Co robią dzieci na edukacji zdrowotnej? Oglądają "Shreka", nudzą się i korzystają z telefonów

gazeta.pl 1 godzina temu
Kończy się pierwszy semestr edukacji zdrowotnej w polskich szkołach. Okazuje się, iż niektóre placówki potraktowały ten przedmiot po macoszemu. Nauczyciele nie przykłądają się do prowadzenia lekcji i nikt nie ma nic przeciwko temu.Edukacja zdrowotna, czyli przedmiot wprowadzony w 2025 roku do polskich szkół przez MEN w miejsce przygotowania do życia w rodzinie, wzbudziła wiele kontrowersji. Pojawiały się głosy sprzeciwu, bo w programie przedmiotu są zagadnienia związane z edukacją seksualną, czy LGBT. Przedmiot okrzyknięto "systemową deprawacją". Rodzice twierdzili, iż jest to niepotrzebny przedmiot, który dodatkowo wydłuża czas spędzany przez dzieci w placówkach. Dyrektorzy z kolei obawiali się problemów kadrowych, czyli tego, kto w ich placówkach poprowadzi zajęcia.
REKLAMA






Zobacz wideo

Po czym poznać, iż dziecko ma skrócone wędzidełko? Logopedka mówi o "domowym teście"



Edukacja zdrowotna. Sporo osób zrezygnowałoEdukacja zdrowotna nie jest przedmiotem obowiązkowym, ale żeby z niego zrezygnowac, trzeba było we wrześniu złożyć w szkole odpowiednie oświadczenie. Sporo uczniów zrezygnowało z udziau w tych zajęciach. - Jak na pierwszy, próbny rok z nowym przedmiotem, jest nieźle. Powodu do satysfakcji nie ma, jeżeli chodzi o szkoły ponadpodstawowe, ale z drugiej strony mówimy o przedmiocie nieobowiązkowym - powiedziała jakiś czas temu w rozmowie z PAP wiceprezydentka Warszawy Renata Kaznowska. - Pojedyncze przypadki konkretnych szkół pokazują, iż w dużej mierze zainteresowanie przedmiotem i frekwencja będą zależały od dyrekcji szkoły, od nauczycieli. Edukacja zdrowotna. Szkoła potraktowała ją po macoszemuCzas pokazał, iż wiceprezydentka Warszawy się nie myliła. - Byłam bardzo zadowolona z faktu, iż moje dzieci będą mieć w szkole edukację zdrowotną. Jeszcze we wrześniu zapoznałam się z programem i uważam, iż jest świetny - mówi w rozmowie z eDziecko.pl Daria (nazwisko do wiadomości redakcji). - Niestety okazało się, iż ten przedmiot to niewypał, a wina leży po stronie szkoły. Moje dzieci mają te zajęcia z panią od WF-u. Na początku ciekawie je prowadziła, rozmawiała z dziećmi, włączała im interesujące filmy związane z tematami, które przerabiała. Teraz wchodzi do klasy i pyta uczniów, czy chcą pogadać, czy oglądać. Kończy się na "Shreku", "Minionkach" lub "Iniemamocnych"- mówi Daria. - W innych klasach jest podobnie, a nauczyciele sami odnoszą się do tego przedmiotu z lekceważeniem. Zakładam, iż za przykładem i przyzwoleniem dyrekcji. Szkoła potraktowała ją po macoszemu - dodaje nasza rozmówczyni. "Chcecie się pouczyć, czy coś porobić?"- Mojego syna edukacji zdrowotnej uczy pani od przyrody. Zwykle lekcję zaczyna od pytania, czy uczniowie chcą porozmawiać na jakiś wskazany przez nią temat np. zdrowej diety lub aktywności fizycznej, czy zająć się "swoimi sprawami" lub "coś porobić" - mówi w rozmowie z eDziecko.pl Marta (nazwisko do wiadomości redakcji). - W efekcie nauczycielka sprawdza klasówki lub uzupełnia dziennik elektroniczny, a klasa się nudzi, są rozmowy, ktoś coś czyta, ktoś odrabia lekcje, ktoś inny po kryjomu korzysta z telefonu. Bez sensu to jest, a syn musi chodzić na ten przedmiot do końca roku szkolnego - dodaje Marta.- Córka nie chodzi na edukację zdrowotną, zresztą z jej klasy chodzi tylko kilka osób i dyrekcja połączyła te zajęcia z równoległą klasą. Z tego, co słyszę, raczej kilka się na tych lekcjach dzieje, dzieci głównie się nudzą lub coś oglądają - mówi w rozmowie z eDziecko.pl Ewelina (nazwisko do wiadomości redakcji). - Ale to było do przewidzenia, iż tak będzie. W końcu to przedmiot nieobowiązkowy, nikt nie traktuje go poważnie.


A ty? Co sądzisz o edukacji zdrowotnej? Daj znać w komentarzu lub napisz w wiadomości do redakcji: ewa.rabek@grupagazeta.pl.
Idź do oryginalnego materiału