Cierp, córko! Teraz jesteś w innej rodzinie, więc musisz dostosować się do ich zasad.

polregion.pl 9 godzin temu

Cierpliwości, córeczko! Jesteś już w innej rodzinie i musisz liczyć się z ich zwyczajami. Wyszłaś za mąż, nie przyszedłeś w odwiedziny. Jakie zwyczaje, mamo? Wszystko tu jest na opak! Zwłaszcza teściowa! Ona mnie nienawidzi, to oczywiste! A ty kiedykolwiek słyszałaś, iż teściowe mogą być dobre?

Chodzi na miasto! Chodzi na miasto! krzyczała Halina Piotrowska, stojąc w środku kuchni, twarz jej płonęła od gniewu, oczy jarzyły się ze złości. Kto mężczyzna chodzi, to żona wina. Czy mam ci to jeszcze tłumaczyć?

Teściowa szalała. Wykrzykiwała na swoją synową Jagodę jak szaleńca, bo ta podejrzewała jej męża, syna Bartosza, w niewierności.

Jagoda, młoda i delikatna dziewczyna z dużymi, naiwnymi oczami, przycisnęła się do ściany, próbując uspokoić rozgniewaną kobietę.

Halino Piotrowsko, to niezdrowe. On ma rodzinę, dzieci próbowała bronić się Jagoda, ale teściowa natychmiast przerwała gestem ręki, jakby odganiając uciążliwą muchę.

To ty, rodzina? A może twoje dziecko, które nie wpuszcza nas z dziadkiem do domu? rzuciła z pogardą Halina. Twoje wychowanie, przy okazji!

Jakie wychowanie, Halino? Antoś ma dopiero rok. pozostało mały cicho podniosła głos Jagoda.

Mały? zmarszczyła twarz kobieta. W rodziny Jasińskich wnuk pozostało mniejszy. Chodzi po rękach, nie potrafi iść, a ty… machnęła ręką w stronę pokoju dziecięcego.

W rzeczywistości to wasz wnuk odparła Jagoda, choć głos jej drżał. Dzieci wyczuwają złe osoby. Może dlatego nie podchodzi do was.

My jesteśmy źli? O, to jest jaja! podniosła głos teściowa. A gdzie ty, piękna nasza, mieszkasz na darmo? Czyje produkty jedziesz? Czyje pieniądze wydajesz? Niewdzięczna!

Jagoda nie chciała już dłużej spierzać się ze swoją kłótliwą teściową. Już setki razy mówiła do Bartosza, iż chce mieszkać osobno od jego rodziców, ale Bartosz, rozpuszczony syn matki, nie widział w tym potrzeby.

Lubił mieszkać z rodzicami. Czuł się tam, jakby w kościele pod kołdrą. Pracował spokojnie, a wszystkie domowe sprawy załatwiali starsi pranie, sprzątanie, gotowanie. Nie życie, a bajka!

Jagoda próbowała pocieszyć swoją teściową, pomagając jej w domu, wspierając we wszystkim, choćby słuchając niekończących się narzekań na sąsiadów. Z czasem jednak zrozumiała, iż to daremny wysiłek.

Choć chciała być dla Haliny dobra i pomocna, nienawidziła ją i nie ukrywała tego.

Przywiozłaś do domu tę niefortunną dziewczynę, jakby nie było innych opowiadała Halina Piotrowska sąsiadce, kiedy Jagoda stała za rogiem zbierając porozrzucane przez Bartosza zabawki i wsłuchiwała się w ich rozmowy.

Aż do innej wsi jechała! Coś by tu nie znalazła! Nasze babki są lepsze, pracowite i mądrzejsze.

Nie mów! dodała sąsiadka, miejscowa plotkarz babcia Mania, która już przemyła wszystkie plotki w wiosce.

Rozumiem, iż nie umiesz nic zrobić. A ty, Piotrowsko, same mówisz, iż ręce nie masz. Nic nie da się naprawić.

Nie masz pojęcia, jak wielkie to jest! Nie można jej nic powierzyć mogłaby zgubić, mogłaby zepsuć. A dziecko? Nie takie.

W rodzinie Jasińskich wnuk to zupełnie inna sprawa. Spokojny, mądry chłopiec. Ten tutaj ciągle harczuje, marudzi. Geny chyba nie po naszej stronie.

