Dziennik Żona i Teść
Od początku tylko udawałam, iż chcę poznać rodziców Bartka. Po co mi oni, szczerze mówiąc? Przecież nie zamierzam z nimi mieszkać, a od jego ojca, który niby jest całkiem zamożny, niczego dobrego poza problemami i podejrzliwością bym nie oczekiwała.
Skoro jednak już wplątałam się w zaręczyny, trzeba grać do końca.
Starałam się wyglądać dobrze, ale nie przesadnie chciałam uchodzić za sympatyczną, zwyczajną dziewczynę.
Spotkanie z rodzicami narzeczonego to zawsze wydarzenie, gdzie pod powierzchnią czyhają rozmaite pułapki, a jeżeli jeszcze należą do tych inteligentnych, to już prawdziwy test nerwów.
Bartek zdawał się myśleć, iż muszę być cała w nerwach:
Nie denerwuj się, Aneta, tylko spokojnie. Tata jest trochę oschły, ale daje się dogadać. Nic złego ci nie powiedzą. Polubią cię. Mama, to dusza towarzystwa, a tata sam zobaczysz uspokajał mnie przed wejściem do bloku rodziców.
Tylko się uśmiechnęłam, poprawiając kosmyk włosów na ramieniu. Oschły ojciec i rozgadana mama świetnie się dobrali. Uśmiechnęłam się w duchu.
Mieszkanie nie zrobiło na mnie wrażenia. Bywałam już w znacznie bogatszych.
Od razu nas przywitali.
Nie przejmowałam się spotkaniem prawie wcale. Czego tu się bać? Ludzie jak ludzie. Pani Krystyna, jak już słyszałam od Bartka, od lat jest głównie w domu, wyjeżdża tylko czasem z koleżankami na wczasy, a ojciec, pan Andrzej, choć ponoć zimny, to jednak milczący. Ale to nazwisko Wydawało mi się podejrzanie znajome.
Przywitali nas
I wtedy zamarłam, nie przekraczając jeszcze progu. To był koniec Pani Krystyny nie znałam, ale pana Andrzeja rozpoznałam w ułamku sekundy. Już wcześniej się poznaliśmy. Trzy lata wcześniej. Spotkania nieliczne, ale obopólnie korzystne. Bary, hotele, restauracje. Jego żona i syn oczywiście nie mieli o niczym pojęcia.
No to się doigrałam.
Andrzej również mnie rozpoznał. Mignął mu w oczach błysk, który mógł oznaczać zdziwienie, zaskoczenie, może coś bardziej niepokojącego jakieś knowania, które już skrupulatnie obmyślał ale zachował kamienną twarz.
Bartek, nie domyślając się niczego, z uśmiechem mnie przedstawił:
Mamo, tato, poznajcie Anetę. Moja narzeczona. Powinienem już wcześniej ją przyprowadzić, ale jest bardzo nieśmiała.
No to ładnie.
Andrzej podał mi rękę.
Jego uścisk był mocny, prawie sztywny.
Bardzo mi miło, Aneto powiedział i w jego głosie pobrzmiewała bardzo subtelna nuta sama nie wiem czego. Może złości. Może ostrzeżenia.
Zastanawiałam się, jak wybrnę, kiedy Andrzej zaraz wyjawia kim byłam.
Cieszę się również, panie Andrzeju odpowiedziałam, starając się, by nie przejrzał mnie tak od razu. Ścisnęłam jego dłoń, czując jak adrenalina skacze. Co teraz będzie
Ale nic się nie wydarzyło.
Wykrzesał coś na kształt uśmiechu i sam bez słowa odsunął mi krzesło przy stole.
Pewnie miał ochotę ośmieszyć mnie później
Ale nic się nie wydarzyło.
Wtedy dotarło do mnie on nie powie. Gdyby mnie wydał, sam też by pogrążył się przed żoną.
