Zrobię z niego porządnego człowieka! – Babcia kontra leworęczny wnuk, czyli rodzinne starcie pokoleń o „właściwość” i akceptację różnorodności

twojacena.pl 11 godzin temu

Zrobię z niego człowieka

Mój wnuk nie będzie leworęczny oburzyła się Helena Dąbrowska.
Odwróciłem się do teściowej. Czułem, jak narasta we mnie irytacja.

A co w tym złego? Kuba taki się urodził. To jego cecha.
Cecha! prychnęła Helena. To nie cecha, to wada. Tak nie wypada. Zawsze prawa ręka była najważniejsza. Lewa to od diabła.
Omal nie parsknąłem śmiechem. XXI wiek, a teściowa gada jakby z wioski na Kresach.

Pani Heleno, przecież medycyna dawno już
Mnie żadna medycyna nie poucza! przerwała mi stanowczo. Mojego Michała oduczyłam i wyrosło z niego porządne dziecko. Oduczcie Kubusia, póki czas. Jeszcze mi podziękujecie.
Odwróciła się i wyszła z kuchni, zostawiając mnie z niedopitą kawą i przykrym posmakiem tej rozmowy.

Na początku machnąłem na to ręką. No co, teściowa swoje przekonania, stare lata, każdy niesie swój bagaż przesądów. Patrzyłem, jak Helena cicho poprawiała wnuka podczas posiłku, przekładała mu łyżkę z lewej ręki do prawej, i myślałem: krzywda mu się nie stanie, dzieci są elastyczne, a babcine pomysły go nie skrzywdzą.

Kuba od urodzenia był leworęczny. Pamiętam, jak jeszcze jako półtoraroczny maluch wyciągał ręce po zabawki zawsze lewą. I kiedy później zaczął rysować niezdarnie, po dziecięcemu, ale lewą ręką. To było takie naturalne, jakby oczywiste, po prostu on. Jak kolor oczu czy pieprzyk na policzku.

Dla Heleny było to coś zupełnie innego. Leworęczność traktowała jak skazę, błąd natury, który natychmiast należy naprawić. Ile razy Kuba brał kredkę w lewą, teściowa zaciskała usta tak, jakby robił coś niemoralnego.

Prawą, Kubusiu. Prawą, kochanie.
Znowu to samo? W naszej rodzinie leworęcznych nie było i nie będzie!
Michała oduczyłam, i ciebie oduczę.
Raz słyszałem, jak opowiadała żonie, Zosi, o tym osiągnięciu: mały Michał, który też był nie taki, ale ona zareagowała. Przywiązywała rękę, pilnowała ruchów, karała za niesubordynację. Efekt? Porządny, dorosły mężczyzna.

Była z siebie tak dumna, taka pewna racji, iż aż mnie przeszły ciarki.

Nie od razu zauważyłem zmiany w synku. Najpierw to były drobiazgi. Kuba zaczął się wahać, zanim coś sięgnął ze stołu. Jego ręka zawisała nad talerzem na sekundkę, jakby musiał rozwiązać trudną łamigłówkę. Z czasem zamiast spontanicznych ruchów pojawiło się nerwowe, szybkie zerknięcie w stronę babci, czy patrzy.

Tato, którą ręką powinienem?
Kuba spytał przy kolacji, z niepokojem gapiąc się na widelec.

Tą, którą ci wygodnie, synu.
Ale babcia mówi
Babci nie słuchaj, rób jak chcesz.
Tylko iż wygodnie dla Kuby już nie istniało. Mieszały mu się ręce, upuszczał sztućce, w połowie ruchu zamierał. Wcześniejsza dziecięca pewność zastąpiła dziwna ostrożność, jakby przestał ufać własnemu ciału.

Zosia wszystko widziała. Widziałem, jak przygryza wargę, gdy jej matka znów poprawia Kubę przy stole. Jak odwraca wzrok, kiedy Helena zaczyna moralizować na temat prawidłowego wychowania. Żona wychowana pod jarzmem tej woli, nauczyła się nie dyskutować. Lepiej poczekać, aż przejdzie.

Próbowałem z nią rozmawiać.

Zośka, naprawdę tego nie widzisz? Spójrz na niego.
Mama chce dobrze.
Ale widzisz, co się z nim dzieje?
Zosia wzruszała ramionami i uciekała z tematu. Lata podporządkowania silniejsze niż instynkt macierzyński.

Z każdym tygodniem było coraz gorzej. Helena dostała wiatru w żagle. Teraz nie tylko poprawiała, komentowała każde ruchy wnuka. Chwaliła, gdy przypadkiem sięgał prawą, wzdychała znacząco, gdy lewą.

Widzisz, Kubusiu? Potrafisz! Trzeba się starać. Michała zrobiłam człowiekiem, i z ciebie zrobię.
W końcu zdecydowałem się stawić jej czoła. Złapałem moment, gdy Kuba bawił się w swoim pokoju.

Pani Heleno, proszę dać Kubie spokój. On jest leworęczny i to nic złego. Nie trzeba go oduczać.
Jej reakcja przerosła wszystko.

