Zrezygnuj! Obiecałaś mi, iż odejdziesz z pracy!

newsempire24.com 4 godzin temu

13 sierpnia 2025
Drogi pamiętniku,

Zrezygnuj! krzyknąłeś, a ja miałam już obiecać, iż zwolnię się z pracy!
Krzysztof, czy ty oszalałeś? zapytałam, przytłumiona. Kto odchodzi z takiego stanowiska? Wiesz, ile tam zarabiamy!
Na pieniądze się skupiłaś odparłem chłodno. Czy może władza cię zwaliła z głowy?

Czytelnik zwykle nie cierpi scen, w których bohaterka płacze przy zimnej herbacie. W moim świecie jednak nie pijemy herbaty, a nasze spotkanie odbywa się przy szklance zimnego kompotu z czarnej porzeczki. Nie zmieni to dramatu, a jedynie smak.

Siedziała Jadwiga w wygodnym fotelu, choć wcale nie było jej wygodnie opierała ciężką głowę na krawędzi, patrząc na pusty kubek z kompotem. Myśli ciężkie, sytuacja bez wyjścia. Jedyną ulgą było to, iż syn nie widział tego zamieszania. Letni obóz sportowy zabrał mu miesiąc od rodziców, obiecując powrót szczęśliwego i pełnego energii.

Prawdziwym powodem wszystkiego był Krzysztof jej mąż. Czy przez cały czas jest mężem, czy już nie? To pytanie dręczyło Jadwigę. Czy on jest tutaj, czy już nie, nic nie mówił. Schrödingera małżeństwo.

Ostatnie słowa Krzysztofa, zanim potrząsnął drzwiami, brzmiały:
Dość! Nie chcę cię widzieć! Zrujnowałeś mi życie! Znikam!

Było jasne, iż odchodzi, ale nie wiadomo, na kiedy. Czy na chwilę, czy na zawsze? Nie dostałam odpowiedzi, więc nie było sensu pytać dalej. Gdybyśmy zaczęli od tego sporu, może wszystko byłoby jaśniejsze.

W rzeczywistości winny był obóz sportowy, do którego wyjechał nasz syn, Wiktor. Jadwiga zapłaciła go z premii, nie wydając całej. Krzysztof wybuchł, dlaczego tak wydatnie pożyczyła pieniądze bez niego.
Wyciągnąć czterdzieści tysięcy złotych z domowego budżetu nie wymaga geniuszu! Ale trzeba to przedyskutować! Może mamy inne priorytety? krzyczał.

Jadwiga wzruszyła ramionami:
Pieniądze mamy! Co potrzebujemy, kupujemy!

Wtedy Krzysztof uciekł przez drzwi. Jego słowa były jak nóż w sercu, a czternaście lat małżeństwa rozdarło się na strzępy. Najgorsze było to, iż Jadwiga uważała się za niewinną, podczas gdy Krzysztof twierdził, iż jest najgorszą żoną.

Gdybyś mnie naprawdę kochała, nie wchodziłabyś w rzeczy, które nie są ci potrzebne! Siedziałabyś spokojnie, ciesząc się życiem! ryczał. Myślisz tylko o sobie! Gdybyś dbała o naszą rodzinę, byłabyś wzorową gospodynią!

Jadwiga nie rozumiała, co zrobiła źle. Pracowała, dbała o dom, wychowywała syna i kochała męża. Zapytała go otwarcie, a on odpowiedział krzykiem i oskarżeniami.

Dlaczego? Za co? pytała, a jej kompot dalej stygnął. Dlaczego dopiero teraz? Co ten obóz ma wspólnego z tym wszystkim?

Komercyjne budynki biurowe w centrum Warszawy są labiryntem, w którym trudno się odnaleźć bez mapy. Pracownicy z czasem uczą się ich topografii i w końcu potrafią wszystko, co potrzebne. To był nasz mrowisko w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy.

Zarówno Jadwiga, jak i Krzysztof byli menedżerami w call center, pracującymi z zimną bazą klientów i telefonem w ręku. Mimo iż oboje już byli w etacie, presja i nerwy zmuszały ich do ucieczki na lunch do pobliskiego parku, gdzie przypadkowo się poznali. Gdyby nie ten park, może nigdy nie połączyliśmy losy.

Jedna wspólna trudność, jedne problemy, a nasze zdania się zlewały. Zaczęła się symbioza, nasz związek rozkwitł, choć krótko. Nie planowaliśmy dzieci od razu. Jadwiga miała własne mieszkanie odziedziczone po babci, ale chciała, by w nim panowała nie tylko miłość, ale i stabilność.

Trudno odkładać życie na później, gdy młodość jeszcze dyktuje warunki. Chcieliśmy poświęcić się sobie, ale jednocześnie dzielić się sukcesami i porażkami w pracy. Po trzech latach małżeństwa przyszła kolej na podwyżkę.

Dostaliśmy propozycję awansu powiedziała Jadwiga. I jestem w ciąży.
O rety! wykrzyknął Krzysztof. Co cię tak cieszy?
Co dokładnie? zapytała z uśmiechem.
Dziecko, oczywiście! odpowiedział. Awans nie spadnie, ale dziecko trzeba urodzić!

Później Jadwiga zrozumiała, iż Krzysztof wybrał dziecko zamiast podwyżki, której wtedy nie było. Gdy była na urlopie macierzyńskim, krążyła odpowiedzialność za utrzymanie rodziny po jego barkach. Jego pensja menedżera to podstawa, a reszta to prowizje od transakcji. Im więcej transakcji, tym wyższe wynagrodzenie. Krzysztof starał się, ale podwyżki nie dostał.

