Zostaw ją w szpitalu, namawiali krewni.
Po co ją w ogóle zabrałaś? wściekł się mój mąż, patrząc na maleńką dziewczynkę w łóżeczku. Przecież jasno powiedziano, co ma!
Jak można być tak? Czy ty w ogóle wiesz, w co się pakujesz?
Ona się nie poddała, mimo iż wszyscy wokół, włącznie z ukochanym Szymonem i całą rodziną, mieli co mówić.
Nawet jej mama Nadzieja, babcia Żanieta tak zwana przez małą wkurzyła się:
No i co, Oli? Masz jeszcze jednego? A to jaka kontuzja! Weź nosze, nie spadaj przy chodzeniu, córeczko!
Mówili, iż nie przetrwa długo!
Tak, mówili. I proponowali, żeby zostawić dziewczynkę w szpitalu to był normalny pomysł, bo nie każdy rodzic wytrzyma taki wstrząs. jeżeli niektórzy zostawiają zdrowe dzieci, to chorą to już inna sprawa
Maluszka nie płakała, miała niebieskawe wargi i końcówki paluszków w medycynie to akrocyanoza.
U niej wykryto wrodzoną wadę serca średniej złożoności ubytek przegrody międzykomorowej. Przeżyć można, ale nie będzie łatwo, tłumaczył lekarz.
Wtedy Ola chciała zabrać ją do domu, bo w sprawach dziecka ostateczną decyzję ma matka. I tak zaczęło się wszystko.
Kochający mąż i tata odpadli prawie od razu, kiedy zorientowali się, iż nie zamierza zrezygnować z córki. Na pożegnanie krzyknął, iż jeżeli żona zmieni zdanie, może wróci. I iż jeżeli ona jeszcze chce z nim żyć, niech się pośpieszy.
Taka była ich miłość z Szymonem. Ona nie obwiniała męża nie każdy potrafi poświęcić się całkowicie, a w tym wypadku trzeba było.
Mąż przyjechał po Olę i dziecko, ale bez bukietów i balonów po co się cieszyć?
Babcie po obu stronach od razu dały radę: zostawcie w szpitalu tego nie potrzebujemy.
Czy naprawdę twierdzicie, iż nie ma obcych dzieci?
Ola próbowała zrozumieć pozycję rodziny i męża, ale nie szło jej za dobrze przynajmniej mały bukiecik można było przynieść? Nikt nie wspierał młodej mamy! Jeden człowiek jednak stanął po jej stronie przyjaciel ze szkoły, zakochany w niej od dziecka, Mikołaj Korostyl.
Ostatnio rzadko rozmawiali, bo Szymon nie tolerował:
Przyjaźń między płciami nie istnieje, nie zawieszaj mi na uszy makaronu! Nigdy nie uwierzę, iż coś było!
Mikołaj i ona pogodzą się, ale Ola często wspominała swojego przyjaciela wesołego, z prostą rodziną, którego nie lubiła jej mama Nadzieja.
Ale Aleksander inna sprawa! Dobra robota, nie ten szczytny chłopak, co po studiach na fabrykę trafił! Bo w tych czasach wszędzie wchodzą technologie IT!
Mikołaj pracował operatorem na zakładzie, zarządzał maszynami i był z tego dumny.
Wiesz, Olusiu tak ją wołał, co rozwścieczało Nadzię kukułka z wioski!, a on dostał podwyżkę! Może mama pozwoli mi wyjść za mnie?
Ten naiwny zalotnik liczył, iż jak matka się zgodzi, piękna Ola zostanie jego żoną, bo przyjaźń z czasem przerodziła się w miłość.
Ale ona już kochała Szymona przystojnego, inteligentnego chłopaka z dobrej rodziny, którego poparła matka.
To dopiero jest! Nie wstydź się pokazać przyjaciółkom! Nie jak twój prosty adorator trzy grosze!
Olusia nie rozumiała, po co jej wybrać jednego facetka przed innymi przyjaciółkami, czy to jej, czy mamy. ale cieszyło ją, iż kochająca i wpływowa kobieta poparła jej wybór; w przeciwnym razie byłyby kłopoty władcza dama lubi mieć swój sposób, wciska się i przeskakuje przeszkody.
