Połowę mojego dzieciństwa spędziłem wraz z moją siostrą bliźniaczką, Zosią, w różnych domach dziecka na terenie Mazowsza. Po śmierci rodziców wszystko diametralnie się zmieniło. Gdy skończyliśmy 10 lat, ciotka Halina, siostra naszej mamy, która akurat wchodziła w dorosłość, zabrała nas do siebie do Warszawy. Z czasem, kiedy wyszła za mąż za wujka Andrzeja, oboje stali się dla nas jak rodzice kocham ich i jestem im dozgonnie wdzięczny za wsparcie, dom, ciepło, których nam nie szczędzili.
Na nasze osiemnaste urodziny rodzice zaprosili nas do swojego mieszkania w centrum stolicy trzypokojowego lokum w bloku z lat 70., które kiedyś należało do naszych biologicznych rodziców. Przez wiele lat wynajmowali je, a teraz zaproponowali, abyśmy je sprzedały i podzielili się pieniędzmi, by każde z nas mogło kupić coś własnego. Pomysł od razu przypadł mi do gustu. Mieszkanie miało świetną lokalizację i rozeszło się za dobrą cenę, więc każdy z nas dostał całkiem sporą sumę w złotówkach. Ja, po dołożeniu kredytu hipotecznego, mogłem pozwolić sobie na własne, zadbane dwupokojowe mieszkanie na Pradze Południe. Długo i mozolnie samodzielnie robiłem remont i dokupowałem kolejne meble.
Rodzice odetchnęli z ulgą widząc, iż się ustatkowałem, ale stale martwili się o Zosię. Starali się jej tłumaczyć, iż pieniądze nie są na wieczność, ale ona niezbyt się tym przejmowała zamiast odkładać na mieszkanie, przepuszczała oszczędności na nowinki elektroniczne, wypady do kawiarni na Nowym Świecie i zagraniczne wyjazdy do Paryża czy Barcelony.
Cierpliwość ciotki Haliny się w końcu wyczerpała. Chcąc przemówić Zosi do rozsądku, zagroziła jej, iż jeżeli nie kupi wreszcie mieszkania zanim wszystko roztrwoni, będzie musiała wyprowadzić się z domu. Jak można się domyślić, przez brak rozsądku Zosi na własne mieszkanie w Warszawie już nie wystarczyło, więc zaczęła wynajmować kawalerkę na Ursynowie.
Wtedy pojawił się w jej życiu Krzysiek. Zamieszkali razem, trochę zaczęli oboje oszczędzać byłem z niej naprawdę dumny. U mnie tymczasem układało się coraz lepiej: dostałem awans w pracy, pomagałem finansowo rodzicom, wybrałem się na urlop nad polskie morze i poznałem dziewczynę, Kasię zaczęliśmy poważnie planować wspólne życie.
Niedługo po tym postanowiliśmy zorganizować rodzinny obiad w moim mieszkaniu. Wtedy Zosia ogłosiła, iż jest w ciąży. Po tej wiadomości popłynął z jej ust długi monolog o drożyźnie wynajmu mieszkań, o tym, jak trudno jest dziś związać koniec z końcem, kiedy czynsz prawie przewyższa zarobki Byłem zdezorientowany, aż w końcu Zosia przeszła do meritum.
Oddaj mi swoje mieszkanie, przecież niedługo rodzę, a ty i tak jesteś sam. Przecież możesz na razie wrócić do cioci Haliny, ona chętnie ci udostępni swój wolny pokój powiedziała Zosia.
Odmówiłem, stanowczo, ale uprzejmie. Zosia zaczęła płakać, zabrała Krzyśka i wyszli. Potem jeszcze kilka razy dzwoniła, pytając czy nie zmieniłem zdania, ale ja postanowiłem być nieugięty. W końcu sam włożyłem mnóstwo wysiłku w remont, ciąłem wydatki, ciężko pracowałem na każdą rzecz, dlatego nie zamierzałem oddawać wszystkiego, co osiągnąłem własnymi siłami.
Dziś wiem, iż każdy w życiu odpowiada za własne decyzje. Chociaż wspieram najbliższych, uważam, iż trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów. Dla mnie to lekcja, by nigdy nie zapominać o własnej przyszłości i szanować własny trud.





