– Chcę w końcu żyć tylko dla siebie i się wyspać – oznajmił mąż, wychodząc z domu Trzy miesiące – t…

newsempire24.com 12 godzin temu

Chcę w końcu pomyśleć o sobie i się wyspać rzucił mąż, wychodząc z mieszkania.

Trzy miesiące tyle trwało to szaleństwo. Trzy miesiące nieprzespanych nocy, kiedy mały Michałek wrzeszczał tak, iż sąsiedzi przez ścianę stukali w grzejnik. Trzy miesiące, podczas których chodziłam jak zombie oczy jak buraki, ręce się trzęsły.

A Paweł mój mąż krążył po mieszkaniu naburmuszony, jak chmura nad Krakowem.

Wyglądam w pracy jak menel! warknął kiedyś, patrząc w lustro. Worki pod oczami sięgają brody.

Milczałam. Przystawiałam synka do piersi, nosiłam, znowu karmiłam. Zamknięty krąg. A Paweł tylko narzekał wsparcia żadnego.

Może twoja mama wpadnie pomóc? rzucił pewnego wieczoru, przeciągając się po prysznicu, świeżo pachnący, wypoczęty. Wpadłem na pomysł, wyjadę na tydzień do Marka na działkę.

Zamarłam z butelką w ręku.

Serio, Marta, potrzebuję odpoczynku. Paweł już pakował koszulkę do torby sportowej. Ostatnimi czasy w ogóle nie śpię jak człowiek.

A ja? Ja niby śpię? Oczy się same zamykają, ale kiedy tylko się położę, Michałek zaczyna płakać. Czwarty raz tej nocy.

Też mi ciężko wyszeptałam.

No wiem, iż ciężko rzucił, wciskając ulubioną koszulę do torby. Ale mam odpowiedzialną robotę. Nie mogę straszyć klientów takim wyglądem.

I nagle zobaczyłam nas z boku: ja w zmechaconym szlafroku, skołtuniona, z krzyczącym dzieckiem. On pakujący walizkę, uciekający od nas.

Chcę trochę pomieszkać sam, wyspać się mruknął, nie patrząc mi w oczy.

Drzwi trzasnęły.

Zostałam na środku mieszkania z płaczącym synem, czułam, jak wszystko się wali.

Minął tydzień. Potem drugi.

Paweł dzwonił ze trzy razy pytał, jak sobie radzę. Głos miał obcy, jakbym była daleką znajomą.

Wpadnę na weekend.

Nie wpadł.

Jutro na pewno będę.

Znowu mnie wystawił.

Kołysałam płaczącego Michałka, zmieniałam pieluchy, robiłam mleko. Spałam po pół godziny między karmieniami.

Wszystko w porządku? zapytała Asia, moja przyjaciółka.

Pewnie, świetnie skłamałam.

Po co kłamię? Przecież to wstyd mąż mnie zostawił, a ja siedzę sama z niemowlakiem.

Myślałam, iż już nic mnie nie zdziwi, ale w sklepie spotkałam Lidkę koleżankę Pawła z pracy.

A gdzie twój Paweł? zagadnęła.

Dużo pracuje.

Standard. Faceci tacy sami jak dziecko w domu, to znikają w pracy. Lidka nachyliła się: Paweł ostatnio miał dużo wyjazdów służbowych?

Jakich wyjazdów?

Do Gdańska pojechał przecież! Na szkolenie. Pokazywał zdjęcia.

Do Gdańska? Kiedy?

Pamiętam: przez trzy dni nie dzwonił, mówił, iż zajęty.

A on po prostu odpoczywał nad morzem.

Paweł wrócił w sobotę z kwiatami.

Przepraszam, iż mnie nie było. Pracy dużo.

Byłeś w Gdańsku?

Zamarł z bukietem.

Kto mówił?

Nieważne. Ważne, po co kłamiesz?

Nie kłamię. Po prostu bałem się, iż się wkurzysz, iż pojechałem bez ciebie.

Bez niej?! Ja z niemowlakiem nigdzie bym nie pojechała!

Paweł, potrzebuję pomocy. Nie spałam już tygodniami.

Wynajmiemy nianię.

Za co? Przecież mi nie dajesz pieniędzy.

Jak nie? Płacę za mieszkanie i rachunki.

A za jedzenie? Pampersy? Leki?

Milczał. Potem rzucił:

Może wrócisz do pracy? Choćby na pół etatu? Siedzenie w domu cię przecież nie rozwija. Zatrudnimy nianię.

Bo siedzę w domu i odpoczywam!