Kiedy życie stało się nie do zniesienia, Jagoda dzwoniła do matki w sąsiedniej wsi, skarżyła się i płakała, a matka odpowiadała:

Cierpliwości, córeczko! Jesteś już w innej rodzinie i musisz szanować ich zasady. Wyszłaś za mąż, nie przybyłaś w odwiedziny.

Jakie zasady, mamo? Wszystko tu jest na opak! Zwłaszcza teściowa! Ona mnie nienawidzi, to oczywiste!

Czy słyszałaś kiedyś, iż teściowe mogą być dobre? Wszystko to przeżyliśmy i iść musisz dalej. Najważniejsze nie pokazuj, iż ci ciężko. Cierpliwość.

Zrozumiawszy, iż nie da się ugotować z matką żadnej zupy, Jagoda zagroziła, iż zadzwoni do ojca.

Zrób to po swojemu, tato! zadrżała matka. Wiesz, iż ma on warunkowe więzienie. Jeden krok w tył i wpadnie twój ojciec za kratki!

Jagoda rozumiała to wszystko. Wiedziała, iż ojciec kocha swoją jedyną córkę. Otrzymał on warunkowy wyrok za bójkę, którą wymierzył, gdy ktoś obraził Jagodę w miejscowym sklepie.

Wiedziała też, iż ojciec nie zostanie cicho, gdy usłyszy, jak jej nienawidzi w obcej rodzinie. Był człowiekiem o gorącym sercu.

Dobrze, nie powiem tacie odpowiedziała Jagoda. Ale jeżeli będą dalej postępować tak, nie wiem, co zrobię.

Wszystko się ułoży, córeczko powtarzała matka, starając się ją uspokoić. Za kilka tygodni zapomnisz o tej rozmowie.

Jagoda wolała nie wspominać o teściowej, ale stosunki nie polepszały się. Halina Piotrowska zdawała się coraz bardziej żywić urazą, jakby Jagoda była winna wszystkich jej nieszczęść. choćby jej mąż, Stanisław, starszy, zmęczony życiem, nie wytrzymał.

Po co ciągle krzyczysz na dziewczynę? pewnego poranka, gdy spór osiągnął szczyt, Stanisław próbował interweniować. Niech odejdzie od nas! I dobrze zrobi!

Ja jej nie dam! wykrzyknęła Halina, kierując całą swoją złość na męża. Będę walczyć w sądzie, zwrócę każdy złoty, jaki nam przeszły przez te lata! I zabiorę jej dziecko, żeby nie rosło w tej nędznej rodzinie!

Jagoda wiedziała, iż teściowa głosi bzdury, ale bała się. Szczególnie iż wciąż kochała swojego męża Bartosza.

Plotki o tym, iż Bartosz potajemnie spotykał się ze swoją byłą Oksaną, były jedynie wiejskimi plotkami, które podobne babcie, jak Halina, podnosiły i rozrzucały po wiosce.

Nie wiadomo, ile jeszcze trwały by te upokorzenia teściowej nad synową, gdyby nie jej długie języki. Pewnego razu, po kolejnej zwycięstwie nad Jagodą, opowiadała o swoich bohaterskich wyczynach najlepszej przyjaciółce, babci Manie.

Jak zwykle dodawała coś nowego, upiększała, a potem powtarzała to kolejnej koleżance i swojemu mężowi i tak historia o nieudolnej synowej i jej surowej teściowej, z wiejskimi domysłami, dotarła do ojca Jagody.

Ojciec Jagody, surowy mężczyzna, prawie dwa metry wzrostu, szerokie barki, pomyślał, iż to koniec.

Wziął siekierę, którą właśnie tnął drewno, nie zdejmując roboczej kurtki, usiadł na starej motocyklu Ural, i bez słowa żegnania do żony, ruszył do sąsiedniej wsi, by uwolnić córkę z upokarzającego więzienia.

W tym czasie w domu Piotrowskiej wybuchł prawdziwy skandal. Młoda mama na chwilę zostawiła malucha Antka na nowym, jaskrawo żółto-pomarańczowym kanapie, by pośpieszyć po świeżą pieluchę.

