Ach, jak to się dawniej mawiało: Jak ziemia nosi takie matki! Pamiętam do dziś, jak jedna kobieta oddała własne dziecko do domu dziecka, bo nie chciała go leczyć a chłopiec miał dopiero cztery lata.
Od lat młodzieńczych przyjaźniłam się z jedną wyjątkową osobą Marią. Znałyśmy się już dobre trzy dekady. Maria to kobieta o wielkim sercu, której los nie podarował własnych dzieci. Ona i jej mąż, Janusz, bardzo się kochali, ale choć tyle razy modlili się o potomstwo, Bóg nie pobłogosławił im dziećmi. Nie rozstali się, pewno dlatego, iż ich miłość przetrwała najgorsze burze.
Sama mam dwie córki, Zosię i Wiesię. Maria stała się ich matką chrzestną blisko mieszkała, a dla mnie była jak siostra, więc wybór był naturalny. Wciąż mam przed oczami, jak bawiła się z Zosią i Wiesią, ile razy pomagała mi przy dziewczynkach, gdy musiałam gdzieś wyjść, a ona z ochotą zostawała z nimi. Ileż wieczorów przepłakałyśmy razem nad herbatą w mojej kuchni ona niespełniona jako matka, ja czując jej ból, choć miałam własne dzieci.
Minęło trochę czasu, gdy nagle zadzwonili do mnie ludzie od strony ojca, dalecy krewni. Opowiedzieli, iż pewna kuzynka postanowiła oddać swojego synka do sierocińca. Lekarze wydali ciężką diagnozę, a w portfelu nie starczało choćby na leki. Matka chłopca zapatrzona była tylko w mężczyzn, zapomniała o własnym dziecku.
Maria przyszła do mnie bardzo wzruszona. Powiedziała, iż ma przeczucie, by pojechać zobaczyć tego malca. Może nie dam rady, może mnie to przerośnie, ale muszę spróbować mówiła. Gdy tylko spotkała tego chłopca i zajrzała w jego smutne oczy, serce jej podpowiedziało jedno: to jest moje dziecko. I Janusz nie miał wątpliwości, by przygarnąć chłopca razem z nią.
Nie było łatwo. Minął ponad rok rehabilitacji, wizyt w poradniach i u specjalistów. Chłopiec cierpiał na autyzm, ale Maria i Janusz nie dali za wygraną. Przez trud i wytrwałość wyciągnęli dziecko z najgorszych ciemności.
Nie do wiary, ale dziś już dorosły, Grzegorz, bo tak dali mu na imię, ma 24 lata. Skończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, zdobył medale w lekkiej atletyce. Wczoraj, gdy wracałam z jego wesela w Krakowie, przypomniałam sobie dawny ból Marii i podziękowałam losowi, iż kiedyś nie zamknęła serca na dziecko, którego nikt nie chciał.
Taka to była historia; polska, ludzka, cicha, jak te stare jesienne popołudnia, gdy jeszcze wszystko było przed nami.





![Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]](https://m.mamadu.pl/5740752912354bdc3aba5d1deb3fd381,1920,1080,0,0.webp)


![Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IV-Orszak-Trzech-Kroli-w-Gowarczowie-11.jpg)


