Dlaczego nie chcesz nas wpuścić do swojego mieszkania, przecież niedługo urodzę, a ty i tak mieszkasz tam sama?

polregion.pl 2 dni temu

Połowę dzieciństwa spędziłam z moją siostrą bliźniaczką w różnych domach dziecka, bo życie nam nie szczędziło atrakcji. Potem, kiedy już nasza ciotka siostra naszej mamy dorosła do swojej pełnoletności, postanowiła zabrać nas do siebie do Wrocławia. Ona, a później jej mąż, stali się dla nas prawdziwymi rodzicami, takimi z krwi i kości, i naprawdę jestem im bardzo wdzięczna za wszystko, co dla nas zrobili.
Na nasze osiemnaste urodziny przewieźli nas do trzypokojowego mieszkania w centrum miasta mieszkanie to kiedyś należało do naszych rodziców. Cały czas było wynajmowane, a teraz ciotka z wujkiem zaproponowali, żebyśmy je sprzedały, a pieniądze podzieliły po równo, żeby każda mogła kupić sobie własne cztery kąty. Pomysł przypadł nam do gustu. Cena była dobra, dostałyśmy niezły zastrzyk gotówki. Tyle, iż mogłam sobie pozwolić na dwupokojowe mieszkanie (oczywiście z kredytem w złotówkach), ale udało mi się go spłacić w rok. Potem wzięłam się za remont, wymieniałam każdą płytkę i kupowałam meble za własne pieniądze i swoją dumę.
Rodzice byli zachwyceni, iż się ustatkowałam, ale ich ulubionym hobby było martwienie się o moją siostrę, która, zamiast kupować mieszkanie, postanowiła pożyć jak influencerka inwestowała w najnowszy sprzęt, chodziła po sushi barach i wyjeżdżała do Mediolanu albo gdzieś na Malediwy. Był też etap, iż śledziła promocje w stanie błogostanu. Kiedy wujostwo już nie wytrzymało tej beztroski, ciotka zagroziła jej, iż jeżeli nie kupi mieszkania, to będzie spała pod mostem i to tym na Odrze.
No ale kiedy w końcu przyszło do konkretów, pieniędzy wystarczyło jej na wynajem kawalerki pod Wrocławiem, z widokiem na pobliski Biedronkowy parking. Ale wtedy była już z nowym chłopakiem, razem wynajęli mieszkanie i zaczęli trochę przycinać na wydatkach. Ja naprawdę się cieszyłam, iż może w końcu i ona zacznie budować dorosłość.
W międzyczasie dostałam awans, organizowałam grille dla rodziców, wybrałam się na wakacje do Sopotu i poznałam fajnego chłopaka z Katowic, z którym planowaliśmy wspólne życie.
Któregoś razu zorganizowałam małą parapetówkę i cała rodzina wpadła do mnie na pierogi i herbatę z prądem. Wtedy siostra zaserwowała nam bombę: jest w ciąży! Zaraz potem zaczęła monolog, iż z wynajmem w tych czasach to jak ze znalezieniem wolnego stolika w piątkowy wieczór w centrum drogo, tłoczno i wszyscy podejrzliwi. No i iż ich nie stać, żeby płacić za mieszkanie, a przecież ja mam dwa pokoje i sama mieszkam…
I tu padło:
Daj mi swoje mieszkanie, ja za chwilę rodzę, a ty sobie pomieszkasz u ciotki, przecież będą miała wolny pokój!
Patrzę na nią, patrzę na jej brzuch, patrzę na swoje mieszkanie… i mówię stanowczo: „Nie.” Siostra zrobiła dramat na miarę festiwalu filmowego w Gdyni, zabrała chłopaka i się obraziła.
Jeszcze parę razy wydzwaniała do mnie, czy przypadkiem nie zmieniłam zdania, ale moje mieszkanie to efekt lat ciężkiej pracy, kafelków układanych do nocy i szukania promocji na Allegro. Nie będę teraz oddawać swojego dorobku, bo ktoś miał nadzieję, iż życie to same wyprzedaże.
No cóż, każdy jest kowalem swojego losu a nie zawsze ten los jest ze złota.

Idź do oryginalnego materiału