Wzięłam Michałka, spojrzałam na Pawła i zrozumiałam: on mnie nie kocha.

Nigdy nie kochał.

Wynoś się.

Dokąd?

Po prostu idź i nie wracaj, dopóki nie zdecydujesz, co jest ważniejsze: rodzina czy wolność.

Paweł zabrał klucze i wyszedł. Na dwa dni. Potem przysłał SMS: Myślę.

A ja tymczasem nie spałam. Też myślałam.

Wyobraź sobie, iż pierwszy raz od miesięcy jesteś sam ze swoimi myślami.

Mama zadzwoniła:

Martusia, jak się trzymasz? Paweł w domu?

Na wyjeździe służbowym.

Znów skłamałam.

Przyjadę do ciebie, dobrze?

Poradzę sobie, mamo.

Ale ona przyjechała sama.

Jak tam u was? spojrzała dookoła. Jezus Maria, Martusia, ogarnij się!

Spojrzałam w lustro. Faktycznie, wyglądałam fatalnie.

A Paweł?

Pracuje.

O tej godzinie?

Milczałam.

Co się w ogóle dzieje?

I wtedy nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Głośno, z rozpaczą, jak dziecko.

Od nas odszedł. Powiedział, iż chce pomyśleć o sobie.

Mama milczała. Potem wyjęła chusteczkę.

Sku… naprawdę kawał sku…

Zaskoczyła mnie. Nigdy nie przeklinała.

Zawsze myślałam, iż Paweł jest słaby. Ale tak bardzo?

Może ja też zawiniłam? Może nie rozumiem?

Martusia, powiedz szczerze nie jest ci ciężko?

Przy tych słowach uświadomiłam sobie, iż całe życie myślę tylko o Pawle. O jego zmęczeniu, wygodzie.

A o sobie ani słowa.

Co mam robić, mamo?

Żyć. Bez niego. Lepiej być samej, niż z takim.

Paweł wrócił w sobotę. Opalony. Chyba myślał na działce.

Pogadamy?

Możemy.

Usiedliśmy przy stole.

Wiesz, Marta, widzę, iż ci ciężko. Ale mnie też nie jest lekko. Może jakoś się dogadamy? Będę dawać pieniądze, odwiedzać, ale chwilowo chcę mieszkać osobno.

Ile?

Co?

Ile pieniędzy?

No… może cztery tysiące.

Cztery tysiące złotych. Na dziecko, jedzenie, leki.

Paweł, idź do diabła.

Co?!

Słyszałeś. I nie wracaj.

Marta, to jest rozsądna propozycja!

Rozsądna? Ty masz wolność, a ja co?

I wtedy Paweł rzucił coś, co wszystko wyjaśniło:

A jaką ty możesz mieć wolność? Jesteś matką!

Patrzyłam na niego: oto prawdziwy Paweł. Dziecinny egoista, który uważa, iż macierzyństwo to wyrok.

W poniedziałek składam w sądzie wniosek o alimenty. Procent od pensji. Zgodnie z prawem.

Nie zrobisz tego!

Zrobię.

Wyszedł, trzaskając drzwiami. A ja pierwszy raz poczułam, iż oddycham swobodnie.

Michałek zapłakał, ale już wiedziałam, iż dam radę.

Minął rok.

Paweł dwa razy próbował wrócić.

Marta, może spróbujemy?

Za późno.

Paweł narzekał, iż jestem wredną babą. Nie przekonał mnie.

Znalazłam nianię, poszłam do pracy jako pielęgniarka.

Tam poznałam doktora Andrzeja.

Masz dzieci?

Synka.

A gdzie jego ojciec?

Wybrał życie dla siebie.

Spotkałam go z Michałkiem Andrzej przyniósł mu zabawkowy samochód, bawili się razem, śmiali.

Potem często chodziliśmy całą trójką do parku.

Paweł się dowiedział, zadzwonił:

Dziecku rok, a ty się szwendasz z facetami!

A co? Miałam całe życie czekać na ciebie?

Ale ty jesteś matką!

No i?

Nie zadzwonił już więcej.

Andrzej był inny. Kiedy Michałek zachorował przyjechał od razu. Kiedy byłam bardzo zmęczona zabierał nas oboje na działkę.

Dziś Michałek ma dwa lata. Mówi do Andrzeja wujku. Pawła nie pamięta.

Paweł ożenił się. Płaci alimenty.

Nie mam do niego żalu.

Teraz też żyję dla siebie. I to jest wspaniałe.

Idź do oryginalnego materiału