I tak było, aż do chwili, gdy córka sprzeciwiła się jej woli i nie napisała odmowy.
Jak śmiesz się sprzeciwić, mała! od dzisiaj nie mam córki! I nie wchodź do mnie ze swoimi!
W efekcie Ola przywiozła dziewczynkę z szpitala, a jej los przypominał Katię Tichomirovą z filmu o Warszawie i łzach z tą różnicą, iż u Oli Lenka (teraz Jagoda) miała poważną patologię, a szybkie przeskoczenie z kiepskiej rzeczywistości do bajki nie wchodziło w grę.
Ola nie myślała, iż kiedy się zgodzi, od razu odwrócą się od niej wszyscy: mąż, obie mamy, ojcowie, reszta rodziny. I cała krewniowie wsparli Nadzię:
Czy ty zwariowałaś? Całe życie chcesz się bawić? Oddaj ją z powrotem, zanim przyzwyczaisz się! I Szymon od razu wróci!
Wszyscy zachwycali się jej mężem, ale Olusia, pogrążona w szoku po zdradzie rodziny i ukochanego, nie chciała, żeby Szymon wrócił. Mimo iż wciąż kochała męża, w jej wnętrzu zaczynał się proces rozpadu tej miłości.
Jasne było, iż nie da się już żyć ramię w ramię i odejść w jeden dzień tyle się zmieniło, a nie na lepsze. Mąż odjechał tego samego dnia, przywożąc ich do mieszkania: mieszkanie należało do Oli, a rzeczy zabierze później.
Olusia została sama ze swoim smutkiem i chorą Jagodą; nie wyobrażała sobie przyszłości w różowej pokoju dziecięcym.
Szymon sam przyklejał tapetę: Mojej córce będzie wszystko najlepsze!
Teraz różowy pokój był piękny, meble białe, ale przyszłość Jagody była mglista. Łez nie było, tylko emocje.
Wtedy Ola zadzwoniła do wiernego Mikołaja, z którym prawie zerwał kontakt: Co się stało, bracie? Mąż też był przeciw, bo po co? Ten, co przejadł się gruszkami
Opowiedziała to nowemu chłopakowi, a on, rozumiejąc absurd sytuacji, nie mógł ukryć radości! W poczekalni, gdzie spędził ostatnie lata, podjeżdżał wymarzony pociąg: Michał w końcu dostał swoje szczęście!
W mieszkaniu od razu zrobiło się gorąco: dziewczyna uspokoiła się przy herbacie z mlekiem tak trzeba! Chłopak pobiegł do sklepu po potrzebne rzeczy wszystko dla maleństwa, które Mikołaj nazwał Jagodką, już było kupione.
Łóżeczko przestawiono do innego pokoju Oliusia miała spać blisko, na wyciągnięcie ręki! Nie sprzeciwiaj się!
Olusia nie sprzeciwiała się nagle przytłoczyło ją zmęczenie, jak po silnym nerwowym napięciu, kiedy człowiek wypada z siebie i wraca do siebie. Pierwsza piękność w klasie, Ola Borowska, powoli wracała do siebie.
Po prostu upadła, nie myśląc o niczym bo wierny Mikołaj był przy niej: Nie martw się, Olusiu przyjrzę się! I przyjrzał się, co interesujące
Gdy się obudziła, pielucha była zmieniona, w kuchni bulgotał rosół, Mikołaj drzemał przy śpiącej Jagódce Ola spała po drugiej stronie podwójnego łóżka.
Po przebudzeniu ogarnęło ją dziwne spokój i pewność, iż wszystko będzie dobrze: wykarbijemy się. Troje z nas tak! zaczęło się powoli wyciągać z dołu.
Mikołaj przychodził codziennie, pomagał i fizycznie, i pieniążkami: leczenie dziewczynki było kosztowne.
Było łatwiej, gdy zatrudniono nianię, która przychodziła na kilka godzin dziennie. Wieczorem chłopak spacerował z Jagódką i pomagał ją kąpać sam nie dałby rady. Ani mąż, ani mama nie dzwoniły.
