Zostaw w szpitalu, mówili bliscy

newsempire24.com 4 godzin temu

Zostaw ją w szpitalu, mówili krewni.
Po co w ogóle ją zabrałaś? wściekł się mąż, patrząc na noworodka leżącego w kołysce. Przecież jasno wam powiedziano, co ma!
Jak możesz być taką? Zastanawiasz się, w co się pakujesz?

Ona jednak rozumiała, mimo iż wszyscy o niej myśleli inaczej: tak uważał nie tylko jej ukochany Szymon, ale i cała rodzina.

A choćby jej matka Halina, babcia Jadwiga tak nazwała dziewczynkę krzyczała:
No i po co, Łucjo? Rodzisz sobie jeszcze! A to jaka kontuzja! Bierz noszę, żeby nie upadać przy chodzeniu, córeczko!
Mówili, iż nie przetrwa długo!
Tak, mówili. I proponowali zostawić dziecko w szpitalu to było całkiem naturalne: nie każdy rodzic potrafi poradzić sobie z takim szokiem.
Jeśli niekiedy matki zostawiają zdrowe maluchy, to już wcale nie chodzi o chore

Maluch nie płakał: miał niebieskawe wargi i blade końcówki paluszków w medycynie nazywa się to akrocyanozą.

Dziewczynkę zdiagnozowano z wrodzonym wadą serca o średnim stopniu ciężkości ubytekiem przegrody międzykomorowej: przeżyć można, ale trudno. Tak stwierdził lekarz.

Wtedy Łucja chciała zabrać dziecko do domu, bo w każdej sprawie dotyczącej dziecka decydujące słowo należy do matki. I tak wszystko się zaczęło.

Kochający mąż i tata odpadli prawie od razu, kiedy stało się jasne, iż Łucja nie zamierza się z niej rozstać. Na koniec krzyknął, iż jeżeli żona się zmieni, może wróci. I iż jeżeli ona jeszcze chce z nim żyć, niech się pospieszy. Taką wielką miłość mieli z Szymonem.

Łucja nie winiła męża nie każdy potrafi poświęcić się całkowicie, a w tej sytuacji właśnie to było potrzebne.

Mąż przyjechał po Łucję i dziecko, choć nie przyniósł bukietu ani balonów po co się cieszyć?

Babcie z obu stron od razu wyraziły swoją opinię: zostaw w szpitalu tego nam nie trzeba.

A wy jeszcze będziecie twierdzić, iż nie ma obcych dzieci?

Dziewczyna próbowała zrozumieć położenie rodziny i męża, ale nie szło jej tak dobrze: przynajmniej mały bukiecik mógłby przyjść?

Nikt nie poparł młodą mamę! Jeden człowiek jednak stanął po jej stronie: wierny szkolny przyjaciel, zakochany w niej od dziecka, Michał Korostyl.

Ostatnio rozmawiali rzadko Szymon był przeciw:
Nie ma przyjaźni między płciami, nie zawieszaj mi na uszy żadnych bajek! Nigdy nie uwierzę, iż między wami było coś!

Michał i ona pogodzili się. Często jednak Łucja wspominała przyjaciela wesołego, z prostych rodziców, którego nie lubiła Halina.

Ale Aleksander to już inna sprawa! Świetny facet, nie jak ten szary typ po studiach, który pracuje w fabryce!

Wtedy rakiety przecinały niebo, a wszędzie wkraczały nowe technologie.

Michał pracował operatorem w zakładzie specjalistą od sterowania maszynami i był z tego dumny.
Wiesz, Łucjo, mawiał, co bardzo denerwowało Halinę kurwa wieś! a dostałem podwyżkę! Może mama pozwoli ci wyjść za mnie?

Naiwny kawaler miał nadzieję, iż jeżeli mama się zgodzi, piękna Łucja zostanie jego żoną przyjaźnili się od lat!

Dziewczyna już jednak kochała Szymona przystojnego, inteligentnego chłopaka z dobrej rodziny, którego akceptowała matka.

No i to rozumiem, nie wstydzę się pokazywać przyjaciółkom! Nie takiego tego twojego wielbiciela prostego jak trzy grosze!

Łucja nie rozumiała, po co pokazywać wybranego facetowi znajomym: jej własnym czy maminy. Ale podobało jej się, iż kochająca, wpływowa kobieta zatwierdziła jej wybór; w przeciwnym razie byłyby kłopoty władcza dama zawsze dążyła do swego, naciskała i szarpała.

W zasadzie udawało się jej osiągnąć zamierzony cel, oprócz jednego incydentu, kiedy córka poszła wbrew woli matki i nie napisała odmowy.

