Dar Losu – Historia Długo Wyczekiwanego Szczęścia Diny i Olega: 14 Lat Samotności, Utraconej Miłości…

polregion.pl 2 godzin temu

Dar losu

Dawno temu, już w innym życiu, Artur odwiedził swoją matkę dosyć późno jak na zwyczajnego gościa, ale ona nie była tym zaskoczona wiedziała doskonale, iż jej synowi zdarza się wpaść o najdziwniejszych porach. Po rozwodzie Artur żył samotnie, a ich syn Michałek mieszkał z matką.

Michałek na ciebie czekał, obiecałeś iść z nim na lodowisko. Przed chwilą zasnął. Nie budź go. Zaraz ci coś podgrzeję, zjesz i idź już spać.

Po kolacji Artur wszedł cicho do pokoju Michałka, położył się obok niego. Sen nie przychodził od razu. Myśli wracały do pierwszej żony, Zosi. Po niej były jeszcze dwie, ale z żadną nie zaznał spokoju.

Zosi nigdy nie zapomniał. Znali się od przedszkola. Wychowywali się na sąsiednich podwórkach w Katowicach, chodzili razem do jednej klasy, potem na Politechnikę Śląską. Tak właśnie, zawsze blisko siebie, w końcu się pobrali. Rodzice z obydwu stron przyjęli to z euforią byli już dawno przywiązani do tej pary.

Wszyscy się nimi zachwycali. Mieszkali w mieszkaniu po babci Zosi. Mijały lata, żyli zgodnie, ale nad ich małżeństwem ciążył cień Zosia nie mogła zajść w ciążę. Wszystko było, oboje zdrowi, a jednak dziecka nie było.

Zosi zaproponowano wyjazd nad morze, do sanatorium na leczenie, ale mąż był przeciwny.

Niepotrzebne mi jeszcze, byś od kogoś obcego wróciła z cudzym dzieckiem.

Artur, nie ufasz mi? zapytała ze łzami w oczach.

Rodzice proponowali adoption dziecka z domu dziecka, ale Artur nie chciał o tym słyszeć.

Potrzebuję własnego dziecka i koniec

Na dziesiątą rocznicę ich ślubu zaprosili gości. Wszyscy czekali na Artura, który wciąż się spóźniał. Goście siedzieli przy prawie nietkniętym stole i po długim oczekiwaniu rozeszli się do domów.

Artur przez całą noc nie wrócił do domu. Zosia była roztrzęsiona, płakała, choć w głębi duszy przeczuwała już taki kres. Ostatnio Artur bardzo się zmienił. Rano mąż wrócił i oznajmił zdumiewającą wiadomość: nocował u kobiety, która ma dwoje dzieci i obiecała mu, iż urodzi mu jeszcze jedno i da je im na wychowanie.

Artur, jak mogłeś? Zdradziłeś mnie Dlaczego nie powiedziałeś mi tego wprost? Nigdy ci nie wybaczę. Odejdź A jednak… zanim pójdziesz, pomóż mi wziąć dziecko z domu dziecka!

Żebyś dała mu moje nazwisko i potem mnie o alimenty ścigała? odpowiedział cynicznie.

Rozstanie Zosia przeżywała bardzo ciężko. Chciała adoptować dziecko, ale samotnej kobiecie rzadko pozwalały na to ówczesne przepisy. Rodzina i przyjaciele byli dla niej podporą.

Zamknęła za Arturem drzwi na zawsze. Dziesięć lat tyle trwały jej nadzieje, leczenia, ciche łzy, zapach szpitali, coraz głębsza samotność. Artur odszedł bez słowa, jakby podpisywał papier.

Przepraszam, Zosiu. Mam dosyć.

Po pół roku przez znajomych dowiedziała się, iż Arturowi urodził się syn. Świat się jednak nie zawalił. Wyszarzał i jak stara fotografia stracił kolory.

Przez kolejny rok Zosia żyła na automacie: dom, praca, bezsenność. Aż kiedyś, w małej kawiarence, gdzie schroniła się przed deszczem, zobaczyła Olka starego przyjaciela Artura, zawsze duszę towarzystwa. Teraz przed nią siedział zmęczony człowiek, nerwowo obracający pustą filiżankę.

Olek, cześć przywitała się, widząc, iż jest nieobecny.

Podniósł na nią oczęta i smutno się uśmiechnął.

Zosia?! Skąd się tu wzięłaś?

Rozmawiali długo. Olek wyrzucił z siebie wszystko:

Rozstałem się z Krysią dobrze wiesz, zawsze jej zależało głównie na pieniądzach. Interesy mi się posypały warsztat samochodowy spłonął, potem długi. Żona wyrzuciła mnie z domu, bo nie przynosiłem tyle, ile trzeba. Rodziców już nie ma, nie miałem gdzie się podziać.

Chodź do mnie zaproponowała Zosia mimo siebie.

Nie była to litość. Po prostu decyzja, by pomóc. W jej pustym, jakby wymarłym mieszkaniu, pojawił się ktoś, komu było jeszcze trudniej.

To nie będzie kłopot? A Artur?

Nie wiesz? Artur zostawił mnie, bo nie mogłam urodzić mu dziecka poszedł do tej, która mu je urodziła.

Olek był wyraźnie zaskoczony.

Przepraszam, nie wiedziałem dawno się nie widzieliśmy, życie nas porozdzielało. Tak to bywa los za nas decyduje.

Już się przyzwyczaiłam.