Po półtora miesiąca przyjechał po rzeczy Szymon:
Wiedziałem, iż jesteś za mną i… może nie moja wina, iż w naszej rodzinie nie było defektów! Nie dzwoń do mojej matki! I o alimenty nie licz!
Ona nie liczyła, już od dawna nie liczyła.
Wtedy Michał delikatnie odsunął krzyczącą, kompletnie zdruzgotaną Olę i wyrzucił przystojnego programistę z domu:
Wynoś się, programisto!
Programista odpadł, a Olusia złożyła pozew o rozwód. Ale nie udało się uniknąć alimentów od biologicznego ojca.
Czas płynął, leczenie przynosiło efekty Jagódka zaczęła powoli różowieć. Wielkie polepszenie miało nastąpić po operacji, już wyznaczono termin.
Mikołaj był cały czas przy niej. Kiedy dziewczynka była gotowa, Ola poprosiła go, by został. Nie z podziękowań, a dlatego, iż poczuła, iż potrzebuje go nie tylko jako pomocnika.
Wkrótce Jagodkę operowano; okres pooperacyjny minął bez komplikacji, a potem rehabilitacja i przyzwyczajenie do zdrowego życia.
Gdy dziewczynka poszła do przedszkola, dały ją do studia folkloru świetnie śpiewała polskie ludowe piosenki, miała absolutny słuch.
Do tego czasu mama Oli prowadziła własny blog, który dziewczyna zakładała pod wpływem Mikołaja kochającego i niezastąpionego!
Oli, jesteś bajeczna! Fotografuj Jagodkę, opisuj ciekawie i wrzucaj regularnie.
I tak robiła. Ludzie zaczęli to lubić: proste życie chorej dziewczynki, jej hobby i radości. Po chwili Jagódka zaczęła wygrywać konkursy, więc Ola publikowała nie tylko zdjęcia, ale i nagrania jej piosenek. Liczba obserwujących rosła wykładniczo.
Relacje z mamą pozostawały chłodne: nie wybaczyła nieposłuszeństwa córki. Nie interesowały ją ani chora, ani zdrowa wnuczka: więc niech sobie radzi sama!
Pierwszy telefon odebrała była teściowa po zwycięstwie w konkursie:
Olusiu, ta dziewczynka przypomina mojego Szymka jedno twarzy! My się zdziwiliśmy! A jak śpiewa! Nie mam żony, nie mam dzieci. Może kiedyś się spotkamy?
Potem odebrał słuchawkę były mąż:
Przepraszam, wtedy się rozgrzałem. Teraz widzę, iż miałem rację! Może spotkamy się ja, ty i Jagódka? Mogę rozmawiać z własną córką!
Jasne, Szymku! Ale musi to chcieć i twoja córka!
Trzydziestoletnia Lena, świadoma dwóch ojców, nie chciała:
Po co? Nie znam go, mamo! O czym będziemy rozmawiać?
Więc, przepraszam, ludzie: nie dla nas, a nie dla dziewczynki!
Jak w filmie: dostaniesz dziurę po bajgle, nie Sharapovę!
Następnego dnia zadzwoniła Nagusia, przywiązująca dużą wagę do zewnętrznego wizerunku. Pokazała piękne zdjęcie uroczej dziewczynki z pięknym głosem, zdobywającej nagrody: nie wstydzić się przed koleżankami
Olusia, mimo iż była ciepła i dobra, stała się bardzo złoszcząca nie wybaczyła babci, chcącej spotkać się z wnuczką. Oczywiście, super mieć zdrową, mądrą, piękną i samodzielną dziewczynkę, ale przyjemniej jest wyhodować cud samemu, poczuć satysfakcję i być prawdziwą mamą. Michał stał się prawdziwym ojcem, a to bezcenne.
Reszta niech trzyma się za ręce i idzie, gdzie chce do lasu, na wieś, z siatkami na motyle. Czy to okropne? Czy sprawiedliwe? To was też dotyczy, panie Szymonie i pani Nadziejo, a przede wszystkim