Kiedy trochę odetchnęłam, atmosfera gwałtownie stała się swobodna. Krystyna opowiadała zabawne historie z dzieciństwa Bartka, a Andrzej, niby z zainteresowaniem, zadawał mi pytania o pracę. Zabawne, bo znał przecież nie jeden szczegół. Jego ironiczne uwagi już mnie nie ruszały. choćby raz czy dwa zażartował, a ja ku własnemu zaskoczeniu wybuchłam śmiechem. W jego aluzjach jednak pobrzmiewało coś ostrego, zrozumiałego chyba tylko dla nas dwojga.
Na przykład w pewnym momencie, patrząc na mnie, rzucił:
Wie pani, Aneto, bardzo mi pani przypomina byłą koleżankę z pracy. Też była całkiem lotna. Potrafiła sobie każdego ustawić.
Nie straciłam zimnej krwi:
Są różne rodzaje talentów, panie Andrzeju.
Bartek, jak przystało na zakochanego narzeczonego, patrzył na mnie jak w obrazek, nie wyłapując cienia podtekstów. On naprawdę mnie kochał. I to był chyba największy paradoks. I największy ból. Dla niego.
Później, gdy rozmowa zeszła na podróże, Andrzej, patrząc na mnie wymownie, zapytał:
Ja, na przykład, wolę odludzie. Żadnego zamieszania, żeby usiąść spokojnie z książką i pomyśleć. A ty, Aneto, jakie miejsca wolisz?
Próba podchwytliwego pytania.
Wolę, gdy wokół mnie są ludzie i tętni życie odpowiedziałam, uśmiechając się Choć niekiedy nadmiar uszu jest ryzykowny.
Chyba przez chwilę Krystyna coś zaniepokojonego zauważyła, bo zmarszczyła brwi, ale gwałtownie przegnała myśli.
Andrzej wiedział, iż nie jestem z tych, co szukają ciszy. I znał powód.
Kiedy nadszedł koniec dnia, a wszyscy szykowali się do snu, Andrzej objął Bartka.
Synu, dbaj o nią. Jest wyjątkowa.
Brzmiało jak komplement i drwina jednocześnie. Tylko ja to zrozumiałam.
Od razu zrobiło mi się zimno. Wyjątkowa. To właśnie słowo wybrał.
***
W nocy nie mogłam zasnąć.
Kręciłam się, analizując niespodziewane spotkanie i próbując wymyślić, jak dalej z tym żyć. Przyszłość rysowała się marnie. Przeczuwałam, iż Andrzej też nie śpi. On przez szok zaskoczenia, ja przez strach przed kolejną rozmową. I przez wszystko razem.
Po cichu wstałam, naciągnęłam na T-shirt i szorty domową bluzę i zupełnie cicho opuściłam pokój. Schodząc po schodach, szurałam lekko kapciami, by ten, kto nie śpi, usłyszał. Wysunęłam się na taras, gdzie spodziewałam się spotkać Andrzeja.
Nie musiałam długo czekać.
Nie możesz spać? zagadnął, stając za mną.
Jakoś mi się nie chce odparłam.
Poczułam znajomy zapach jego perfum.
Badał mnie uważnie.
Czego chcesz od mojego syna, Aneto? w jego głosie nie było już nic z przeszłych odcieni Wiem, do czego jesteś zdolna. Wiem, ilu takich jak ja przewinęło się przez twoje życie. I wiem, iż zawsze chodziło ci tylko o pieniądze. choćby się z tym nie kryłaś, kwoty podawałaś wprost, choć w białych rękawiczkach. Po co ci Bartek?
Skoro on nie ma ochoty na sentymenty, ja też nie zamierzałam być miła. Wykrzywiłam się:
Kocham go, panie Andrzeju. I co w tym dziwnego?
Nie uwierzył.
Ty? Miłość? To żart. Wiem, jaka jesteś. Opowiem Bartkowi wszystko. O twojej działalności. O tym, kim naprawdę jesteś. Myślisz, iż wtedy cię poślubi?
