ŻYCIE W PORZĄDKU
Doroto, zakazuję ci utrzymywać jakiekolwiek kontakty z siostrą oraz jej rodziną! One mają swoje sprawy, my swoje. Znowu dzwoniłaś do Kingi? Skarżyłaś się na mnie? Ostrzegałem cię. Nie miej do mnie pretensji, jeżeli coś się stanie Grzegorz chwycił mnie boleśnie za ramię.
Jak zwykle w takich momentach, milcząc szłam do kuchni. Do oczu napływały mi gorzkie łzy. Nigdy nie skarżyłam się rodzonej siostrze na swoje życie. Po prostu rozmawiałyśmy. Mamy przecież schorowanych, starszych rodziców, więc zawsze było o czym pogadać. Grzegorza to irytowało do granic. Nienawidził mojej siostry Kingi. W jej rodzinie panował spokój i dostatek. U nas wręcz przeciwnie.
Gdy wychodziłam za Grzegorza, nie było szczęśliwszej dziewczyny w całej Warszawie. Grzegorz zawrócił mi w głowie zupełnie nie przeszkadzało mi, iż był ode mnie niższy o głowę. Nie zwróciłam też uwagi na jego matkę, która na naszym ślubie ledwo trzymała się na nogach. Dopiero później zrozumiałam teściowa to zaprawiona alkoholiczka.
Zaślepiona miłością, nie widziałam nic złego. Jednak po roku małżeństwa zaczęłam wątpić w szczęście. Grzegorz pił coraz więcej, wracał do domu kompletnie pijany. Potem zaczęły się romanse. Pracowałam jako pielęgniarka w szpitalu. Zarabiałam niewiele, raczej tyle, by przeżyć. Grzegorz wolał spędzać noce z kolegami od kieliszka.
Nie zamierzał mnie utrzymywać. Na początku marzyłam o dzieciach, teraz wystarczała mi opieka nad rasowym kotem spokojniejszy przyjaciel od mojego męża alkoholika. Choć przez cały czas Grzegorza kochałam.
Głupia jesteś, Dorota! Popatrz na siebie wokół tyle facetów się za tobą ogląda, a ty tylko na swojego gruboskórnego karła patrzysz! Co w nim widzisz? Ciągle chodzisz posiniaczona po jego ciosach. Myślisz, iż nikt nie widzi twoich podków pod pudrem? Odejdź od niego, zanim w złości cię zabije! tak ostrzegała mnie przyjaciółka i koleżanka z pracy.
Tak, Grzegorz często wyżywał się na mnie, choćby bez powodu. Raz pobił mnie tak, iż nie mogłam iść na dyżur. Zatrzasnął mnie też w mieszkaniu, zabierając klucz. Od tego momentu zaczęłam się go panicznie bać. Serce waliło mi jak młot, gdy wkładał klucz do zamka. Myślałam, iż mści się za to, iż nie mogłam dać mu dziecka, za to, iż jestem złą żoną Więc nie opierałam się, gdy znęcał się nade mną zarówno słownie, jak i fizycznie. Jednak ciągle go kochałam.
Jego matka, która niemal przypominała wiedźmę, stale powtarzała:
Dorotko, słuchaj męża, kochaj go całą duszą, zapomnij o rodzinie i koleżankach, bo one cię na złe sprowadzą
I rzeczywiście zaniedbałam własną rodzinę, podporządkowałam się mężowi bez reszty. Całkowicie byłam w jego mocy.
Lubiłam, kiedy Grzegorz płakał, prosił o wybaczenie na kolanach, całował mnie po nogach. Godziliśmy się wtedy słodko, prawie bajkowo. Grzegorz sypał płatkami róż, które pachniały intensywnie, nasze łóżko. Wtedy czułam się szczęśliwa i leciałam gdzieś wysoko, ponad chmurami. Wiedziałam jednak, iż te róże kradł z ogródka przyjaciela od wódki. Żona tego pijaka z sercem dbała o kwiaty, a jej mąż oddawał je za bezcen kolegom, byle miał za co pić. Żony odpuszczały wtedy swoim grzesznym mężom.
Pewnie tkwiłabym w tej niewoli do końca życia. Mój wymarzony raj zawsze rozbijał się o twardą rzeczywistość. W końcu los zainterweniował
Oddaj Grzegorza. Mam z nim syna. Ty przecież jesteś bezpłodna, pusty kwiat oznajmiła mi bezwstydnie nieznana kobieta.
Nie wierzę! Proszę stąd iść! krzyknęłam na intruzkę.
Grzegorz wypierał się jak mógł.
