A z dzieckiem będziesz musiała siedzieć, bo to przecież twoje wnuczę!

polregion.pl 2 godzin temu

– Lidia, czy naprawdę uważasz, iż teraz jest najlepszy moment na dziecko? zapytała Anastazja, odkładając kubek i spoglądając na córkę, która usiadła naprzeciw z wyrazem twarzy, jakby już przewidywała, iż usłyszy nieprzyjemne wieści.

Mamo, nie po raz pierwszy o tym rozmawiamy.
Dlatego właśnie wracamy do tematu. Ty i Michał jesteście małżeństwem od roku. On dopiero zaczyna wspinać się po szczeblach kariery, a ty w swojej firmie wciąż nie awansowałaś na starszego menedżera. Ledwo wiążesz koniec z końcem. A już teraz mówisz o dziecku

Lidia przewróciła oczami gest ten Anastazja znała od nastoletnich lat. Kiedyś oznaczał odstaw się, dziś zdawał się mówić co ty rozumiesz?.

Wszystko u nas w porządku, mamo. Michał zarabia dobrze. Damy radę. Poza tym, to chyba ta stara przysłowiowa mądrość o króliczku i łące, pamiętasz?
Słyszałam o łące, ale dziecko nie jest pluszowym króliczkiem, którego można położyć na półce, gdy znudzi się zabawa. A dobrze zarabiać to jeszcze nie poduszka bezpieczeństwa. Dobrze to znaczy, iż nie musisz zastanawiać się, skąd wziąć pieniądze na pieluchy i smoczki, jeżeli nagle ktoś zredukuje etaty.

Lidia wzruszyła ramieniem i odwróciła się w stronę okna, dając do zrozumienia, iż dyskusja dobiegła końca. Anastazja znała tę taktykę milczenie córki równoważyło jej zwycięstwo w sporze. Westchnęła. Dwadzieścia pięć lat życia, a wciąż każde słowo dorosłego odbiera się jak osobisty atak.

Lidio, nie chcę ci zabraniać, jesteś już dorosła. Po prostu przemyśl to. Rok czy dwa nic nie zmienią, a stabilność się przyda.
Sama wiem, kiedy chcę mieć dziecko.

W tych słowach kryła się taką pewność, iż Anastazja jedynie pokręciła głową. Dalsze naleganie nie miało sensu. Wiedziała już, iż niekiedy ludzie muszą popełniać własne błędy zwłaszcza gdy są to twoje dzieci.

Dokładnie po dziewięciu miesiącach Lidia zadzwoniła z warszawskiego szpitala.

Mamo, córeczka! Trzydzieści centymetrów i pięćdziesiąt dwa kilogramy! Przepiękna, nie uwierzysz!

Głos córki drżał z radości, a Anastazja nie przypomniała sobie ani słowa tamtej rozmowy sprzed roku. Po co? Dziecko już przyszedł na świat, zdrowe i pożądane. Reszta to drobne szczegóły, które z czasem się ułożą.

Albo nie ułożą

Anastazja przyjeżdżała do nich co tydzień, niosąc owoce i od czasu do czasu gotowe posiłki. Lidia w pierwszych miesiącach ledwo znajdowała chwilę na prysznic, nie mówiąc już o staniu przy kuchence. Pomagała, ale trzymała się na uboczu. Nie wtrącała się w porady, nie komentowała, kiedy wnuczkę kładła spać o siódmej czy o dziesiątej. Nie marszczyła brwi, gdy Lidia kupowała drogie, ekologiczne mieszanki zamiast tanich.

Obca rodzina ciemny las. choćby jeżeli to rodzina twojej własnej córki.

Wnuczka rosła, łapała grzechotki pulchnymi paluszkami. Anastazja patrzyła na nią i czuła dziwne uczucie: kochać kogoś tak mocno, a jednocześnie zdawać sobie sprawę, iż jesteś tylko gościem. Miłym, pożądanym, ale i tak gościem.

Lidia rozkwitała w macierzyństwie. Schudła, choćby nieco, od bezsennych nocy i nieustannego biegu. Cienie pod oczami, ale uśmiechała się tak, jak nie robiła tego od szkolnych lat. Anastazja cieszyła się z niej szczerze.

A po pół roku od narodzin wnuczki Lidia przyjechała z taką miną, iż od razu było jasne rozmowa nie będzie przyjemna.

Mamo, mamy problemy.

Anastazja przyjęła córkę w kuchni, postawiła czajnik. Lidia siedziała, splatając palce i wpatrując się w stół.

Pieniędzy nie ma. Wcale.
Na co dokładnie?
Na wszystko. Na media, pieluchy, mieszanki, jedzenie. Wiesz, jak teraz drogo jest!

Anastazja pamiętała, iż już rok temu liczyła te koszty, próbując wyjaśnić córce podstawy arytmetyki.

Michał dostał awans?
Dostał. Ale i tak to mało. Muszę wrócić do pracy, mamo. Inaczej nie wytrzymamy.
Rozumiem.
Nie mam dokąd posłać Maćkę. Żłobek nie przyjmuje dzieci przed półtorem roku, dzwoniłam po wszystkie przedszkola w okolicy. A opiekunka Lidia westchnęła z goryczą. Opiekunka kosztuje tyle, iż lepiej wcale nie pracować.

Anastazja milczała. Wiedziała już, dokąd zmierza rozmowa, a to zrozumienie ściskało coś w środku.