Podchodzę bliżej, zostało między nami tylko tyle, by wyciągnąć rękę. Schylam głowę, patrzę mu prosto w oczy. Jakby nie widziałam go dostatecznie.
Opowiadaj, panie Andrzeju przeciągam słowa Ale wtedy i twoja żona pozna naszą tajemnicę.
To
To nie jest szantaż. To równowaga. jeżeli wyjawisz, jak się poznaliśmy, trudno będzie ukryć, czym się wtedy zajmowałeś. Uwierz, uzupełnię twoją wersję.
To dwie różne sprawy
Serio? Swojej żonie też tak powiesz?
Andrzej zamarł. Próba złamania mnie nieudana. Zrozumiał. Uwięziony. Jesteśmy razem przyparci do muru.
Co powiesz swojej żonie?
Nie tylko jej. Wszystkim. Bartkowi też. Opowiem, jakim jesteś cudownym mężem i gdzie przesiadywałeś po godzinach. Opowiem wszystko, nie będzie mi już zależało na niczym. jeżeli chcesz obronić syna przede mną, śmiało.
Trudny wybór.
Odebrać synowi narzeczoną to podpisać pozew rozwodowy na własne nazwisko.
Nie ośmielisz się.
Nie ośmielę? Nie mogłam powstrzymać śmiechu Ty możesz, a ja nie? Nie ośmielę się, jeżeli ty nie będziesz rzucał oskarżeń o moją korzyść, kiedy trzymam w ręku taki as, który może cię kosztować małżeństwo. A pani Krystyna tak ceni wierność
Pamiętałam, jak kiedyś, kompletnie pijany, narzekał do mnie, jaki to on zły chłop, bo żona jest święta, a on łajdak. Krystyna nie wybaczyłaby nigdy. Tutaj każdy miał do stracenia więcej, niż mógłby zyskać.
Wiedział, iż nie blefuję.
Dobrze wydusił Nic nie powiem. Ty też milcz. Zapomnijmy o tym, co było.
Dlatego od tej pory spałam spokojnie. On miał do stracenia więcej.
Jak pan każe, panie Andrzeju.
Następnego ranka wyjeżdżaliśmy z domu rodziców Bartka. Pożegnanie z Krystyną, która już zaczęła nazywać mnie córcia, odbyło się pod morderczym spojrzeniem przyszłego teścia. Kącik jego oka aż drgał.
Dławił go strach i niemożność ostrzeżenia syna przed przebiegłością przyszłej synowej, ale też nie mógł podłożyć się sam. Stracić Krystynę to stracić nie tylko żonę, ale i pół majątku. No i niby Bartek czy by wybaczył?
Jakiś czas później przyjechaliśmy do rodziców Bartka na dwutygodniowy urlop.
W środku sezonu niby odpoczynek.
Andrzej próbował mnie unikać pod pretekstem pracy, ale pewnego dnia, gdy został sam w domu, ciekawość i złość zwyciężyły. Zaczął szperać w mojej torbie. Może znajdzie coś, co mu się przyda
Przetrząsnął kosmetyczkę, notatnik, kalendarz. I nagle dojrzał biało-niebieski prostokąt. Test ciążowy. Dwie wyraźne kreski.
Myślałem, iż tragedią jest to, iż mój syn się z tobą żeni Nie! To jest katastrofa! odłożył test, nie zdążając zasunąć torby.
Przyłapałam go w tej samej chwili.
Ależ nieładnie grzebać w cudzych rzeczach skomentowałam z drwiną, ale chyba mi aż tak nie zależało.
Andrzej nie zamierzał się wypierać.
Jesteś w ciąży z Bartkiem?
Podeszłam spokojnie, wyjęłam mu torbę z ręki, spojrzałam mu prosto w oczy.
Chyba właśnie zniszczył pan sobie niespodziankę, panie Andrzeju.