Jak śmiesz się sprzeciwić, łobuziaku? Od dziś nie mam córki! I nie wchodź mi w drogę z twoim

W efekcie Łucja, która przywiozła dziecko ze szpitala, znalazła się w sytuacji podobnej do Katii Tichomirov z filmu o Warszawie i łzach. Różnica była taka, iż u Łucji Lena (tak nazywała dziewczynkę) miała poważną patologię, a przejście od złej rzeczywistości do pięknego życia, jak w filmie, nie dało się tak po prostu zrobić.

Wiedziała, iż sytuacja jest gorsza niż u Katii. Gdy Łucja zgodziła się na wszystko, nie myślała, iż wszyscy odwrócą się od niej: mąż, obie matki, ojcowie już nie było, i reszta.

I jakoś cała familia poparła Halinę:
Co ty, oszalałaś? Całe życie chcesz się męczyć? Oddaj ją z powrotem, zanim przyzwyczaisz się! I Szymon zaraz wróci!

W całym zachwycie z mężem nie była tylko matka, ale i reszta.

Jednak Łucja, będąc w szoku po zdradzie najbliższych i kochanka, nie chciała, by Szymon wrócił. I choć wciąż kochała męża, w jej wnętrzu zaczynał się proces niszczenia tej miłości.

Było jasne, iż nie da się żyć ramię w ramię i odejść w jeden dzień tak wiele się zmieniło, i to nie na lepsze.

Mąż odszedł tego samego dnia, odwożąc ich do domu: mieszkanie należało do dziewczyny, a rzeczy zabrał później.

Łucja została sama ze swoim smutkiem i chorą Leną: nigdy nie wyobrażała sobie taką przyszłość, różową pokój dziecięcy!

Szymon sam położył tapetę: Mojej córce będzie wszystko, co najlepsze!

I tak różowy pokój istniał, piękne białe meble stały, a przyszłość Leny wydawała się mglista. Czy będzie jej?

Łzy nie płynęły tylko emocje. Wtedy Łucja zadzwoniła do wiernego Michała, z którym kontakt prawie zamarł: Czy tak było, bracie? mąż był przeciw.

Wszystko opowiedziała rozbita dziewczyna. Ale młodzieniec, rozumiejąc absurd sytuacji, nie mógł ukryć radości!

Bo do sali oczekiwania, gdzie spędził ostatnie lata, podjeżdżał pożądany pociąg: Michał w końcu doczekał się szczęścia!

W mieszkaniu od razu zrobiło się zamieszanie: dziewczyna uspokojona, z herbatą z mlekiem tak trzeba! Młodzieniec poszedł do sklepu i kupił potrzebne rzeczy dla malucha wszystko, co potrzebne dla dziecka, już było zakupione.

Łóżeczko przeniesiono do innego pokoju Olga (tak ją nazywała) miała spać w pobliżu, na wyciągnięcie ręki! I nie kłócić się!

Dziewczyna nie kłóciła się nagle przytłoczyła ją niewyobrażalna zmęczenie: tak się zdarza, gdy po silnym napięciu nerwowym człowiek się poddaje i wraca do siebie. Pierwsza piękność, Olka Borowska, powoli odzyskiwała siły.

Wpadła, nie myśląc o niczym bo wierny i niezawodny Michał był przy niej: Nie martw się, Łucjo zadbam o nią! I naprawdę się zatroszczył

Gdy się obudziła, pielucha u córki była zmieniona, w kuchni bulgotał rosół, Michał drzemał obok śpiącej Leny a Łucja spała po drugiej stronie podwójnego łóżka.

Obudzoną dziewczynę ogarnęło dziwne spokój i pewność, iż wszystko będzie dobrze: na pewno się wydostać. Troje z nich tak! zaczęło powoli wydostawać się z opresji

Michał przychodził codziennie, pomagał fizycznie i pieniążkami: leczenie dziewczynki było kosztowne.

Aby Łucji było łatwiej opiekować się niemowlęciem, zatrudniono nianię, która przychodziła na kilka godzin dziennie.

Wieczorem młodzieniec spacerował z dziewczynką i pomagał ją kąpać: jedna Łucja nie dałaby rady. Ani mąż, ani matka nie dzwoniły.

Po półtora miesiąca wrócił po rzeczy Szymon:
Wiedziałem, iż jesteś za mną z tym! I wypadek, może nie mój w naszej rodzinie nie ma defektów! Nie dzwoń mojej matce! I na alimenty nie licz!

