Zrozumiała, iż teściowa jest chora i ukrywa diagnozę przed wszystkimi, a jednocześnie troszczy się o nią – swoją synową. choćby w tak trudnym momencie myśli o zapewnieniu Asi stabilności, przyszłości i ochrony. Ale po co sprzedawać dom i biżuterię, skoro wystarczy poprosić o pomoc?

newsempire24.com 10 godzin temu

Pamiętam, jak dawno temu, w małej kamienicy przy ulicy Jana Pawła II w Warszawie, ujrzałam, iż moja teściowa, Halina, chora, ukrywała diagnozę przed wszystkimi, a jednocześnie troszczyła się o mnie swoją synową. choćby w takim momencie rozmyślała, jak zapewnić Jadwidze stabilność, przyszłość i ochronę. Po co sprzedawać dom i rodzinne pamiątki, gdy mogła po prostu poprosić o pomoc?

Pani Rdzionowa, zależy mi, by klientowi towarzyszyła osoba, której mogę w pełni zaufać. Kogo innego, oprócz Pani, mogę powierzyć to zadanie? zapytał szef, spoglądając uważnie na młodą pracownicę.

Jak Pan sobie życzy, panie Sergiuszu. Nie sprzeciwiam się uśmiechnęła się Jadwiga i skinęła głową.

Większość współpracowników wolała pozostać w biurze, unikając wyjazdów, ale Jadwiga była inna. Zawsze patrzyła na wszystko z optymizmem, bez zbędnych pytań chwytała się każdej roboty i nigdy nie narzekała. Ruch to życie powtarzała, gdy wysyłano ją do klienta. Nie była kurierem, ale w prośbie dyrektora nie dostrzegała żadnych trudności. Do wyjazdów przyznawano premię po co odmawiać?

Ten dzień nie był wyjątkiem. Choć zlecenie dotarło prawie pod koniec pracy, Jadwiga nie straciła ducha. Przypomniała sobie, iż dom teściowej leży tuż obok adresu, pod który została skierowana. Mogła przynieść słodkie ciastka, zaparzyć herbatę i podzielić się nowinami. A nowiny były takie: z mężem, Olegiem, wreszcie skończyli remont w przedszkolu, przygotowując się na przyjście pierwszego dziecka. Choć maleństwa jeszcze nie było, Jadwiga z nadzieją czekała na te dwie upragnione testy ciążowe. Uśmiechając się do siebie i nucąc cicho, ruszyła do windy, przyciskając do serca teczkę z dokumentami do podpisu.

Ależ naiwna! Myśli, iż tak się wybroni? szemrały koleżanki, rzucając wieloznaczne spojrzenia w jej stronę.

Nie ukrywały swoich komentarzy, podnosząc ton głosu, ale Jadwiga nie słuchała. Nie interesowało ją, co mówią. Nie marzyła o awansie poprzez bieganie od zlecenia do zlecenia. Gdyby w końcu dostała podwyżkę, to ze względu na zasługi i kompetencję, a nie przez poświęcenie.

Życie jej będzie ciężkie, taka ufna, jakby była bzuchem boskim.

Jadwiga na chwilę się zatrzymała, chciała spojrzeć w oczy krytykom i odpowiedzieć, ale zrezygnowała. Po co wywoływać sceny z błahostek? Niech sądzą, co chcą. jeżeli jej charakter im się nie podoba to ich problem. Czuła się spełniona, a jej łagodność i elastyczność pomagały nawiązywać kontakt z ludźmi i unikać konfliktów. Nie znaczyło to jednak, iż jest słaba; w razie potrzeby potrafiła stanąć w obronie siebie, choć nie lubiła się zamieszkiwać.

Po zakończeniu spraw w firmie klienta Jadwiga weszła do cukierni, kupiła ulubione babeczki i ruszyła w stronę prywatnego osiedla. Nie ostrzegła o wizycie postanowiła zrobić niespodziankę. Halina Wojciechowska zawsze była w tym czasie w domu, a Jadwiga była pewna, iż matka się ucieszy. Ich relacja była ciepła i zaufana. Gdy Oleg po raz pierwszy przedstawił matce swoją wybrankę, ta od razu przyjęła Jadwigę jak własną córkę. Prezenty, troska, wsparcie w rodzinnych sporach teściowa zawsze stała po jej stronie. choćby zaprzyjaźniła się z rodzicami Jadwigi. Taką teściową można było tylko zazdrościć. Jadwiga czuła, iż może z nią rozmawiać o wszystkim, choćby o najskrytszych myślach. Oczywiście matka nie zastąpi, ale Halina stała się dla niej bardzo bliską osobą.

