Chłopiec znalazł pomysł na biznes. "Z jednej strony wstyd, a z drugiej duma"

gazeta.pl 1 godzina temu
Niektóre dzieci już od najmłodszych lat wykazują się wyjątkową smykałką do interesów. "Z jednej strony troche krępuje mnie, iż dziecko zbiera butelki, a z drugiej czuję dumę" - opowiada jedna z naszych czytelniczek.
Jak opowiada nasza czytelniczka pani Ewelina, wszystko zaczęło się niewinnie - od zakupów wody i soków w butelkach objętych kaucją. Każda z nich oznaczała dodatkowe 50 groszy do odzyskania przy zwrocie opakowania. Dla dorosłego to drobiazg, dla dziecka - gotowy pomysł na biznes.

REKLAMA







Zobacz wideo Kiedy dziecko się zakrztusi. Przede wszystkim nie panikować. Działać!



- Od jakiegoś czasu kupuję wodę czy soki w tych butelkach, za które pobierana jest kaucja w wysokości 50 groszy. Zbieram je do torby i raz w tygodniu oddaję do sklepu. Kiedy mój syn o tym usłyszał, od razu wyczuł okazję i oznajmił, iż to on będzie się nimi zajmował - opowiada.
Chłopiec gwałtownie przejął "kontrolę" nad domowym systemem zwrotów. Sprawdza, które butelki i puszki objęte są kaucją, jeździ z mamą do sklepu, samodzielnie oddaje opakowania do automatu i pilnuje, by pieniądze trafiły prosto do jego skarbonki.
Z jednej strony to trochę krępuje mnie, iż dziecko zbiera butelki, a z drugiej czuję dumę. Widzę, iż kombinuje, szuka sposobów, by sobie dorobić, zamiast leżeć i czekać, aż pieniądze same spadną z nieba
- przyznaje pani Ewelina.
"Szybko straciła zapał"
Jak wynika z historii naszych czytelniczek, coraz więcej dzieci szuka łatwych sposobów na dorobienie. Podobnymi spostrzeżeniami podzieliła się pani Natalia (imię zostało zmienione), której córka również z entuzjazmem podeszła do zbierania butelek objętych kaucją. - Przez jakieś dwa tygodnie dzielnie zbierała opakowania i oddawała je w sklepie. Na początku była wręcz podekscytowana, ale gwałtownie straciła zapał i odpuściła - wspomina kobieta.



Jak widać, nie wszystkie dzieci mają w sobie tyle chęci i determinacji, by zbierać puste opakowania. Jak dodaje pani Natalia: Wystarczyło, iż przyjechali dziadkowie i dali 100 zł do skarbonki. No i wtedy córka zrezygnowała ze zbierania butelek, za które dostanie po 50 groszy za sztukę. Wiadomo, pieniądze od dziadków to szybszy i łatwiejszy "zarobek" - mówi na zakończenie rozmowy.
"Najadła się wstydu, ale syn był zachwycony"
Jeszcze dalej posunął się syn znajomej pani Marzeny (imię zostało zmienione). Chłopiec nie ograniczył się do zbierania opakowań w domu, a postanowił szukać ich tam, gdzie pojawiają się najczęściej.


- Znajoma mówiła mi ostatnio, iż najadła się wstydu, bo jej syn chodzi po galerii handlowej, zbiera puszki i butelki ze strefy gastronomicznej i zaczepia ludzi, którzy już skończyli pić. Zabiera opakowania, oddaje je w sklepie i za zarobione pieniądze kupuje sobie słodycze albo inne drobiazgi - relacjonuje nasza czytelniczka.
Chcesz dodać coś od siebie? Napisz na adres: klaudia.kierzkowska@grupagazeta.pl. Gwarantujemy anonimowość.
Idź do oryginalnego materiału