Zrujnowałam życie byłemu mężowi

newsempire24.com 10 godzin temu

Łukasz, przesiądź się chociaż na dwie godziny przy Michałku rzuciła z niezadowoleniem Bogna w mąż. Muszę iść do lekarza.
Nie mogę wstał gwałtownie z kanapy. Spotykam się z kumplami. Zaraz wychodzę.
Łukasz, serio. Bóle głowy nie mijają, a plecy szaleją. Po porodzie to już inna rzeczywistość
Bogna, mam jeszcze raz powtórzyć? spojrzał na nią ze złością. Nie dam rady. Przekładamy na inny dzień, już się umówiłem.

Łukasz szarpał kurtkę, przeszukiwał kieszenie.

Nie mogę przełożyć, wizyty w przychodni przyjmują na trzy tygodnie z góry.
Więc wytrwasz jeszcze trzy tygodnie odparł, wzruszając ramionami, jakby to była drobnostka. Nic się ci nie stanie.

Drzwi trzasknęły. Z pokoju dziecięcego dobiegł cichy płacz Michałek obudził się znowu. Bogna westchnęła, wyjęła telefon, wybierała numer przychodni, wsłuchując się w przylepne melodie, które zastąpiły zwykłe dzwonki. W końcu dotarła kolej do niej.

Dzień dobry, chciałabym odwołać wizytę na dzisiaj

Upadła na kanapę. Zdrowie po porodzie zamieniło się w losowanie na loterii. Plecy zaciskały się tak, iż nie dało się wyprostować, głowa waliła się jakby ktoś z wewnątrz uderzał młotem. Lekarze machali rękami, mówiąc, iż potrzebne są badania, a na badania trzeba czas. I kogoś, kto usiądzie z dzieckiem.

Łukaszowi było to obojętne. Ostatnie dwa lata wydawały się podmienione.

Podczas ciąży nosił Bognę dosłownie na rękach. Dźwigał ciężkie torby, gotował, masował stopy przed snem. Mówił, iż jest najpiękniejsza i iż jest najszczęśliwszy na świecie. Bogna wierzyła każde słowo, czuła, iż ma cudownego męża.

A potem przyszedł Michałek. I wszystko się rozpadło, roztrzaskało na kawałki

Krzaki, niekończące się pieluszki, nocne bezsenne godziny to zdjąło z Łukasza maskę, pod którą skrywał się zupełnie inny człowiek. Krzyczał na Bognę, gdy nie nadążała posprzątać mieszkania. Ryknął na Michałka, gdy płakał w nocy. Rzucał przedmioty, trzaskał drzwiami, uciekał do kumpli i wracał po północy.

Patrz na siebie! wrzeszczał, palcem wbijając w żonę. Czy w ogóle patrzysz w lustro? Gdzie podziała się moja piękna żona? Hipopotamico!

Bogna patrzyła. Widziała ciemne kręgi pod oczami, potargane włosy, starą koszulkę w plamach po jedzeniu dziecka. Dodatkowe kilogramy, które nie chciały zniknąć, mimo iż jadła ledwo dwa razy dziennie. Ale kiedy znajdować chwilę dla siebie, gdy Michałek ma gorączkę, krzywy ząb, boli brzuszek?

Myślisz tylko o dziecku, to twoje centrum świata rzucał Łukasz, zakładając buty. Czy w ogóle jeszcze mnie potrzebujesz?

Milczała. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Tak, Bogna myślała o Michałku. Jak nie myśleć o synu? To przecież jej własne dziecko!

Bogna była zmęczona do granic wytrzymałości. Chciało się położyć i nie wstawać. Czuła się zamknięta w czterech ścianach z krzyczącym dzieckiem i mężem, który uważał się za największą ofiarę w rodzinie.

Nie było też perspektywy pracy. Firma, w której pracowała, zniknęła. Właściciel uciekł z długami, biuro zamknięto, pracowników zwolniono. Bogna była na urlopie macierzyńskim, więc to nie uderzyło mocno, ale Michałek miał niedługo mieć trzy lata. Wiedziała, iż musi szukać nowej roboty, a trzy lata przerwy w CV i małe dziecko nie cieszą pracodawców.

Mimo to marzyła. Marzyła, by odprowadzić Michałka do przedszkola, wyjść z domu, wsiąść do metra, dotrzeć do biura, porozmawiać z żywymi ludźmi, a nie z małym szkrabem, który interesuje się tylko kreskówkami. Chciała znów być sobą.