Był kompletnie załamany. Teraz miał pewność, iż się mnie nie pozbędzie. Teraz, jeżeli cokolwiek powie pogrąży i siebie. Trzeba trzymać język za zębami. Ciężko się jednak milczy, kiedy tak bardzo chcesz krzyczeć, iż syn idzie w ślepy zaułek.
***
Minęło dziewięć miesięcy i pół roku.
Bartek i ja wychowywaliśmy naszą córeczkę, Julię.
Andrzej niemal w ogóle do nas nie przyjeżdżał. Nie chciał oglądać ani mnie, ani wnuczki. Nie czuł z nią więzi. Ja go przerażałam moje chłodne podejście do Bartka i to, co o mnie wiedział.
I znów.
Krystyna wybierała się do nas w odwiedziny.
Andrzej, jedziesz ze mną?
Nie, boli mnie głowa.
Znowu? Powinieneś to sprawdzić.
Tak tylko mówię, jestem wykończony. Jedź sama.
Jak zwykle Andrzej wymigiwał się na migrenę, przeziębienie, ból krzyża choćby na wszelki wypadek łykał tabletki. Wszystko by tylko mnie nie widzieć ale też nie wyjawić reszcie rodziny całej prawdy.
Wieczór wlókł się niemiłosiernie. Krążyły mi w głowie ciężkie myśli.
Położył się.
Poczytał.
W końcu zaniepokoiło go, iż Krystyna długo nie wraca. Dochodziła jedenasta, a jej wciąż nie było. Telefon nie odbierał. Zadzwonił do Bartka.
Bartek, wszystko ok? Mama pojechała już do domu? Bo jej nie ma.
Tato, jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym teraz gadać.
Rozłączył się
Andrzej już miał wyjść z domu, kiedy podjechał mój samochód. Otworzył drzwi i zamarł.
Po co tu przyjechałaś?! Mów, co się stało?
Weszłam niewzruszona do kuchni. Nalałam sobie lampkę wina. Wypiłam. Usiadłam.
Wszystko się rozsypało.
Czyli?
Nasz sekret, Andrzeju. Bartek natrafił w internecie na zdjęcia z imprezy w starej kawiarni Azalia, pamiętasz? Chciał zarezerwować dla nas stolik na rocznicę, a tam nasze fotki sprzed czterech lat! Fotograf, idiota, wszystko wrzucił! Teraz Bartek jest wściekły, Krystyna grozi rozwodem, a ja, zgodnie z twoim życzeniem, pewnie też właśnie rozwodzę się z twoim synem.
Andrzej siedział oniemiały. Przewijał w myślach tamtą imprezę, te zdjęcia, swoją naiwność Kto by przypuszczał, iż wszystko się tak ułoży!
Osunął się na podłogę obok mnie.
Ale po co przyjechałaś właśnie tu?
Musiałam uciec na chwilę uśmiechnęłam się. W domu chaos. Julia z nianią. Wina?
Podałam mu butelkę jego ulubionego.
Siedzieliśmy we dwoje na tarasie. Tylko cykady za oknem.
To twoja wina powiedział Andrzej.
Pokiwałam głową, nie spuszczając z oczu kieliszka.
Ano.
Jesteś nie do zniesienia.
Też to wiem.
choćby ci nie żal Bartka.
Żal, ale siebie bardziej.
Kochasz wyłącznie siebie.
Otóż to.
Nagle złapał mnie za podbródek i spojrzał prosto w oczy.
Dobrze wiesz, iż nigdy cię nie kochałem wyszeptał.
Wiem. I wcale mnie to nie rusza.
***
Gdy Krystyna rano wróciła gotowa wybaczyć mężowi choćby jeżeli będzie ją to kosztowało mnóstwo nerwów zastała nas razem. Jeszcze śpiących.
Kto tam? zapytałam zaspana.
To ja powiedziała Krystyna, patrząc jak wszystko, w co wierzyła, rozsypuje się w oczach.
Spojrzałam na nią z cieniem uśmiechu. Andrzej obudził się chwilę później. Za żoną jednak już nie pobiegł.






