Robert i Zuzanna są przyjaciółmi od przedszkola. Mieszkają w sąsiednich blokach w Warszawie, więc rodzice postanowili posłać ich do tej samej szkoły i do tej samej klasy. Poprosili wychowawczynię, żeby posadziła ich razem w pierwszej ławce. W końcu, klasa liczyła wielu uczniów, zwłaszcza chłopców, więc Robert mógłby chronić Zuzannę, jeżeli coś by jej groziło. Dzieci cieszyły się na wspólne chodzenie do szkoły, a nauka nie sprawiała im trudności.
Kiedy przeszli do trzeciej klasy, mama Zuzanny zauważyła, iż jej córka bardzo się zmieniła. Była stale zalękniona i nie chciała chodzić do szkoły. Któregoś dnia poprosiła mamę, żeby przepisała ją do innej szkoły. Prośba ta bardzo zdziwiła kobietę, dlatego zadzwoniła do mamy Roberta. Okazało się, iż u nich sytuacja jest podobna.
Robert, tak jak Zuzanna, prosił o przeniesienie do innej szkoły. Tego dnia, po lekcjach, mama Roberta zauważyła, iż jej syn ma siniaki na rękach. Obie mamy postanowiły wspólnie pójść do szkoły i wyjaśnić, co dzieje się z ich dziećmi.
Wychowawczyni tłumaczyła, iż wszystko jest w porządku, a może poza szkołą dzieci się pokłóciły z kimś innym. Wtedy nagle do klasy wbiegło wielu uczniów, krzycząc i popychając się. Mamy zobaczyły, jak chłopcy szarpią Roberta za ubrania, a kawałek dalej kilku biło Zuzannę.
Mamy rzuciły się, żeby ratować swoje dzieci, ale nikt ich nie słuchał. Wychowawczyni też próbowała zapanować nad sytuacją, ale dzieci nie reagowały. Jedna z dziewczynek pobiegła do gabinetu dyrektora. Dopiero wtedy wszystko się uspokoiło.
Mamy Roberta i Zuzanny postanowiły nie zostawiać tak tej sprawy. Chciały wezwać rodziców agresywnych chłopców na rozmowę do szkoły albo zgłosić sprawę na policję. Dyrektor próbował je uspokoić i zapewnił, iż następnego dnia zaprosi wszystkich rodziców dzieci do szkoły, a one również będą miał okazję się wypowiedzieć.
Odprowadzając panie do wyjścia, dyrektor wyznał szeptem, iż to są dzieci bardzo zamożnych rodziców. Nie słuchają nikogo, przerywają lekcje, prześladują inne dzieci. Ich rodzice byli już zapraszani do szkoły, ale na nic się to zdało – rodzice ci wcale nie są lepsi od swoich dzieci.
Nazajutrz mamy przyszły do szkoły o wyznaczonej godzinie. Rodzice agresywnych chłopców byli już obecni. Wychowawczyni ostrzegła, iż rozmowa nie będzie łatwa. Rzeczywiście, rodzice od razu zaczęli krzyczeć i bronić swoich synów, nie słuchając ani nauczyciela, ani pozostałych rodziców. Zachowywali się niegrzecznie wobec nauczycielki. Tylko dyrektor zdołał na chwilę ich uspokoić, ale nie na długo.
Nie zapadła żadna decyzja, gdyż roszczeniowi rodzice opuścili salę, prosząc, by nie zawracać im głowy błahostkami. A dyrektor tylko rozłożył ręce, mówiąc: Co można zrobić? Rodzice tych chłopców opłacili remont szkoły, więc nie mam prawa wyrzucić ich dzieci.
W domu Robert i Zuzanna wyjaśnili, iż ci chłopcy upokarzają wszystkich w klasie. Każde dziecko, które idzie samo korytarzem, jest przez nich zaczepiane i bite. Robert i Zuzanna oberwali tylko dlatego, iż chodzą razem a to nie spodobało się agresorom. Mamy postanowiły przenieść swoje dzieci do innej szkoły. Dyrektorka po pewnym czasie odeszła z pracy, bo nie chciała pracować w takiej atmosferze, gdzie dzieci i rodzice nie znają zasad szacunku i przyzwoitości.
Ta historia uczy, iż choćby jeżeli czasem musimy podejmować trudne decyzje, warto bronić swoich wartości i troszczyć się o dobro najbliższych. Szacunek i dobroć powinny być ważniejsze od pozycji społecznej czy pieniędzy to one naprawdę mierzą wartość człowieka.











