Barbara Kowalska siedziała w autobusie, wpatrując się przez okno w znane ulice. Każdego ranka ta sama droga do pracy, te same przystanki, te same znajome twarze współpasażerów. Tylko dziś wszystko było inne. Dziś jechała po raz ostatni.
W torebce leżało wypowiedzenie z pracy – z własnej woli. Standardowa formułka, nic wyjątkowego. Ale za tymi słowami kryła się historia, którą Barbara wciąż nie mogła pojąć.
Autobus zatrzymał się przy centrum handlowym, w którym mieściło się biuro firmy jej syna. Tego samego przedsiębiorstwa, gdzie przez cztery lata pracowała jako księgowa. Firmy, którą Paweł stworzył zaraz po studiach – z jej pomocą i wsparciem.
— Mamo, jesteś pewna? — spytał wczoraj wieczorem, gdy przyniosła mu wypowiedzenie. — Może jeszcze się zastanowisz?
— Jestem pewna, synku — odparła wtedy. — Tak będzie lepiej dla wszystkich.
Ale teraz, wchodząc po schodach do biura, Barbara czuła, jak ściska się jej serce. Cztery lata życia, cztery lata ciężkiej pracy, cztery lata dumy z sukcesów syna — wszystko zostało w tyle.
Wszystko zaczęło się od dnia, gdy Paweł przyprowadził do domu Magdę. Elegancka, inteligentna dziewczyna z dyplomem ekonomii. Barbara od razu ją polubiła, ciesząc się, iż syn znalazł godną towarzyszkę życia.
— Mamo, poznaj Magdę — powiedział wtedy Paweł, promieniejąc szczęściem. — Moja narzeczona.
— Miło cię poznać, Barbaro — Magda wyciągnęła rękę i uśmiechnęła się. — Paweł tak wiele o tobie opowiadał.
Pobrali się po roku. Ślub był skromny, ale pełen serca. Barbara sama przygotowała jedzenie, udekorowała salę, krzątała się jak mrówka. Chciała, by ten dzień stał się dla młodych niezapomniany.
Po ślubie Magda wprowadziła się do nich. Mieszkanie było małe, dwupokojowe, ale dla wszystkich starczało miejsca. Barbara zawsze marzyła o dużej rodzinie, o dziecięcym gwarze w domu.
— Mamo, a gdyby Magda dołączyła do nas w firmie? — zaproponował kiedyś Paweł przy kolacji. — Ma wykształcenie ekonomiczne, pomogłaby w rozwoju.
— Oczywiście — zgodziła się Barbara. — Im więcej mądrych głów, tym lepiej.
Magda zaczęła pracować jako menedżerka ds. sprzedaży. Energiczna, zdeterminowana, gwałtownie się wdrożyła i zaczęła przynosić świetne wyniki. Firma rosła, przybywało klientów, a zyski się zwiększały.
— Barbaro, możemy porozmawiać? — zapytała pewnego dnia Magda, wchodząc do księgowości.
— Oczywiście, córeczko. Co się stało?
— Zastanawiałam się, może warto zmodernizować księgowość? Przejść na nowoczesne programy, zautomatyzować procesy.
Barbara skinęła głową. Sama rozumiała, iż stare metody zaczynają się dezaktualizować.
— Masz rację, Magdusiu. Ale w moim wieku ciężko nauczyć się nowych systemów. Ręce już nie te, pamięć płata figle.
— Nie martw się — uśmiechnęła się Magda. — Pomogę ci. Razem damy radę.
I rzeczywiście pomagała. Pokazywała, tłumaczyła, cierpliwie powtarzała. Barbara starała się ze wszystkich sił, ale komputerowe nowinki przychodziły jej z trudem.
Paweł także wspierał matkę, chwalił ją za wytrwałość. Tymczasem firma wciąż się rozrastała. Pojawiali się nowi pracownicy, biuro się powiększało, a liczba dokumentów rosła.
— Mamo, jak sobie radzisz? — dopytywał syn. — Nie za dużo tej pracy?
— Radzę sobie, synku. Choć przyznaję, coraz ciężej.
Barbara naprawdę się męczyła. Kiedyś sama prowadziła księgowość małej firmy, teraz dokumentów było wielokrotnie więcej. Zostawała po godzinach, zabierała pracę do domu.
— Może zatrudnimy drugą księgową? — proponował Paweł.
— Po co niepotrzebne wydatki? — oponowała Magda. — Barbara ma doświadczenie, da sobie radę. Trzeba tylko czasu w adaptację.
Tymczasem Magda coraz częściej zwracała uwagę na błędy w pracy. Raport złożony za późno, pomyłka w obliczeniach, dokumenty nieaktualne zgodnie z nowymi przepisami.
— Barbaro, musisz być bardziej uważna — mówiła. — Od jakości naszej pracy zależy reputacja firmy.
— Przepraszam, Magdusiu. Postaram się poprawić.
Barbara naprawdę się starała. Sprawdzała każdą cyfrę, przesiadywała nad papierami do późna. Ale błędy wciąż się zdarzały. Wiek dawał o sobie znać.
— Pawle, musimy poważnie porozmawiać — odezwała się kiedyś Magda, gdy myślała, iż Barbara nie słyszy.
— O czym?
— O twojej mamie. Nie radzi sobie z obowiązkami. Ciągłe błędy, opóźnienia. To wpływa na całą firmę.
— Magda, nie dramatyzuj. Mama pracuje sumiennie.
— Sumiennie, ale nieefektywnie. Pawle, musisz zrozumieć, iż biznes to biznes. Nie możemy trzymać nieefektywnych pracowników, choćby jeżeli to rodzina.
Barbara słyszała tę rozmowę i czuła, jak krew stygnie jej w żyłach. *Nieefektywna pracownica*. Tak teraz o niej mówiła synowa, którą pokochała jak własną córkę.
— Mamo, jak w pracy? — zapytał następnego dnia Paweł.
— W porządku, synu. A co?
— Tak tylko pytam. jeżeli coś ci nie idzie, powiedz. Pomożemy.
Barbara skinęła głową, ale nie poprosiła o pomoc. Rozumiała, iż Magda ma rację. Roboty rzeczywiście było za dużo, coraz trudniej było nadążyć.
W raportach zaczęły pojawiać się uwagi od urzędu skarbowego. Magda za każdym razem podkreślała, iż to przez błędy w dokumentacji.
— Barbaro, dostaliśmy karę — oznajmiła pewnego ranka. — Znowu źle obliczone podatki.
— Ale sprawdzałam kilka razy…
— Niewystarczająco dokładnie. To już trzecia kara w tym miesiącu.
Paweł coraz częściej marszczył brwi, przeglądając księgowe zestawienia. A Magda przestała ukrywać swoje niezadowolenie.
— Pawle, tracimy pieniądze — mówiła. — Kary, odsetki, klienci niezadowoleni przez opóźnienia. Tak dalej być nie może.
— Co proponujesz?
— Zatrudnić profesjonalistę. Młodego, energicznego, znającego aktualne przepisy.
— A mama?
— Mama może zająć się domem. W jej wieku to normalne.
Barbara siedziała w swoim biurze i myślała o tym, jak zmieniło się życie. Kiedyś czuła się potrzebna, ważna. Firma była jej dziełem nie mniej niż syna. Teraz stała się ciężarem.
Barbara spojrzała na swoje dłonie, zniszczone przez lata pracy, i zrozumiała, iż czasem trzeba umieć odejść, by zostawić miejsce dla innych, choćby jeżeli boli to najbardziej.