Jak jedno przypadkowe połączenie telefoniczne sprawiło, iż Zosia odkryła, co jej najlepsza przyjaciółka naprawdę myśli o niej i jej rodzinie – szokująca lekcja zaufania i przyjaźni po polsku

newsempire24.com 1 dzień temu

Po tej przygodzie, którą opowiedziała mi przyjaciółka, kompletnie przewartościowałam podejście do ludzi mój mąż zresztą też. Zaczęliśmy ostrożniej dawkować informacje o nas samych, a na plotkach oszczędzać jak na emeryturę. Nie, nie urwaliśmy kontaktów, ani nie chowamy złości po prostu trzymamy życie prywatne za solidną, polską, dębową furtką. A wszystko to przez zabawną, aczkolwiek niezręczną sytuację, w jaką wpadła Basia i jej mąż Tomek.

Basia i Tomek od lat przyjaźnili się z inną parą Joanną i Arturem. Chłopaki razem tyrali w tym samym biurze rachunkowym gdzieś na przedmieściach Poznania, a dziewczyny zaliczały wykłady na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Klasyka polskiej znajomości najpierw piwa po zajęciach, potem wesela, chrzciny i rodzinne grille. Joanna choćby wyswatała Basię z kolegą Artka i jak w Barwach Szczęścia wszystko szło różowo.

Lecz wiadomo: życie to nie bajka. Artur nagle rzucił robotę i znalazł posadę w informatyce na złość wszystkim ZUS-om w kraju. Joanna także złapała etat w jednej z tych ekskluzywnych korporacji, gdzie siedzi się w modnych okularach i pije kawę sojową. Kontakty między parami lekko zwolniły, aż wreszcie Basia, z racji macierzyńskiego, zaczęła mieć bliższą relację z pediatrą niż z Joanną. Kilka urlopów na dzieci, szefostwo nie wytrzymało zaraz po kolejnym zwolnieniu lekarskim Basia dostała wypowiedzenie. No i zaczęły się kombinacje: Tomek musiał zapewnić byt czwórce dzieci i żonie, która zawodowo osiągnęła wyżyny pielęgnowania domowych przetworów.

Nie można powiedzieć, żeby biedowali dom pod Poznaniem, ogródek, jabłonka i własny maraton śniadań. Bez kokosów, ale godnie. Joanna z Arturem dzieci nie mieli, żyli na walizkach, oszczędności inwestowali w podróże, a weekendowe city breaki znali na pamięć jak prognozę pogody.

W końcu Joanna i Artur wpadli na genialny pomysł zaprosić Basię i Tomka z dzieciarnią do swojego domku na wsi, gdzie czas się zatrzymał, internet ledwo zipie, a sąsiad co rano opowiada dowcipy o politykach przy płocie. Miało być swojsko: grill, ognisko i kąpiel w Warcie klasyczne wakacje po polsku. Joanna zadzwoniła do Basi ta była w szoku, iż ktoś ją jeszcze pamięta, ale powiedziała, iż musi skonsultować się z Tomkiem i oddzwoni.

No i tu cała Polska śmieje się do łez: Joanna zostawiła telefon w trybie standardowo włączony mikrofon na stole. A Basia zamiast rozłączyć, postanowiła przez przypadek podsłuchać, jak rozmowa idzie dalej.

I usłyszała, iż ich rodzina to najgorsza patologia, dom jak z Trudnych spraw i powinni się cieszyć, iż mają chociaż gdzie żyć. Dzieci ponoć dzikie jak z lasu, w dodatku po co tyle dzieci, lepiej połowę oddać do domu dziecka. Basia zanudza wszystkich swoimi opowieściami o pieluszkach i kaszkach, a Tomek prostak bez żadnej ogłady. Joanna i Artur zaś prawdziwa elita. Kulturalni, wykształceni, nie muszą się prosić o zaproszenia.

Kiedy po pięciu minutach Joanna się zorientowała, iż coś nie halo, rozmowa się rozłączyła. A Basia z Tomkiem siedzieli w salonie jak po Familiadzie, nie wiedząc czy płakać czy śmiać się z własnego losu. Zanim zdążyli ochłonąć, dzwoni Artur: Możemy przyjechać w weekend? Super! To do zobaczenia. I odkłada słuchawkę jakby nic się nie stało.

Basia z Tomkiem całą noc debatowali, czy konfrontować się czy odwołać wszystko i pojechać na działkę do teściów. W końcu ustalili, iż zobaczą co przyniesie los i przyszła sobota. Joanna i Artur zawitali, przynieśli ze sobą słoik pasteryzowanej fasolki, cztery wuzetki i słynną swoją wyższość społeczną na twarzach.

Na wejściu Artur rzucił hasło:
No widzę, iż tu się grosza nie przelewa! Nie stać was na dobre słodycze?
Spokojnie, koryto do pełna, zaraz się nażrecie, a potem pomożecie we wnoszeniu opału dodał żartobliwie.

Basia nie wierzyła własnym uszom a Joanna dołożyła swoje:
No a wy kiedy w końcu będziecie mieć dzieci? Czy macie takie plany, czy wolicie podróżować bez końca?
Może kiedyś, jeszcze nie teraz odparła Basia z wymuszonym uśmiechem.
Pewnie, teraz to tylko prostacy mają dzieci, elita żyje dla własnej przyjemności pokiwała głową Joanna.

Basia z Tomkiem zaniemówili. Zrozumieli, iż przyjaciele wiedzą chyba o nich więcej niż sam ZUS, choć nie mają pojęcia skąd. Joanna i Artur poczuli się nieswojo i zaraz wymyślili, iż muszą wracać wcześniej, bo pies sam w domu.

Co o tym myślicie? Czy Basia powinna była być milsza, ostrzejsza, a może po prostu zaserwować zimną zupę i czekać, aż sprawa przycichnie? Jak byście się zachowali w takiej knajackiej tfu, polskiej sytuacji?

Idź do oryginalnego materiału