Połowę dzieciństwa spędziłam razem z moją siostrą bliźniaczką w różnych domach dziecka, przemierzając Warszawę z jednego ośrodka do drugiego. Nasza mama zmarła, kiedy miałyśmy zaledwie parę lat, a tata zniknął z naszego życia tak szybko, jak się pojawił. Wszystko zmieniło się, gdy nasza ciotka młodsza siostra mamy, Barbara, która wtedy dopiero osiągnęła pełnoletniość postanowiła nas odszukać i zabrała nas do swojego dwupokojowego mieszkania na Pradze. Ona, a później także jej mąż Andrzej, zostali dla nas prawdziwą rodziną. Kocham ich i jestem im wdzięczna za to, iż dali nam szansę na normalne życie.
W dzień naszych osiemnastych urodzin zrobili nam niespodziankę zawieźli nas pod adres, pod którym nie byłyśmy od dziecka. To było trzypokojowe mieszkanie w ścisłym centrum Warszawy własność naszych rodziców, przez lata wynajmowane przez ciotkę, która dbała o wszystko, żebyśmy miały zabezpieczenie na przyszłość. Zaproponowała, iż możemy sprzedać mieszkanie, a pieniądze podzielić na pół i każda kupi sobie swoje własne miejsce do życia. Pomysł wydał nam się genialny. Lokal był w świetnym stanie, więc po sprzedaży miałyśmy do podziału ponad milion złotych.
Ja natychmiast rozejrzałam się za skromnym, ale przytulnym dwupokojowym mieszkaniem na Mokotowie. Oczywiście nie wystarczyło na całość, więc wzięłam kredyt, który spłaciłam w ciągu roku dzięki ciężkiej pracy w agencji reklamowej. Od razu zabrałam się za kapitalny remont i wymianę wszystkich mebli, wszystko chciałam mieć idealnie po swojemu.
Ciocia i wujek nie kryli dumy ze mnie. Tyle lat się dokładałam do domowego budżetu, teraz sama stanęłam na nogi. Ale martwili się o moją siostrę, Annę. Nie potrafili jej przemówić do rozsądku. Anka zamiast myśleć o przyszłości i inwestycji, popłynęła w zupełnie innym kierunku pieniądze wydawała lekką ręką: na nowiutki iPhone, dizajnerskie ubrania, sushi na Nowym Świecie, a później wyjazd na kilka tygodni do Tajlandii.
W końcu ciocia nie wytrzymała. Aniu, jeżeli nie kupisz mieszkania, nie będę miała wyboru, będziesz musiała się wyprowadzić! krzyknęła pewnego wieczoru tak, iż aż sąsiedzi na klatce zamilkli. Ale było już za późno. Zostało jej kilka gotówki i nie wystarczyło na żadne mieszkanie, choćby kawalerkę na obrzeżach. Musiała wynająć coś razem z chłopakiem.
W tym czasie poznała Michała, chłopaka z sąsiedztwa. Zaczęli razem wynajmować mieszkanie i oszczędzać na wspólne wydatki. Ja czułam ulgę może w końcu Anka wydoroślała? U mnie w pracy akurat dostałam awans, wsparłam ciocię finansowo, pojechałam na Mazury na urlop i poznałam Piotra mężczyznę, z którym mieliśmy razem zamieszkać.
Niedługo po tym, kiedy nasz związek dopiero się rozkwitał, wszyscy spotkaliśmy się u mnie na domowej kolacji. Anna przyszła z wiadomością, iż jest w ciąży. Najpierw łzy szczęścia, gratulacje, uściski a potem zaczęła mówić, jak ciężko odnaleźć się w wynajmowanym mieszkaniu, iż w dzisiejszych czasach wynajem kosztuje więcej niż zarabiają, a tylko jej pensja jest pewna…
Zanim zdążyłam zareagować, Anka wbiła we mnie wzrok.
Daj mi swoje mieszkanie. Ja za chwilę rodzę, ty i tak mieszkasz sama. Co ci szkodzi pomieszkać chwilę u cioci, a ja będę miała swój kąt? zaczęła błagalnym tonem.
Poczułam, jak coś się we mnie łamie, ale odpowiedziałam spokojnie i stanowczo:
Nie, Aniu. To jest mój dom. Zapracowałam na każdy kafelek. Nie mogę oddać ci czegoś, czego sama się dorobiłam.
Anna wpadła w histerię. Z płaczem zabrała Michała i wybiegła z mieszkania, trzaskając drzwiami. Jeszcze kilkukrotnie wydzwaniała do mnie, pytając, czy nie zmieniłam zdania. Jednak przez cały czas wiedziałam nie mogłam poświęcić wszystkiego, na co tak ciężko pracowałam. To nie ja byłam winna temu, jak jej losy się potoczyły. Każdy sam odpowiada za swoją przyszłość.