Mamo, mogłabyś przeczuć Maćkę? Przynajmniej, kiedy będę w pracy?
Lidio, ja pracuję.
Ale możesz zwolnić się. Albo wziąć urlop. Masz przecież niewykorzystane dni, prawda?

Anastazja powoli pokręciła głową. Lidia patrzyła na nią z taką nadzieją, iż przez chwilę zlitowała się nad jej rozczarowaniem. Prawie.

Nie, Lidio. Nie odchodzę z pracy, żeby opiekować się twoim dzieckiem.
Dlaczego?! To twoja wnuczka, mamo!

Głos córki przeszył się nutą żądania, niemal dziecinną. Jak w sklepie, kiedy pięcioletnia Lidia domaga się lalki, a Anastazja tłumaczy, iż do wypłaty pozostało tydzień.

Bo mam własne życie. Własną pracę. Własne plany.
Jakie plany, mamo? Masz pięćdziesiąt pięć lat!

Anastazja nie drgnęła z powodu tej bezczelności. Od dawna przyzwyczaiła się, iż w oczach córki jest ona jedynie mamą, której nie wolno mieć własnych pragnień.

Dlatego nie zamierzam marnować kolejnych lat na przewijanie pieluch.

Lidia odrzuciła filiżankę tak gwałtownie, iż herbata rozlała się po serwetce.

Jesteś egoistką.
Może tak.
Jesteś okropną matką!
To też możliwe.

Anastazja widziała, jak łzy napływają do oczu Lidi złość, uraza, a może wszystko naraz. Lidia nigdy nie umiała przegrywać. Już jako dziecko rzucała szachowym pionkiem w ścianę, kiedy przegrywała.

Kolejne tygodnie zamieniły się w niekończące się powtórki tej samej rozmowy. Lidia przyjeżdżała, dzwoniła, pisała SMS-y. Za każdym razem słyszała: Jesteś zła matka. Jesteś zła babcia. Jak mogłaś? Ja jestem twoją córką. Maćka to twoja wnuczka.

Pewnego dnia Anastazja nie wytrzymała.

Powiedz mi konkretnie, w czym cię obraziłam. Dlaczego nagle stałam się złą?

Lidia zatrzymała się w połowie zdania. Nie spodziewała się takiego zwrotu.

Odmawiasz pomocy!
To nie wina, to mój wybór. A w czym byłam złą matką, kiedy rosłaś?
Ty ty Lidia zadrżała. Zawsze byłaś w pracy!
Byłam w pracy, bo karmiłam cię i ubierałam. Pamiętasz dzieciństwo? Pamiętasz, jak chodziłaś do najlepszego przedszkola w dzielnicy? Jak miałaś sukienki z Dziecięcego Świata, kiedy inne dziewczynki nosiły ubrania po starszych siostrach?

Lidia milczała.

Pamiętasz studia? Płatne, wiesz. Pięć lat dźwigałam tę ciężarówkę, żebyś miała dyplom.
Mamo
Pamiętasz mieszkanie, które dałam wam na wesele? Dwupokojowe, w dobrej dzielnicy? Samochód?

Lidia zarumieniła się. Czy ze wstydu, czy ze złości Anastazja nie potrafiła rozróżnić.

To już inna sprawa.
Nie, to nie inna sprawa. Jako matka zrobiłam wszystko, co mogłam, może choćby więcej niż powinnam. A teraz, kiedy naprawdę potrzebuję pomocy, odmawiasz!

Anastazja wzięła głęboki oddech.

Lidio, ostrzegałam cię rok temu. Mówiłam: poczekajcie, aż staniecie na nogi. Ty odpowiedziałaś, iż wiesz, kiedy chcesz mieć dziecko. To był twój wybór.
I co teraz? Karzę cię za to?
Nie. Po prostu nie zamierzam płacić za to swoim życiem.

Lidia wstała z krzesła. Łzy kipiały w oczach, a usta drżały od powstrzymywanych szlochów.

Nigdy nie zapomnę, jak się zachowałaś!
Może kiedyś zrozumiesz, gdy samemu zostaniesz babcią.

Córka wyszła, nie żegnając się.

Dwa miesiące ciszy. Anastazja dzwoniła Lidia odrzucała połączenia. Wiadomości pozostawały nieodczytane. Wnuczkę widziała jedynie na zdjęciach w mediach społecznościowych bo Lidia nie odważyła się zablokować matki.

Wieczorami przeglądała te fotografie. Mała Małgosia uczyła się siadać, potem raczkować, uśmiechała się do obiektywu, wyciągając rączki do zabawek. Rosła bez niej.

Bolesne? Tak. Ale Anastazja nie żałowała swojej decyzji.

Myślała o tym, jak ludzie przyzwyczajają się do dobra. Jak prośby zmieniają się w żądania.

Lidia zawsze była taka. Brała, przyjmowała, żądała. A kiedy Anastazja powiedziała nie, matka zamieniła się w potwora.

Czas pokaże, czy córka kiedyś zrozumie, iż odpowiedzialność spoczywa na jej barkach. Czy dorosnie choćby do trzydziestki.

Tymczasem Anastazja kontynuowała życie. Jeździła do pracy, spotykała się z przyjaciółkami, planowała letni wyjazd. Czekała. Cierpliwie, bez urazy, bez żądzy zemsty.

Po prostu czekała, aż córka dorosnie i przestanie być dzieckiem egoistycznym.

Zawsze była cierpliwa.

Idź do oryginalnego materiału