Gdy wróciła, zauważyła pod dzieckiem małą brązową plamę. W oczach teściowej ta plama rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów niczym czarna dziura, gotowa pożreć całe mieszkanie. Kobieta pojawiła się nagle, jak burza, i natychmiast zaczęła ryczeć na synową:

Popsułaś kanapę! Moja ukochana! Wiesz, ile kosztowała? Rozcięłabym ci ręce, a potem przywiązałabym, żeby nie krzywiło!

Naprawię wszystko. Posprzątam próbowała uspokoić Halina Jagoda, drżąc rękami, chwytając ściereczkę.

Co będziesz sprzątać? To nowa kanapa! Skąd ty wiesz? Nigdy nie kupowałaś nic za własne pieniądze!

A panowie? nie wytrzymała Jagoda, i w tym momencie odważyła się zarzucić teściowej, iż całe życie siedzi na karku męża.

Popatrz na nią! Czy to wystarczy, by obrazić teściową! twarz Haliny Piotrowskiej zarumieniła się.

Teraz wytrzyj tę plamę, a potem idź ze swoim synem na dwór! Będziecie u mnie mieszkać i obrzydzać, dopóki nie nauczycie się zachowywać przyzwoicie!

Jagoda, płacząc, próbowała usunąć plamę. Brązowy ślad na jaskrawo żółto-pomarańczowej tapicerce nie chciał się poddać, jakby drwił z jej bezsilności.

Mały Antoś, czując matczyną niepokój, krzyczał na całe gardło, a jego płacz potęgował napiętą atmosferę w domu.

Halina Piotrowska stała nad głową Jagody, wlewając w nią kolejne obelgi. Nie zauważyła, iż w drzwiach pojawił się nieznajomy ojciec Jagody, Mikołaj. Stał tam jak pomnik, ręka mocno ściskała drewnianą rączkę siekiery.

Na chwilę Halina, czując czyjąś obecność, odwróciła się. Jej wzrok spoczął na narzędziu.

Wiedziała doskonale, jak gorący jest Mikołaj, i znała jego przeszłość, warunkowy wyrok. Strach przeniknął Halinę.

Zrozumiawszy, iż już słyszał o wszystkim, a sprawa nabiera powagi, Halina próbowała zachować twarz i bronić swojej racji, choć głos jej drżał.

Och, witaj, Mikołaju! Ja właśnie… wychowuję twoją Jagodę

Słyszałem, jak ją wychowujesz ryknął ojciec i wszedł do pokoju w kapciach.

Podniósł siekierę nad głową, zmuszając Halinę do zaciśnięcia oczu i cofnięcia się. Zamiast uderzyć, lekko położył ją na ramię i wyciągnął rękę do córki.

Chodźmy, Jagodo, nie ma tu dla ciebie niczego rzekł i poprowadził ją w stronę wyjścia.

Stój, szwagrze Halina, odzyskawszy równowagę, próbowała odzyskać kontrolę. A co powiem synowi?

Niech przyjdzie sam, po żonę. Porozmawiam z nim po męsku rzucił Mikołaj lodowatym spojrzeniem, które mówiło więcej niż słowa.

Mikołaj zabrał córkę i małego Antka. Bartosz długo się wahał, by przyjechać po swoją żonę i syna, obawiając się konfrontacji z teściem. W końcu zebrał się na odwagę.

Mikołaj rozmawiał długo ze swoim zięciem. Nie groził, nie krzyczał, ale spokojny, stanowczy głos i siekiera leżąca na stole nadawały słowom wagę. Bartosz obiecał, iż będą z Jagodą mieszkać osobno, iż matka nie będzie wtrącać się w ich życie i iż będzie ich chronił oraz dziecko.

Kiedy Mikołaj mocno uścisnął rękę Bartoszowi, zięć poczuł, iż żarty z tym człowiekiem nie mają miejsca i obietnice trzeba spełnić.

Od tego dnia Halina Piotrowska omijała synową i wnuka. Nie rozmawiała już z nimi, choćby nie witała się na ulicy.

Bartosz i Jagoda mieszkali osobno. Wszystko układało się w harmonii i zrozumieniu. Czy to pamięć nauk teścia, czy prawdziwa miłość?Mikołaj, patrząc na spokojny zachód słońca nad polem, wiedział, iż wreszcie przywrócił rodzinie równowagę, której tak długo brakowało.

Idź do oryginalnego materiału