Kupując słodkości, Jadwiga napisała do męża, iż się spóźni, i ruszyła znajomą ulicą. Dom teściowej stary, solidny, wzniesiony przez jej rodziców stał na spokojnej uliczce. Kobieta niejednokrotnie proponowała młodym przeprowadzkę w te okolice, ale Jadwiga wahiała się: z przedmieścia trudno dojechać do pracy. Marzyli o własnym domu, bliżej centrum lub w przedmieściach, gdzie czyste powietrze. To już przyszłość. Na razie najważniejsze było docenić to, co się ma. Dobry dom wymagał sporych pieniędzy, a ich jeszcze nie zgromadzono.

Drzwi wejściowe były otwarte, a z kuchni dochodził zapach świeżo upieczonych bułeczek. Być może teściowa wietrzyła dom albo gościły ją goście. Jadwiga cicho weszła i od razu usłyszała przytłumione głosy.

Nie uda mi się zebrać pieniędzy na operację w najbliższym czasie. Nie chcę, by młodzi wpadali w długi. Niech żyją swoim życiem, a ja sama sobie poradzę. Zgłoszę się na listę płatnych operacji zobaczymy, co będzie.

Halo, jak to możliwe? Spróbujmy zebrać fundusze! Czy naprawdę zamierzasz się poddać? Jesteś jeszcze młoda! Czy naprawdę chcesz patrzeć, jak to się kończy?

Co mogę zrobić Los rozstrzygnie. Jedno chcę, by stało się porządkowanie spraw spadkowych. Zamierzam przekazać dom w darowiźnie na rzecz Jadwigi. Oleg i ja jesteśmy w porządku, ale mężczyźni bywają kapryśni. Kiedyś wierzyłam, iż będę z mężem do końca życia, a on zostawił mnie i dziecko na ulicę. Pamiętasz, jak wtedy przetrwałam? Nie chcę, by Jadwiga przeżyła coś podobnego. Ma rodziców, oni pomogą, ale i ja chcę jej dać wsparcie. Przekażę dom, rodzinne biżuterie. Kiedy przyjdzie dziecko, niech wie, iż ma swój kąt, w którym może się schować. Synowi nie ma się co bać poradzi sobie sam. Kobietę jednak łatwo zranić. Nie chcę myśleć o złym, ale lepiej się zabezpieczyć. Chcę, by była chroniona.

Jadwiga poczuła łzy napływające do oczu. Serce ścisnęło się. Zrozumiała: teściowa chora, ukrywa diagnozę, a jednocześnie dba o swoją synową. Myśliły, jak zapewnić Jadwidze stabilność i ochronę. Po co sprzedawać dom i pamiątki, gdy mogła po prostu poprosić o pomoc? Dlaczego nie przeprowadzić się do nich? Razem na pewno coś wymyśliliby! W głowie szum, myśli mieszały się. Nie pamiętała, jak wyszła z domu ani jak znalazła się na zakręcie. Nie mogła wkroczyć i udawać, iż nic się nie stało. Każdy oddech był ciężki, niczym ściśnięty pierścień. Nie chciała przerażać Olega przedwcześnie, ale nie znać powagi sytuacji było nie do zniesienia.

Idąc wąską uliczką, nagle ujrzała Olę Borowską tę samą przyjaciółkę Haliny, z którą rozmawiała w domu. Kobieta szła do przystanku, pochylona, z ciężkim westchnieniem, jakby dźwigała na barkach cały świat. Jadwiga podeszła, nie ukrywając zdenerwowania, i poprosiła, by powiedziała prawdę. Olga najpierw wahała się, ale widząc szczery niepokój w oczach dziewczyny, otworzyła się. Obiecała, iż nikomu nie powie o rozmowie, zwłaszcza przyjaciółce. Dowiedziała się wszystkiego: diagnozy, terminu, kosztu operacji, długiej kolejki. Wszystko zależało od szybkości im szybciej leczenie, tym większe szanse na wyzdrowienie.