Ona nie liczyła na nic. I od dawna, nie tylko na alimenty.

Wtedy Michał delikatnie odsunął krzyczącego, zupełnie zdruzgotanego Łucję i wypchnął niegrzecznego, wywyższającego się chłopaka z dobrego domu za drzwi:
Wynoś się stąd, programisto!

Programista odszedł, a Łucja wniosła pozew o rozwód. Ale uciec od alimentów biologicznego ojca nie udało się.

Czas płynął, leczenie córki przynosiło efekty zaczęła lekko różowieć. Ale prawdziwy przełom miał nastąpić po operacji: wyznaczono już termin.

Michał był nieustannie przy niej. Nadszedł moment, gdy dziewczyna poprosiła go, by został. Nie z wdzięczności, jak mogłoby się wydawać, ale dlatego, iż naprawdę go potrzebowała.

Wkrótce Lenę poddano operacji: okres pooperacyjny minął bez komplikacji. Potem rozpoczęła się rehabilitacja i przyzwyczajanie do zdrowego życia.

Kiedy dziewczynka poszła do szkoły, przyjęła się do studia folkloru: świetnie radziła sobie z polskimi piosenkami ludowymi odkryła absolutny słuch.

Do tego czasu mama Olki miała już własny blog, który dziewczyna założyła pod wpływem Michała kochającego i niezastąpionego!
Łucjo, jesteś moja mądra! Dlatego rób zdjęcia Lenie, opisuj ciekawie i wrzucaj regularnie.

I tak zaczęła. Okazało się, iż ludzie bardzo to lubią: proste życie dziewczynki, która wyzdrowiała po ciężkiej chorobie, jej hobby i radości.

Cienie i rozedrane usta, które wypełniły internet, znudziły wszystkich. A gdy Lena podrosła, zaczęła wygrywać konkursy. Łucja więc nie tylko wrzucała zdjęcia, ale i nagrania jej piosenek. Liczba subskrybentów rosła wykładniczo.

Stosunki z mamą były chłodne: ona nigdy nie wybaczyła nieposłuszeństwa córki. Nie interesowała się wnuczką ani chora, ani zdrowa więc niechaj sobie radzi sama!

Pierwszy telefon zadzwoniła była teściowa po zwycięstwie w konkursie:
Łucjo, jak ta dziewczynka przypomina mojego Saszka jedno twarz! My się zdziwiliśmy!

A co ona tak śpiewa! A mój Sasek to jedyny: bez żony, bez dzieci. Może spotkamy się kiedyś?

Potem odebrał słuchawkę były mąż:
Przepraszam, rozgrzałem się wtedy. Teraz widzę, iż się myliłem! Może wyjdziemy razem ja, ty i Lena? Przecież mogę rozmawiać z własną córką!

Oczywiście, Saszku! Ale musi chcieć tego i twoja córka!

A dokąd możemy iść, Saszku? Trzeba zapytać Lenę czy chce spotkać się z obcym wujkiem.

Powiem jej i oddzwonię.

Trzynastoletnia Lena, będąc świadoma, iż ma dwóch ojców, nie chciała:
Po co? Nie znam go, mamo! O czym mielibyśmy rozmawiać?

Więc przepraszam, ludzie drodzy: nie dla was, a nie dla dziewczynki!

Jak w kinie: dostaniesz dziurę po bajgle, a nie Sharapovę!

Następnego dnia niespodziewanie zadzwoniła mama Halina, przywiązująca wielką wagę do efektów zewnętrznych. A wtedy piękny obraz, urocza dziewczynka z cudownym głosem, zdobywająca nagrody: nie wstydź się pokazywać przyjaciółkom

Lecz miła i dobra Łucja okazała się bardzo złośliwa kto by pomyślał! i nie wybaczyła babci, chcącej zobaczyć wnuczkę, krzyknącej

Oczywiście, wspaniale mieć gotową, zdrową, piękną, udaną i samodzielną dziewczynkę.

Jednak przyjemniej jest wyhodować takie cudo samodzielnie: wtedy odczuwa się głęboką satysfakcję, iż się udało, i iż jest się prawdziwą mamą! Tak, a Michał jest prawdziwym tatą, oczywiście. To jest bezcenne.

A reszta niech łapie się za ręce i idzie. Gdzie? Dokąd chcą! Może przez las, może na wieś z siatkami na motyle; a tam ich nie przyjmuje.

Okrutnie? Bardzo okrutnie! Sprawiedliwie? Bardzo sprawiedliwie! I to dotyczy was, tata Sasz i babcia Halina, przede wszystkim

Idź do oryginalnego materiału