Mam wrażenie, iż u nas w rodzinie to już taka norma, iż nic nie potrafi mnie zaskoczyć. Opowiem, jak doszło do sytuacji, w której mamy aż pięć mieszkań w najbliższym otoczeniu, a mimo tego musimy wynajmować lokum.
Teściowie mają własne mieszkanie i dwa dodatkowe w różnych częściach Warszawy, które bez przerwy wynajmują innym. Zawsze z ironią powtarzają, iż na to wszystko sami zapracowali, więc i my powinniśmy sobie wszystko sami wypracować. Jakby zapomnieli, iż kiedyś, za czasów PRL-u, mieszkania przydzielało się z urzędu, albo za pracę w zakładzie państwowym można było liczyć na kawalerkę od miasta. A dziś odłożyć na własne mieszkanie, opłacając jednocześnie wynajem, to prawdziwe wyzwanie.
Moi rodzice, szczerze mówić, nie różnią się specjalnie od teściów. Gdy zmarła moja babcia, przekazała mi swoje mieszkanie, ale byłem wtedy jeszcze chłopcem i rodzice zdecydowali, iż do pełnoletności będą je wynajmować. Teraz jestem dorosły, a mama i tata tak przyzwyczaili się do comiesięcznej gotówki, iż choćby nie chcą słyszeć, żebym się tam przeprowadził.
Od kilku lat razem z żoną, Małgorzatą, bierzemy w wynajem malutką kawalerkę na Ochocie. Większość wypłaty idzie na czynsz, czasami zostaje kilka na jedzenie. Były miesiące, kiedy liczyliśmy każdy grosz. w tej chwili moja żona jest na urlopie macierzyńskim. Jej pensja nigdy nie była wysoka, ale jakoś sobie radziliśmy. Staram się zarabiać, łapię dwie prace, ale żeby dzisiaj dobrze zarobić, trzeba mieć studia, a ja ich nie skończyłem. Po liceum poszedłem od razu do wojska, tam się poznaliśmy z Małgorzatą, więc nie było czasu w wykształcenie.
Najbardziej irytuje mnie zachowanie mojej mamy, która niemal co tydzień prosi, żebym doradził jej przy zakupach nowych ubrań, a ja w tym czasie martwię się, czy starczy na witaminy i jabłka dla dziecka. Stale powtarza, iż musimy być samodzielni finansowo. Twierdzi też, iż lepiej by było, gdybyśmy jej pomagali, bo ona z ojcem marzą o podróżach po Europie.
Szalenie mnie boli to podejście rodziców i teściów. Mają praktycznie wszystko, a nie chcą wesprzeć nas choćby w najmniejszym stopniu. Rozumiem, iż nie powinni sobie niczego odmawiać, ale jeżeli mają możliwości, dlaczego nie pomogą dzieciom? Kompletnie nie potrafię zrozumieć tej logiki, bo ja sam dla moich dzieci oddałbym ostatnie złotówki.
Znajomi i koledzy pocieszają nas, mówiąc, iż kiedyś przejmiemy spory majątek. Ale ja się już tak zniechęciłem do własnych rodziców i teściów, iż niczego od nich nie chcę. Niech wezmą te mieszkania ze sobą choćby do grobu.









