz, iż chcesz zobaczyć widoki. Pójdziecie razem i spraw, by twoja żonka się potknęła i niefortunnie spadła. Ty uciekaj. Potem zgłoś, iż żona zaginęła, możecie poudawać, iż się pokłóciliście i ona poszła sama. Płacz, przekonuj, żądaj śledztwa. Jak znajdą ciało, wszyscy będą myśleć, iż nieszczęśliwie upadła. Przecież po zagranicach nikt porządnie nie będzie dociekał… Wiem, iż potrafisz zagrać zrozpaczonego męża. W przeciwnym razie, zrobią jej operację, dojdzie do siebie i byłoby z tym trudniej. Nie można przepuścić takich pieniędzy, synu. Przemyśl to. Rozłączam się!

Halina się rozłączyła, a Marysia odłożyła telefon jak oparzona.

Czyli matka Adama chce mnie zamordować, a on najwyraźniej też myśli gnały przez jej głowę.

Jeszcze sekundę wcześniej była szczęśliwą narzeczoną, gotową na ślub, a nagle zobaczyła, jak ci, których już traktowała jak rodzinę, spiskują przeciw niej… Zrozumiała, iż Adam nie słyszał rozmowy matki. Cała drżała, starając się opanować. Adam wrócił i powiedział:

Dziwne, alarm się włączył, pewnie jakiś kot, nie ma śladów na samochodzie wtedy znów zadzwonił telefon, odebrał krótko Tak, oczywiście, dobrze, już jadę i zwrócił się do Marysi: Różyczka, muszę pilnie do pracy, Romka mnie wzywa.

Jedź, powiedziała cicho Marysia, ja poczekam tutaj na mamę, bo miałyśmy jeszcze omówić dekoracje.

Dobrze, poczekam aż przyjedzie, rzucił i wybiegł.

Marysia została sama przy stole i rozpłakała się. Zadzwoniła do Anny.

Mamusiu, przyjedź do restauracji, proszę głos łamał jej się ze wzruszenia.

Córeczko, co się stało? Już jadę, odpowiedziała matka zaniepokojona.

Gdy zobaczyła córkę roztrzęsioną, usiadła przy niej.

Marysiu, córeczko, co się dzieje?

Mamo, oni chcą mnie zabić, Halina i Adam. Sama słyszałam rozmowę. Gdy Adam wybiegł, odebrałam telefon, a Halina zaczęła mówić, jak mają mnie zepchnąć w górach po ślubie…

Aniu, jesteś pewna? z niedowierzaniem zapytała matka.

Na własne uszy słyszałam, mamo. Halina choćby nie zorientowała się, iż rozmawia ze mną. Adam wybiegł, a potem udawał, iż nic nie wie…

Anna była w szoku. Co robić? Rozważały wszystkie scenariusze, aż zadzwonił Adam.

Marysiu, czy mama już dotarła? Ustaliliście coś w sprawie sali?

Anna przejęła telefon:

Adam, dobrze, iż znamy już wasze plany z Haliną. Słuchaj uważnie Te rozmowy i bilety

Jakie plany, jakie bilety? Adam udawał, iż nie rozumie.

Te, przez które miałeś zostać bogatym wdowcem. Ale już nic z tego. Powinieneś wiedzieć, iż policja potrafi odzyskać każdą rozmowę z telefonu. Rozumiesz, co to oznacza?

Adam milczał przez chwilę.

To nie ja… to wszystko matka…

Oczywiście, choćby teraz zrzucasz winę na matkę. Żegnam cię, Adamie.

Następnego dnia Adam zniknął z Warszawy. Otwarcie oskarżył matkę, zabrał jej pieniądze i uciekł. Bał się, iż Anna z Marysią pójdą na policję. Halina również uciekła do koleżanki do innego miasta.

Szok: zobaczyć wszystko na własne oczy.
W klinice okulistycznej Marysia przeszła operację. Anna była przy niej, bo bandażów z oczu jeszcze nie zdjęto. Siedziały na ławce w ogrodzie szpitalnym. Młody lekarz, doktor Piotr, troskliwie opiekował się Marysią. Operację przeprowadził uznany chirurg, a Marysię odwiedzał codziennie Piotr, który wyraźnie się nią interesował.

Anna obserwowała go uważnie, ale widziała, iż to uczciwy, zakochany chłopak. Gdy zdjęto Marysi opatrunek, Piotr przyszedł z pięknym bukietem czerwonych róż. Marysia doznała prawdziwego szoku, widząc po raz pierwszy świat; dotąd rozpoznawała tylko kontury, teraz widziała dokładnie cudowny bukiet oraz wysokiego blondyna o szarych oczach.

Jak się cieszę, iż widzę! rozpłakała się Marysia, a Piotr tulił ją i pocieszał.

Marysia od tej pory zawsze musiała nosić okulary, ale to nie miało już żadnego znaczenia.

Minął rok; ich ślub był piękny. Rok później urodziła się im śliczna córeczka, z szarymi oczyma jak u ojca. Marysia wreszcie była szczęśliwa, mając troskliwego i wiernego męża, który zawsze ją wspiera.

Dziękuję za przeczytanie tej historii. Szczęścia w życiu!

Idź do oryginalnego materiału