W domu Jadwiga natychmiast opowiedziała Olegowi. Jego reakcja była oszałamiająca blednął, zamarł, a potem gwałtownie podniósł się. Tej nocy dzwonił do znajomych, prosił o pożyczki, szukał wyjścia. Następnego dnia razem poszli do banków, ubiegali się o kredyty. Jadwiga podzieliła się sytuacją z rodzicami ci bez wahania zaoferowali pomoc. Olga Borowska również nie stała z boku: odwiedziła znajomych, opowiedziała o sytuacji, zebrała, co mogła. Za tydzień niewiarygodnie krótkim terminie udało się zgromadzić potrzebną sumę. Niektórzy dawali pieniądze bez zwrotu, inni mawiali: Nie oddawaj, ważne, by człowiek przeżył. Halina zadzwoniła do Jadwigi, by omówić przeniesienie własności domu na jej nazwisko. Nie przypuszczała, iż rozmowa skończy się zupełnie inaczej.

Jadwiga przyjechała nie sama. Towarzyszyli jej Oleg i Olga Borowska. Przekazali teściowej kopertę z pieniędzmi całą kwotą potrzebną na operację. Kobieta patrzyła na przyjaciółkę, na pieniądze i nagle rozpadła się w łzach.

Prosiłam cię, byś nikomu nie mówiła

A ja co rozgłosiłam to po całej okolicy? odparła Olga, marszcząc brwi. To twoja synowa mnie złapała przy przystanku! Usłyszała wszystko i nie zamierzała się poddać. My jesteśmy przyjaciółkami od lat! Jak mogłam milczeć i pozwolić ci odejść? To los połączył nas tego dnia! Zebraliśmy pieniądze nie jesteś sama. Jesteś dla nas bardzo ważna. Przestań się karać, jedź do szpitala i zapisz się na operację. Nie chcemy cię stracić!

Halina płakała jak dziecko. Oleg objął matkę i poprosił, by już nigdy nie trzymała takich tajemnic. To nie tylko twoja sprawa to sprawa całej rodziny powiedział. Jadwiga delikatnie dokonała uwagi: Czy postąpiłybyście tak samo, gdybyśmy z Olegiem nie mówili o chorobie?

Jesteśmy jedną rodziną dodała. Najcenniejsze jest życie, zdrowie, możliwość oddychać, śmiać się, żyć. Wszystko inne przyjdzie z czasem. Nie martwcie się. Operacja będzie na czas, wszystko będzie dobrze.

Operacja zakończyła się pomyślnie. Lekarze dali korzystny prognoz zagrożenie minęło. Jadwiga codziennie odwiedzała szpital: z mężem, z matką, z Olgą Borowską. Na kilka dni przed wypisem podzieliła się radosną nowiną jest w ciąży.

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia uśmiechnęła się. Dziecko już w drodze. Będziecie pomagać nam w jego wychowaniu.

Halina była wzruszona. Dostrzegała, jak szczęśliwy jest jej syn z żoną. Inna mogłaby pozostać obojętna, a Jadwiga walczyła o jej życie. Dowiedziała się, iż rodzice Jadwigi sprzedali garaż, by wnieść swój wkład, i była niezmiernie wdzięczna. Kobieta marzyła, iż kiedyś odwdzięczy się, spłacając dług dobrem. Jadwiga stała się dla niej nie tylko synową, ale i córką.

Mam ogromne szczęście, iż Oleg wybrał właśnie ciebie mówiła, trzymając Jadwigę za rękę. I on ma szczęście z tobą. Twoje serce jest najcieplejsze, jakie spotkałam w życiu.

Jadwiga rozmyślała o tym inaczej. Rozumiała, iż w relacjach wszystko zależy od wzajemności. jeżeli ktoś idzie naprzód, odpowiada dobrocią, relacje rozkwitają. Gdyby teściowa była zimna, zazdrosna, próbująca poniżyć czy ona sama potraktowałaby ją z ciepłem? Żadne dobre serce nie wytrzyma ciągłego negatywu.

Halina jednak nalegała, by przenieść własność domu na Jadwigę na wszelki wypadek. Nie wątpiła, iż Jadwiga nigdy nie wyrzuci jej na ulicę, dopóki żyje. Reszta dopiero się pokaże. Teraz najważniejsze dochodzić do zdrowia, nabierać sił. Przed nimi nowy etap: oczekiwanie na dziecko, przyszłość, którą razem budowali.

Jadwiga często wspominała tamten dzień. Gdyby nie pojechała, gdyby nie zajrzała do teściowej, gdyby przeszła obok Kto wie, jak by to się skończyło? Może przypadki nie istnieją. Może każdy krok prowadzi nas dokładnie tam, gdzie mamy dotrzeć.

Idź do oryginalnego materiału