Trzecią rocznicę Michałka Bogna zorganizowała sama. Syn biegał po mieszkaniu w nowym śpioszku, radosny i różowy.

Łukasza nie było.

Bogno, gdzie Łukasz? zapytała jego matka, Maria Janina, rozglądając się, jakby spod zasłon miał wyjrzeć syn.
Nie wiem uśmiechnęła się przez zęby. Pewnie się spóźni.
Spóźnia się? spojrzał na nią ojciec Łukasza, Stanisław, marszcząc brwi. Dziecko ma urodziny!

Bogna wzruszyła ramionami. Dzwoniła do Łukasza dziesięć razy, pisała, a odpowiedzi nie było.

Goście wymieniali spojrzenia, ale milczeli. Matka Bogny, Halina, przycisnęła jej dłoń pod stołem cicha pomoc, która i tak nic nie zmieniła.

Święto przeszło napięcie. Michałek był szczęśliwy, a reszta udawała, iż wszystko w porządku.

Bogna kroiła tort, nalewała herbatę, uśmiechała się gościom, a w środku coś powoli się kruszyło, na drobne kawałki, które już nie da się poskładać.

Goście odeszli blisko północy. Michałek zasnął od razu, nie czekając choćby na przewijanie. Bogna położyła go w łóżeczku, poprawiła kołdrę i wróciła do salonu, gdzie panował chaos: brudne naczynia, porozrzucane kartony, spłaszczone balony.

Zaczęła sprzątać, mechanicznie, nie myśląc o niczym. Zbierała talerze, wkładała je do zmywarki, wycierała stół.

Dźwięk kluczy w zamku zatrzymał ją. Spojrzała na zegar. Północ. Zerknęła w korytarz.

Łukasz stał w drzwiach, kołysząc się. Oczy czerwone, koszula pognieciona, a w nozdrzach pachniały tanie perfumy, słodkie i kobiece. Na policzku czerwony ślad po szmince. Zobaczył Bognę i zamarł.

Bogno, to nie tak, jak myślisz jego głos był chrapliwy. Wypiłem wódkę, wpadło mi coś do głowy Diabeł mnie podkusił Raz Nie powtórzę, przysięgam!

Bogna powoli wydychała. Wewnątrz zmarzła, jakby lodem wypełnił jej serce.

Gdzie byłeś? wyszeptała.
Spotykałem się z kumplami. Weszliśmy do baru, były dziewczyny, a jedna
W dniu urodzin syna przerwała. Byłeś z jakąś dziewczyną, kiedy nasz chłopiec miał trzy lata!
Bogno, przepraszam! Łukasz podszedł. Nie chciałem! Po prostu tak się stało!
Po prostu tak się stało? głos Bogny drżał. Jesteś zdrajcą. Kłamcą. Zaufałam ci w stu procentach. Mamy rodzinę, mamy dziecko! Myślałam, iż nie zejdziesz tak nisko!
To twoja wina! nagle wybuchł Łukasz. Patrz na siebie! Wokół pełno pięknych dziewczyn, a ja wracam do domu i widzę ciebie! Oczywiście, iż się rozglądam! Jestem młodym facetem! Potrzebuję miłości!

Bogna odwróciła się i ruszyła do pokoju dziecięcego. Łukasz wołał, ale ona nie odwróciła się. Zamknęła się w pokoju z Michałkiem, położyła się obok niego na wąskim łóżku i po prostu leżała, wpatrzona w ciemność.

Rano spakowała rzeczy swoje i syna. Łukasz próbował ją powstrzymać, chwytał za rękę, mówił o przebaczeniu i drugiej szansie. Bogna nie ustąpiła. Zawołała taksówkę, załadowała walizki i wyjechała do matki.

Pierwsze tygodnie były ciężkie. Michałek nie rozumiał, dlaczego teraz mieszkają u babci, płakał i wołał tatę. Bogna tuliła go, całowała w czubek głowy i szepczała, iż wszystko będzie dobrze, choć sama w to nie wierzyła.

Z czasem życie zaczęło się układać. Halina pomagała z Michałkiem, trzymała go przy sobie, podczas gdy Bogna szukała pracy. Po miesiącu znalazła zatrudnienie nie wielką firmą, ale stabilną pensję i przyzwoitego szefa. Odeszła od Łukasza. On nie sprzeciwiał się, jedynie żądał kontaktu z synem. Bogna się zgodziła. Michałek kochał ojca.