Olek zamieszkał na kanapie. Przez kilka dni chodził jak cień, za wszystko przepraszał. Potem zaczął znów żyć: naprawił cieknący kran, złożył rozsypaną szafkę, zrobił kolację. Był niezwykle troskliwy, spokojny. Przy nim cisza w mieszkaniu stała się łagodna.

Każdego wieczoru rozmawiali. Zosia pomogła mu znaleźć pracę w swoim biurze. Olek bardzo się cieszył. Powoli, krok po kroku, zaczęli żyć wspólnie. W końcu się pobrali.

Pewnego dnia natknęli się na Krysię, byłą żonę Olka. Spojrzała na nich prześmiewczo i powiedziała zgryźliwie:

No, bierz go i korzystaj, mnie już od dawna niepotrzebny. Może tobie zrobi dziecko

Oby! odpowiedziała pogodnie Zosia dzięki za dobre życzenia.

Przy Olku znów poczuła się szczęśliwa, potrzebna o nią ktoś się starał. Po raz pierwszy od lat śmiała się naprawdę. Zaczęli żyć nie tylko istnieć. Wspólne plany, spory o filmy, poranna kawa w kuchni.

Pewnego wieczoru Olek wyczuł, jak Zosia cierpi, iż nie może mieć potomstwa.

Zosiu, może jednak weźmiemy dziecko z domu dziecka?

W pierwszej chwili nie potrafiła w to uwierzyć, patrzyła na niego zaskoczona.

Tak, tak, Zosieńko! Dziwisz się?

Otrząsnęła się ze zdumienia.

To byłoby dla mnie wielkie szczęście. Od dawna o tym marzę. Bałam się tylko, czy to zaakceptujesz Dziękuję ci, Olek, nie wiesz jak bardzo.

Olek ucieszył się, iż mógł tak zaskoczyć żonę.

Nie ma co zwlekać. Zaczynajmy działać. Jutro pojedziemy spytać i wszystkiego się dowiemy.

Jesteś najlepszy na świecie! śmiała się radośnie Zosia. Czuła, iż los ją w końcu obdarował.

Zajęli się kompletowaniem dokumentów, czekali na decyzję, zaczęli odwiedzać dom dziecka i rozglądać się. Wtedy Zosia nagle uświadomiła sobie, iż już od miesiąca żyje według zupełnie nowego rytmu. Zaczęła mieć podejrzenia, nie mówiła nic mężowi, poszła do apteki. Test pokazał dwie różowe kreski. Dwie wyraźne, jakby kpiły oto twój los, własny, nie cudzy.

Nie dowierzając szczęściu, pobiegła do pokoju.

Olek, nie uwierzysz! podała mu test. Będziemy mieli dziecko

Boże drogi, naprawdę?! To pewne? Jutro idziesz do przychodni!

Lekarz potwierdził ciążę, Zosia została zapisana w poradni.

Dla nich obojga rozpoczął się czas euforii i oczekiwania, największy i najszczęśliwszy w ich życiu. Po czternastu latach wyczekiwania los w końcu się uśmiechnął.

Olek troszczył się o żonę, nie pozwalał podnosić nic ciężkiego, spełniał każdą zachciankę, kupował jej smakołyki.

W końcu pojawił się ich skarb córeczka. Na świat przyszła mała Hania, zdrowa, o błękitnych oczach. Olek płakał ze wzruszenia, gdy odbierał Zosię z córką ze szpitala.

Wreszcie jesteśmy w domu. Teraz czeka nas długa i szczęśliwa droga razem, nasz największy skarb to nasza córka.

Ich dom nabrał nowego sensu: krzyk, śmiech, zapach dziecięcego pudru i bezsenne noce, które przechodzili razem, trzymając się za ręce. Szczęście nie było idealne. Były kłótnie, zmęczenie, trudności. Ale było silne, jak stare drzewo wyrosłe na skale.

Pewnego lata, spacerowali w Parku Kościuszki z wózkiem. Hania spała, gdy prawie zderzyli się z Arturem. Był sam. Wyraźnie postarzał, miał zgaszone spojrzenie, w dłoni trzymał butelkę piwa. Przez chwilę milczeli.

Cześć odezwał się w końcu Artur.

Jego wzrok przesunął się po rozpromienionej Zosi, po Olku, na wózek.

Słyszałem, iż wam się dobrze powodzi.

Tak odparła Zosia. Jesteśmy bardzo szczęśliwi. A u ciebie?

Machnął ręką.

Eee tam Żonaty byłem jeszcze dwa razy, też nie wyszło. Syn mieszka z moją mamą, odwiedzam ich czasem. Ale sam jestem. Widać szczęście nie dla mnie.

Nie było w nim już złości, tylko oswojona gorycz. Zmrużył oczy, spojrzał na Olka, jakby coś wspominał.

Nie będę wam przeszkadzał. Cześć.

Oddalił się kulejąc, samotna sylwetka w rozświetlonym parku.

Olek objął Zosię.

Chodź, kochanie. Hania zaraz się obudzi, trzeba wracać.

Zosia chwyciła za rączkę wózka i ruszyli swoją drogą. Tam, gdzie czekał na nich prawdziwy dom, zbudowany nie na marzeniach o szczęściu, ale na jego gruzach. I to właśnie jest prawdziwe życie solidne, niepodważalne.

Dziękuję za przeczytanie, dobre myśli i wsparcie. Wszystkiego dobrego!

Idź do oryginalnego materiału