Dzwonek mojego numeru w telefonie synowej ujawnił całą prawdę na moich urodzinach i zmienił moje plany wobec podarowania mieszkania młodej rodzinie

newsempire24.com 4 godzin temu

Dzwonek w telefonie mojej synowej całkowicie odmienił moje plany, by pomóc młodej rodzinie w zdobyciu własnego mieszkania

Od kilku lat mieszkam sama w przytulnej kawalerce w samym sercu Warszawy. Po śmierci mojego męża, pięć lat temu, odziedziczyłem jeszcze dwupokojowe mieszkanie po cioci, które znajduje się na Pradze miejsce może nie tak prestiżowe, ale naprawdę wygodne i dobrze rozplanowane. Od dawna wynajmowałem tę nieruchomość młodym, zadbanym ludziom; raz w miesiącu zaglądam po czynsz, zaglądam też, czy wszystko jest w porządku. Nigdy przez dwa lata nie miałem z nimi żadnych problemów.

Gdy mój syn się ożenił, razem z żoną postanowili zacząć żyć na swoim, wynajęli mieszkanie na Bemowie i zbierali na wkład własny do kredytu hipotecznego. Nie sprzeciwiałem się temu wiadomo, młodym trzeba pozwolić się wykazać choć w duchu układałem sobie plan, iż za jakiś czas przepiszę im lokal po cioci. Mieli z tym zrobić co chcą: sprzedać, wyremontować, urządzić pod swoje potrzeby.

Po roku od ich ślubu urodził się mój wnuk, a wtedy moja myśl o przepisaniu im mieszkania tylko się umocniła. Zacząłem choćby powoli zbierać potrzebne dokumenty. Jednak tydzień temu wszystko się zmieniło.

Równo po moich sześćdziesiątych urodzinach zapragnąłem zorganizować dla siebie naprawdę ładne przyjęcie wynająłem niewielką salkę w restauracji na Żoliborzu, zaprosiłem z dziesiątki przyjaciół, rodziny i sąsiadów. Nie mogło zabraknąć syna i synowej.

Z synową dogaduję się całkiem nieźle. Ma dość żywiołowy temperament, czasem zdarzą jej się ostre słowa czy nieprzyjemny ton także wobec mnie, ale zawsze tłumaczyłem to sobie młodością, brakiem doświadczenia i nie robiłem z tego problemu. Jednak to, co wydarzyło się podczas urodzin, znacząco odmieniło moje nastawienie.

Syn z żoną przyszli z maluchem. Żona syna już przed wejściem uprzedziła mnie, iż niedługo będą wychodzić, bo w takich warunkach wnuk długo nie wytrzyma to zrozumiałem.

Przy wyjściu synowa zaczęła szukać telefonu. Pomagałem jej, wybierając jej numer, żeby szybciej znaleźć urządzenie.

Cisza na sali, goście przyglądają się, sytuacja się nieco napina, gdy nagle z parapetu rozbrzmiewa wściekły szczek i wycie psa. Całe towarzystwo spojrzało zaskoczone, a synowa gwałtownie pobladła, podbiegła do okna, złapała telefon i natychmiast rozłączyła.

Znajomi popatrzyli na nią, potem na mnie. Brat widząc, iż atmosfera robi się ciężka, puścił muzykę i zaczął wznosić toast za moje zdrowie, próbując rozładować napięcie, ale wszyscy czuli, iż coś pękło.

Przez resztę wieczoru czułem na sobie ukradkowe spojrzenia i słyszałem szepty gości komentujących oryginalny dźwięk, jaki synowa ustawiła przy moim numerze.

Następnego dnia zadzwoniłem do syna i wprost spytałem bo pewnie nieraz słyszał psie wycie, kiedy dzwoniłem do żony ale on tylko zbagatelizował sprawę i nie widział powodów do rozmowy.

Od tego czasu prawie nie mamy kontaktu. Decyzję o przepisaniu mieszkania odłożyłem do momentu, aż relacje się unormują i przynajmniej usłyszę zwykłe przepraszam. o ile dla nich jestem jak pies… cóż, ich wybór.

Idź do oryginalnego materiału