Gdy Jadwiga wróciła z urlopu, od razu zaproponowano jej tę samą podwyżkę, którą odrzuciła z powodu ciąży. Od tego czasu w rodzinie zagościł niepokój. Jadwiga przypisywała go zazdrości o syna, a Krzysztof spędzał więcej czasu w biurze.

Nasze awanse zbiegły się w czasie. Krzysztof został starszym menedżerem, a Jadwiga objęła kierownicę działu. Krzysztof nie przepadał za gratulacjami, ale doceniał podziękowania. Wtedy zaczął naciskać, by Jadwiga poświęciła więcej czasu domu i dziecku.

niedługo będę szefem działu mówił. Po co ci te biurowe mury? Lepiej zajmij się domem i dzieckiem, a ja się o was zatroskam!

Jadwiga protestowała:
Nie mogę odejść, kiedy dopiero awansuję! Ludzie mi ufają, nie mogę ich zawieść!

Pytanie praca czy rodzina? Dla Jadwigi wszystko było ważne. Bez trudu godziła obowiązki domowe, macierzyńskie i zawodowe.

Zaproponowała kompromis: skończyć bieżące zadania, a potem zwolnić się. Krzysztof zgodził się, nie wiedząc, co planuje jej szef. Kiedy Jadwiga przyniosła mu kopię rozkazu, była zdziwiona.

Nie pytałam! wkurzona przyznała. Szef przyszedł, wręczył mi rozkaz i kwiaty, a ja nie zdążyłam nic powiedzieć!

Odrzuć to! rozerwał Krzysztof. W poniedziałek przyjdź i powiedz nie! Obiecałaś, iż zwolnisz się!
Krzysztofie, czy wiesz, ile możemy zaoszczędzić? Naprawić mieszkanie, kupić samochód, wysłać Wiktora do dobrej szkoły!
W końcu wyjedziemy na wakacje! dodała.

Na pieniądze się wpatrujesz odparł. Czy władza cię zwaliła?
Myślę przede wszystkim o rodzinie odpowiedziała stanowczo. Radzę sobie w pracy i w domu, wszystko jest czyste i gotowe. Zawsze znajdę dla ciebie czas!

Kiedy Jadwiga kupiła samochód, przekazała kluczyki Krzysztofowi i wszystko wróciło do normy. Naprawiliśmy mieszkanie, Wiktor trafił do renomowanej szkoły, dwa razy w roku wyjeżdżaliśmy na wakacje.

Nagle pojawiła się potrzeba drugiego auta.

Musimy kupić kolejny samochód powiedziałam. A ja nie pamiętam, jak prowadzić ten pierwszy.

Czy nie jestem już wystarczającym kierowcą? zapytał.

Przenoszą mnie do centrali w samym sercu miasta odparłam. Gdybyś mnie woził, utknąłbyś w korkach i spóźniłbyś się na własne zjazdy.

No dobrze, ale czy to naprawdę konieczne? westchnął ze smutkiem. Kiedy się przenosimy, każdy chce wykorzystać szansę, jaką daje nam szef.

Wtedy wspomnieliśmy o obozie sportowym czterdzieści tysięcy złotych, które Jadwiga przelała z premii, by Wiktor miał coś pożytecznego. Krzysztof rozumiał, iż to nie cała premia, a jedynie jej część.

Wtedy zrozumiałem, iż zazdrość i rywalizacja wciągnęły nas w spirale.

To zazdrość! wykrzyknąłem. To zwykła zazdrość, a ja wciąż nie odszedłem jako starszy menedżer!

Dla Krzysztofa czterdzieści tysięcy to ponad połowa pensji, a dla Jadwigi po prostu środki na życie. Krzysztof wspominał, jak namawiał ją do zostania gospodynią, by nie piąć się wyżej niż on.

Kiedy rozpad był nie do zniesienia, Krzysztof wyszedł ze wstydem. Zamek w drzwiach otworzył się, a dźwięk klucza w zamku był jedynym dźwiękiem, który przerwał ciszę.

Wróciłem oznajmił, wchodząc do pokoju.
Po rzeczy? zapytałam.

Spojrzał na mnie z pogardą i odrzekł:
Wróciłem do domu!

Nie! odparłam z uśmiechem. Wróciłeś po rzeczy! Nie chcę z tobą żyć!

Przepraszam rzucił, kierując się w stronę kanapy.

Nie wybaczam! krzyknęłam. Nie zamierzam ci wybaczyć! Nie powinieneś był wracać!

Podjąłem decyzję nie potrzebuję takiego męża. Nie jestem winna, iż nie osiągnąłeś sukcesu, nie jestem winna, iż zarabiam więcej. Po pracy i obowiązkach domowych miałam czas na dziecko i na ciebie. Ty po pracy jesteś zmęczony, a więc tak jak i ja, nie rozumiesz, co jest naprawdę ważne. Zbieraj swoje rzeczy i odejdź!

Myślisz, iż jesteś królową? wykrzyknął. Wszyscy widzą, jak zdobywałaś awanse!

Herbata już długo ostygła, więc nie oddała już żadnego cienia na nasze rozterki. Gdy spojrzałem na kolejną filiżankę, zdałem sobie sprawę, iż Krzysztof od początku miał ducha rywalizacji, który pożerał naszą miłość. Im większy był dystans, tym mocniej go pożerało. Czy miłość naprawdę istniała? Może nie warto czekać, aż herbata ostygnie bo przecież najlepiej smakuje na gorąco.

Lekcja, którą wyniosłem, jest prosta: nie pozwól, by ambicja i zazdrość zdmuchnęły ogień, który podtrzymuje rodzinę. Trzeba dbać o równowagę między pracą a domem, zanim zimny napój zgasnie, zanim relacje zamarzną.

Z wyrazami refleksji,
Krzysztof.

Idź do oryginalnego materiału