Kilka miesięcy później wynajęła mieszkanie. Jednopokojowe, ale własne. Bogna urządziła je skromnie, ale to było ich z Michałkiem miejsce.

Łukasz zaczął zaglądać. Najpierw rzadko, potem częściej. Naprawiał kran, składał meble, biegał z Michałkiem. Bogna pozwalała. Nie dla siebie, ale dla syna. Michałek cieszył się z ojca, śmiał się, skakał na szyję. Bogna nie mogła tego odbierać.

Po pół roku po rozwodzie Łukasz ponownie się ożenił. Bogna dowiedziała się przypadkiem zobaczyła go z nową żoną w centrum handlowym. Piękna, szczupła, zadbana, długie włosy, makijaż, krótkie sukienki.

Łukasz wciąż przychodził, choćby częściej niż przedtem. I za każdym razem chwalił nową żonę.

Zosia jest bardzo pilna, mawiał. W domu zawsze porządek, kolacja gotowa. Wygląda jak modelka.

Bogna skinęła głową, choć w środku kipiała gniewem. choćby po rozwodzie Łukasz potrafił ją drażnić.

W końcu przyszło jej do głowy, jak się zemścić. Małe, podłe, ale sprawiedliwe.

Zaczęła dzwonić do Łukasza, ciągle i bez powodu.

Łukasz, Michałek chce się pobawić, możesz przyjechać?
Łukasz, w kuchni cieknie kran, pomóż?
Łukasz, Michałek tęskni, kiedy przyjedziesz?

Łukasz przyjeżdżał za każdym razem. Okazało się, iż wystarczy zabrać syna, żeby go pokochał. Spacerowali, rozmawiali, pili herbatę. Rozmowy Bogny i Łukasza ciągnęły się godzinami. Opowiadała o przedszkolu, śmiała się, zadawała pytania. Łukasz odpowiadał chętnie, jakby brakowało mu takiego kontaktu.

W tle pojawił się gniewny głos nowej żony:

Łukasz, znowu z nią rozmawiasz? Przestań!

Łukasz odrzucał, ale Bogna słyszała napięcie w jej głosie. I to dawało jej ulgę.

Kilka miesięcy później Łukasz pojawił się pewnego wieczoru bez uprzedzenia. Bogna otworzyła drzwi i zobaczyła jego zgniecioną, opadłą twarz.

Rozwodzimy się powiedział, wchodząc.
Co? Bogna zamknęła drzwi i oparła się o nie.
Zosia odchodzi. Nie wytrzymała.
Czego nie wytrzymała?
Nas. spojrzał na nią. Naszej relacji.

Bogna uśmiechnęła się cynicznie, zimno.

Jaka relacja, Łukasz?
Bogno, wiesz o co chodzi. Spędzamy razem tyle czasu. Myślałem, iż że może znowu
Że znowu razem? skrzyżowała ręce na piersi. Nie, Łukasz. Mam już nowego faceta i jestem szczęśliwa.

Łukasz zamarł, twarz zmroczona.

Co? Z kim?
Nie ważne z kim. Ważne, iż nie z tobą.
Bogno, ale myślałem
Myślałeś, iż będę czekać? roześmiała się. Naprawdę?

Czy więc będziesz płacić alimenty na jakiegoś obcego faceta?! krzyczał. Oszukałaś mnie! Biegłem do ciebie, pomagałem jak najemnik, a ty
Nic nie obiecywałam zachowała spokój. Ty sam przybiegłeś jak pies. Próbowałeś znów wpleść się w rodzinę, ale nie potrzebuję cię. Nie masz choćby na kota pieniędzy, nie wspominając o zdrowym mężczyźnie.

Ty ty
Co? podeszła do drzwi i otworzyła je szeroko. Idź, Łukasz. Nie przychodź bez zapowiedzi.

Nie jesteś kobietą! chwycił kurtkę i wybiegł. Mała, mściwa wąż!
Może i tak wzruszyła ramionami. Ale sam mnie tak uczyniłeś.

Drzwi zatrzasnęły się. Bogna opuściła się o nie, zamknęła oczy. Wewnątrz nie było euforii ani ulgi, tylko pustka.

Wiedziała, iż popełniła błąd, leczW ciemności nocy, gdy echo jej własnego oddechu mieszało się z szumem deszczu na szybie, Bogna po raz ostatni spojrzała na drzwi, zamknęła je w sercu i odnalazła spokój, jakby w końcu dotarła do miejsca, którego szukała od zawsze.

Idź do oryginalnego materiału