Ty mi będziesz rozkazywał? Troje dzieci wychowałam, a ty mnie będziesz pouczał?
Nie pouczam. Proszę tylko, żeby pani nie krzywdziła mojego syna.
Swojego? A geny Zosi się nie liczą? To mój wnuk także! I nie pozwolę, żeby wyrósł taki.
Słowo taki wypowiedziała z odrazą, jakby mówiła o czymś haniebnym.

Zrozumiałem, iż kulturalnie niczego nie załatwię.

Kolejne dni były ciągłą wojną o pozycję. Helena otwarcie ignorowała mnie, mówiła do mnie tylko przez córkę. Ja odpowiadałem tym samym. Między nami zawisło duszne milczenie, przerywane krótkimi wybuchami.

Zosiu, powiedz mężowi, iż zupa na kuchence.
Zosiu, powiedz mamie, iż sobie poradzę.
Zosia była coraz bledsza, coraz bardziej wyczerpana. Kuba coraz częściej chował się z tabletem na końcu kanapy, próbując stać się niewidzialnym.

Pomysł przyszedł mi do głowy w sobotni poranek, gdy Helena czyniła swoje magiczne czynności przy garnku z barszczem. Kroiła kapustę wprawnymi ruchami, tak jak przez ostatnie trzy dekady.

Stanąłem jej za plecami.

Robi pani to źle.
Co proszę?
Kapustę trzeba cieniej, nie w poprzek, tylko wzdłuż włókien.
Prychnęła, krojąc dalej.

Naprawdę nie ustępowałem. Tak się nie robi. To błędnie.
Mateusz, ja od trzydziestu lat gotuję barszcz!
I trzydzieści lat źle. Proszę, pokażę jak.
Sięgnąłem po nóż, a ona odtrąciła moją rękę.

Zwariowałeś?
Nie. Po prostu chcę, by pani robiła to prawidłowo. Patrzcie za dużo wody, ogień za duży, buraki źle wrzucone.
Zawsze tak robiłam, to się sprawdza!
To nie argument. Trzeba oduczyć się złych nawyków. O, zaczniemy od zera.
Stanęła wyprostowana z nożem w powietrzu. Na twarzy wyraz prawdziwego zdziwienia.

Co ty wygadujesz
To samo, co pani mówi Kubie każdego dnia pochyliłem się niżej. Oduczać starych nawyków. Tak się nie robi, tak się nie godzi, inną ręką trzeba.
To zupełnie co innego!
Naprawdę? Dla mnie identyczne sprawy.
Helena odłożyła nóż. Twarz miała czerwoną ze złości.

Porównujesz moje gotowanie z Przecież tak mi wygodnie!
Kubie też lewą ręką. Ale jemu pani nie pozwala.
To co innego! On jest dzieckiem, jego można jeszcze zmienić!
Pani jest dorosłą kobietą ze starymi przyzwyczajeniami tych się już nie da wykorzenić, prawda? To jakim prawem chce pani zmieniać jego?
Helena zacisnęła usta. W oczach błysnęła wściekłość.

Jak śmiesz?! Sama wychowałam troje dzieci. Michała oduczyłam i żyje!
I jest szczęśliwy? Pewny siebie?
Cisza.

Wiedziałem, gdzie uderzam. Michał, brat Zosi, mieszkał we Wrocławiu i dzwonił do mamy raz na pół roku.

Chciałam dobrze głos Heleny zadrżał. Zawsze chciałam dobrze.
Wierzę. Ale to pani dobrze to zawsze: po mojemu. A Kuba to osobny człowiek. Mały, ale osobny. I nie pozwolę wypierać z niego jego wyjątkowości.
Będziesz mnie pouczał?!
Będę, jeżeli nie przestanie pani. Będę komentował każdy pani ruch, gest, przyzwyczajenie zobaczymy, ile pani wytrzyma.
Staliśmy naprzeciwko siebie teściowa i zięć, oboje napięci do granic.

To podłe i dziecinne wycedziła przez zęby.
Bo inaczej pani nie rozumie.
Coś w niej pękło. Widziałem to jakaś podpora, dająca jej pewność, nagle się zachwiała. Helena wydała się starsza, mniejsza, bardziej krucha.

Przecież ja z miłości nie dokończyła.
Wiem. Ale najwyższa pora, by okazywać ją inaczej. Inaczej w ogóle nie będzie miała pani kontaktu z wnukiem.
Barszcz wykipiał na kuchence. Nikt się nie ruszył.

Wieczorem, gdy Helena zamknęła się w swoim pokoju, Zosia usiadła przy mnie na kanapie i długo milczała, opierając głowę o moje ramię.

Nikt mnie tak nigdy nie bronił w dzieciństwie szeptnęła. Mama zawsze wiedziała lepiej. A ja tylko się poddawałam.
Objąłem ją.

Ale w tej rodzinie twoja mama już nikomu nie narzuci swojego zdania. Nikomu.
Zosia kiwnęła, mocniej ściskając moją dłoń.

Z pokoju dziecięcego dobiegało ciche szuranie ołówkiem po papierze. Kuba rysował. Lewą ręką. I już nikt nie mówił, iż robi to źle.

Idź do oryginalnego materiału