Dziesięć lat nie mogę zapomnieć. Jak iść dalej?

newsempire24.com 3 dni temu

Nie mogę zapomnieć go od dziesięciu lat. Jak mam dalej żyć?

Miałam zaledwie 23 lata, kiedy wyjechałam na studia do Stanów Zjednoczonych. Młoda, naiwna, pełna nadziei i marzeń — nie przypuszczałam, iż jedno spotkanie wywróci moje życie do góry nogami i pozostawi ślad, który przez cały czas jest we mnie.

Już pierwszego dnia na uniwersytecie los zetknął mnie z Pawłem. Był ode mnie starszy o dziesięć lat, Polak, opanowany, spokojny — zupełnie nie taki, jakiego zwykle szukałam. Ale kiedy nasze oczy się spotkały, poczułam, iż nie widzę i nie słyszę nikogo innego. Przy stole siedziało dwadzieścia osób, a ja widziałam tylko jego. Coś we mnie drgnęło. Jakbym go od zawsze znała, jakbym go szukała i nareszcie znalazła.

Coraz częściej na siebie wpadaliśmy – okazało się, iż mamy wspólnych znajomych. Zbliżyliśmy się do siebie, aż w końcu rozpoczęła się nasza historia. On zaczął uczyć się polskiego, ja – jego języka. To była prawdziwa euforia. W jego objęciach czułam się sobą, w jego głosie słyszałam czułość, której dotąd znałam tylko z filmów. Byłam szczęśliwa. Do momentu, kiedy dowiedziałam się, iż ma żonę i dziecko w swojej rodzinnej Polsce.

Świat runął w jednej chwili. Chciałam odejść, zerwać wszystko, zapomnieć, ale nie mogłam. Mówił, iż zamierza się rozwieść – żona go zdradziła, ich związek dawno się rozpadł, tylko czeka na odpowiedni moment. Cierpiałam, miotałam się i w końcu wróciłam do Polski. ale wróciłam złamana.

Przez trzy miesiące nie opuszczałam domu. Jedynym, z kim się kontaktowałam, był Paweł. Dzień w dzień — godzinami — rozmawialiśmy przez Skype. Nie zostawił mnie samej w tym piekle. I gdy zdecydowałam się wrócić do Stanów, przywitał mnie na lotnisku z kwiatami i ciepłym posiłkiem, który sam przygotował. Zawsze się troszczył, zawsze pytał, czy mam pieniądze, czy mi zimno, czy jadłam. Był jak starszy brat, a jednocześnie — moja miłość.

Ale niedługo wszystko na nowo poszło nie tak. Żona Pawła postanowiła się nie rozwodzić — dla dobra dziecka. Nie mógł jej zostawić, nie mógł porzucić syna. Uczciwie powiedział mi, iż nie mamy przyszłości. Znów zostałam sama. Drugi raz złamał mi serce.

Minął rok. Wciąż nie mogłam go zapomnieć. Wtedy w moim życiu pojawił się Włodek — również Polak, z tego samego miasta, co Paweł. Zaczęliśmy się spotykać, potem zaszłam w ciążę i urodziłam dziecko. Nie byliśmy małżeństwem, ale żyliśmy jak rodzina. Z Pawłem przez ten czas nie przestałam się komunikować. Pytał o mnie wspólnych znajomych, interesował się, jak się mam, jak żyję, jak dziecko. Nie zniknął z mojego życia, choć był gdzieś w tle.

I tak pewnego dnia — 19 stycznia — mieliśmy z Włodkiem wziąć ślub. Z jakichś powodów przenieśliśmy ślub na lato. A już 21 stycznia — zaledwie dwa dni później — Paweł mnie odnalazł i powiedział, iż w końcu się rozwiódł. Był wolny. Zrozumiałam, iż nie mogę poślubić Włodka. Nie mogę oszukiwać ani jego, ani siebie.

Opowiedziałam Włodkowi całą prawdę. O tym, iż przez te wszystkie lata kochałam innego. Że nie mogłam zapomnieć. Że walczyłam z tym uczuciem, ale było silniejsze ode mnie. Paweł także wyznał, iż nigdy mnie nie zapomniał, iż cały czas o mnie myślał.

Przedstawiłam Pawła mojemu dziecku. Zaproponował nam wspólne życie. I chociaż serce rozrywał mnie ból z powodu Włodka, wiedziałam — nie było wyjścia. Zbyt długo żyłam przeszłością. Przez dziesięć lat próbowałam wyrzucić Pawła z pamięci, ale był we mnie każdą sekundę.

Nie chcę odbierać dziecka Włodkowi. Nie chcę go zranić. Jest dobrym człowiekiem i wspaniałym ojcem. Ale miłość nie wybiera. Albo jest, albo jej nie ma.

Teraz stoję na rozdrożu. Moje serce bije w rytmie bólu i nadziei. Patrzę w oczy swojego dziecka i nie wiem, jak mu wyjaśnić, iż czasem, by być szczęśliwym, trzeba zrobić krok w nieznane. Patrzę w oczy Pawła i widzę w nich tę samą iskrę, którą dostrzegłam w dniu naszego pierwszego spotkania.

Dziesięć lat temu nie wiedziałam, co to prawdziwa miłość. Teraz wiem. Ale ta miłość przyniosła tyle łez, tyle strat, iż nie jestem pewna, czy potrafię być do końca szczęśliwa. A jednak… wybieram ją. Bo nic silniejszego w życiu nie czułam.

Idź do oryginalnego materiału