W czasie gdy 1 maja kojarzy się z promowanym przez miniony ustrój Świętem Pracy, wielu Polaków zapomina, iż 1 maja ma w naszej kulturze jeszcze jeden, głębszy wymiar. To nie tylko międzynarodowe Święto Pracy. To także liturgiczne święto Świętego Józefa Robotnika – patrona wszystkich, którzy zarabiają na chleb własnym potem.
Od rzymskich warsztatów do watykańskiej odpowiedziHistoria jest paradoksalna. W 1889 roku II Międzynarodówka ustanowiła 1 maja jako dzień solidarności robotniczej – w hołdzie ofiarom zamieszek w Chicago. Przez dekady komunistyczne reżimy zamieniły go w obowiązkową fetę z pochodami, portretami Lenina i obowiązkowymi przemówieniami. W Polsce Ludowej 1 maja był świętem państwowym numer jeden – z obowiązkowym udziałem w pochodach i groźbą konsekwencji za absencję.W 1955 roku papież Pius XII postanowił odpowiedzieć w sposób, który mógł zrozumieć tylko ktoś, kto znał serce robotnika. Ustanowił Święto Józefa Robotnika dokładnie 1 maja. Nie po to, by konkurować z lewicą, ale by przypomnieć: praca nie jest tylko towarem na rynku. Praca ma godność, bo sam Bóg-Człowiek przez trzydzieści lat był cieślą z Nazaretu.
„Chcemy – pisał Pius XII – aby w dniu tym oddano cześć świętemu Józefowi, jako wzorowi robotników i opiekunowi tych, którzy pracują.” To nie był polityczny manifest. To była teologiczna riposta: robotnik nie jest trybem w maszynie państwa, tylko dzieckiem Bożym, które pracuje jak sam Józef.
W Polsce ten dualizm był szczególnie widoczny. W czasach PRL-u kościelne msze ku czci św. Józefa Robotnika odprawiano często o świcie, zanim jeszcze zaczynały się oficjalne akademie. Robotnicy w kombinezonach przychodzili prosto z porannej zmiany, by w ciszy kościoła posłuchać Ewangelii o cieśli z Nazaretu. Wielu z nich później szło na pochód – nie z przekonania, ale z przymusu.
Dziś, gdy 1 maja jest wolnym dniem, a komunistyczne parady odeszły do lamusa, święto Józefa Robotnika nie straciło na aktualności. W erze platform pracy, umów śmieciowych i algorytmów oceniających wydajność – figura cieśli z Nazaretu staje się jeszcze bardziej wymowna.
„Święty Józef uczy nas, iż praca może być modlitwą – mówi ks. prof. Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. – Nie chodzi o to, by wracać do średniowiecza, ale by pamiętać, iż człowiek nie jest tylko zasobem ludzkim. Jest osobą, która przez pracę upodabnia się do Stwórcy.”
W tym roku, gdy inflacja wciąż boli w portfelu, a dyskusje o czterodniowym tygodniu pracy nabierają tempa, 1 maja nabiera nowego znaczenia. Nie jako dzień wolny od pracy, ale jako dzień refleksji nad jej sensem. Czy godność robotnika mierzy się wysokością pensji i liczbą lajków na LinkedIn? Czy może tym, iż jego praca – jak praca Józefa – ma wymiar wieczny?








