Zrobiłem test na ojcostwo, bo dzieci nie były do mnie podobne – teraz żałuję, bo przez to straciłem rodzinę i kontakt z dziećmi

polregion.pl 1 dzień temu

To było wiele lat temu, kiedy miałem jeszcze w sobie młodość i nieco więcej lekkomyślności. Pamiętam to jak dziś zawarłem ślub z Zofią, gdy tylko dowiedziałem się, iż spodziewa się ona dziecka. Po weselu zamieszkaliśmy razem u moich rodziców w starym domu na obrzeżach Krakowa, bo nie było nas stać, by od razu zacząć samodzielne życie. Taki to był czas człowiek najpierw musiał ułożyć sobie świat dookoła.

Tak minęło kilka miesięcy. Urodził się nasz Janek chłopak jak malowany, zdrowy i silny. Wreszcie udało nam się dostać kredyt w złotówkach i kupić małe mieszkanie na nowym osiedlu. Zosia niedługo ogłosiła, iż spodziewamy się kolejnego dziecka. Niedługo potem pojawiła się na świecie nasza córeczka Weronika. Dzieci rosły bardzo szybko, a ja, patrząc na nie z każdym rokiem, coraz mocniej czułem się zagubiony. Ani Janek, ani Weronika niczym nie przypominali mnie, ani mojej żony jedno i drugie rude, o twarzach pełnych piegów. Skąd to wszystko wzięło się w naszej rodzinie, skoro żaden z przodków takich cech nie miał?

Myśli nie dawały mi spokoju. Głęboko w duszy rozgorzał we mnie niepokój a może to nie są moje dzieci? W końcu przekonałem sam siebie muszę mieć stuprocentową pewność, iż wychowuję swoje własne potomstwo. Zebrałem się na odwagę i zdecydowałem zrobić test na ojcostwo. Może to nie był najlepszy pomysł, ale wtedy wydawało mi się, iż to jedyna droga.

Oczekiwanie na wyniki ciągnęło się jak wieczność, choć minęły zaledwie dwa tygodnie. Pamiętam tę nerwowość, z jaką biegłem do laboratorium zaraz po telefonie. Ulga, jaka ogarnęła mnie na widok wyników nie do opisania. Byłem ojcem Janka i Weroniki. Ukryłem dokumenty głęboko w szufladzie, tak by Zosia ich nie zobaczyła. Tyle iż nie pomyślałem, by całkiem je wyrzucić, oraz iż za swoją przezorność jeszcze przyjdzie mi słono zapłacić.

Po kilku dniach Zosia znalazła kopertę. Rzuciła nią o stół i zrobiła taką awanturę, iż choćby zegary przestały tykać. Rozumiem ją kto inny nie poczułby się zdradzony? Jednak miałem nadzieję, iż porozmawiamy spokojnie, z serca do serca. Tak się nie stało. I choć od tej kłótni minęło już pięć długich lat, Zosia choćby nie dopuściła mnie bym zobaczył się z dziećmi.

Teraz już tylko wspominam tamte dni. Zwykła zachłanność poznania prawdy odebrała mi rzecz najcenniejszą rodzinę. Do dzisiaj noszę w sercu nadzieję, iż Zosia kiedyś mi wybaczy i pozwoli wrócić do świata Janka i Weroniki, a moje serce przestanie w końcu czuć ten ciężar.

Idź do oryginalnego materiału