Przysięgnij, iż to nie twój syn! wiedziałam, iż nie wyprze się własnej krwi.
Milczał wymownie. Już wszystko rozumiałam
Doroto, nigdy cię nie widziałem uśmiechniętej. Coś się dzieje? zapytał mnie ordynator naszego szpitala, doktor Olaf Wieczorek, o którym myślałam, iż choćby mnie nie zauważa. A tu nagle zainteresował się nienachalnie moim losem.
Wszystko w porządku odparłam zmieszana.
To dobrze, jeżeli ktoś ma w życiu porządek wtedy życie jest piękne powiedział z zagadkowym uśmiechem doktor Wieczorek.
Ordynator, rozwiedziony przez niewierność żony, mieszkał sam. Miał czterdzieści dwa lata, nie był atrakcyjny, nosił okulary, zaczynał łysieć, był niewysoki. Ale gdy się zbliżał, budził we mnie nieznane emocje. Czułam zapach jego wody kolońskiej i aż kręciło mi się w głowie od tego aromatu.
Nie potrafiłam oprzeć się urokowi doktora Wieczorka. Uciekałam więc od niego jak najprędzej. Po jego słowach Dobrze, gdy człowiek ma w życiu porządek nie dawał mi spokoju jeden fakt: moje życie to jeden wielki chaos. Ale lat nie zatrzymasz, nie powiesz: chwilę, muszę się ogarnąć.
W końcu odeszłam od Grzegorza i wróciłam do rodziców. Mama była zaskoczona:
Dorotko, co się stało? Wyrzucił cię mąż?
Nie, mamo, potem wszystko ci wyjaśnię wstydziłam się wyznać prawdę o moim małżeństwie.
Później dzwoniła do mnie matka Grzegorza, wyzywała mnie od najgorszych, przeklinała. Ale już zdołałam się wyprostować, zaczerpnęłam powietrza pełną piersią. Zawdzięczam to doktorowi Wieczorkowi.
Grzegorz groził, śledził mnie, złorzeczył. Nie wiedział, iż już nie ma nade mną żadnej władzy.
Grzegorz, zostaw mnie w spokoju, zajmij się swoim synem. Z nami koniec. Zamykam nasz rozdział. Żegnaj wypowiedziałam te słowa spokojnie jak nigdy.
Wróciłam do siostry Kingi, do rodziców. Odkryłam siebie na nowo już nie byłam marionetką.
Przyjaciółka szybciutko zauważyła przemianę:
Dorota, nie poznaję cię! Jesteś pogodna, wykwitłaś jak kwiat! Wyglądasz, jakbyś miała się zaraz zakochać!
A doktor Olaf zaproponował mi:
Dorota, wyjdź za mnie. Obiecuję, nie pożałujesz. Tylko na jedną rzecz nalegam: mów do mnie po imieniu. Pan doktor zostaw do pracy.
Ty mnie kochasz, Olaf? zapytałam zdziwiona jego propozycją.
Ach, przepraszam, przecież kobietom trzeba to mówić. Tak, chyba cię kocham. Ale bardziej wierzę w czyny niż słowa Olaf ucałował moją dłoń.
Zgadzam się, Olafie. Jestem pewna, iż cię pokocham nie posiadałam się z radości.
Minęło dziesięć lat.
Olaf codziennie udowadniał mi swoimi czynami, iż kocha naprawdę. Nie całował nóg, nie rzucał pustymi zapewnieniami. Był troskliwy, opiekuńczy, oddany. Potrafił zadziwić męską hojnością. Wspólnych dzieci nie doczekaliśmy się chyba rzeczywiście byłam pustym kwiatem. Ale Olaf nie rozpaczał, nie wypominał nigdy, nie ranił słowem.
Dorota, widocznie przeznaczone nam jest być we dwoje. Mi do szczęścia wystarczasz ty powtarzał, gdy smuciłam się brakiem macierzyństwa.
Córka Olafa podarowała nam wnuczkę Zosię i to ona stała się naszą największą radością.
A Grzegorz? Zapił się na śmierć, nie dożywszy pięćdziesiątki. Jego matka mija mnie czasem na targu i patrzy spode łba, ale jej złość dawno już nie ma do mnie dostępu. Może mi jej żal, ale nic więcej.
A u nas z Olafem jest wszystko w porządku. Życie potrafi być piękne, jeżeli tylko zbierzesz w sobie odwagę, żeby wybrać spokój, dobro i siebie ponad wszystko inne. Bo dopiero wtedy można naprawdę zacząć żyć.













