Jestem twoją wnuczką

twojacena.pl 9 godzin temu

„To twoja mama przyszła po ciebie, zbieraj się.”

Chodzi takie przekonanie, iż każde dziecko w domu dziecka marzy o tych słowach. Ale Kinga wzdrygnęła się, jakby dostała w twarz.

No dawaj, pakuj się, co się gapisz?

Ewa Nowak patrzyła na nią, nie rozumiejąc, dlaczego dziewczyna wcale się nie cieszy. W końcu życie w domu dziecka to nie cukierki. Wielu uciekało stąd po prostu na ulicę. A Kingę odsyłają do własnego domu, a ona zachowuje się, jakby to był wyrok.

Nie chcę odparła, odwracając się do okna. Jej koleżanka Agata spojrzała na nią ukradkiem, ale nic nie powiedziała. Też nie rozumiała tej reakcji. Sama chętnie wróciłaby do rodziny, gdyby tylko ktoś na nią czekał.

Kinga, no co jest? spytała Ewa Nowak. Tam mama cię czeka.

Nie chcę jej widzieć. I nie chcę tam wracać.

Inne dziewczyny też słuchały tej rozmowy z zaciekawieniem, więc Ewa uznała, iż to nie miejsce na takie tematy.

Chodź ze mną.

Zaprowadziła Kingę do gabinetu i spojrzała na nią ze współczuciem.

Twoja mama na pewno popełniła wiele błędów. Ale widocznie stara się to naprawić. Nie bez powodu pozwolono cię zabrać.

Myślicie, iż to pierwszy raz? Kinga prychnęła. Jestem w domu dziecka już drugi raz. Gdy pierwszy raz mnie odebrała, udawała, iż się zmieniła. Schowała butelki, posprzątała, kupiła trochę jedzenia, znalazła pracę. Gdy przyszli z kontrolą, wszystko wyglądało jak z bajki. A potem, gdy mnie zwrócili, znów się rozpuściła. Jestem jej potrzebna tylko dla zasiłków.

Kinga, ja na to nie mam wpływu. A w domu i tak pewnie lepiej próbowała perswadować Ewa.

Lepiej?! Wie pani, co to znaczy głodować? Albo iść do szkoły w podartych butach, gdy na dworze minus dwadzieścia? Albo chować się w pokoju i modlić, żeby mamowi pijani znajomi do mnie nie weszli? Dlaczego w końcu jej nie pozbawią praw rodzicielskich?!

W oczach Kingi pojawiły się łzy. Tak, nie lubiła domu dziecka, ale tu wiedziała, iż będzie nakarmiona, ubrana i względnie bezpieczna. A w domu? Tylko strach.

Nic nie mogę dla ciebie zrobić westchnęła wychowawczyni.

Szkoda jej było Kingi. Dziewczyna bystra, inteligentna, co w domu dziecka rzadkość. Może i jej matka kiedyś była ciekawą osobą, zanim się zapiła. I choć Ewa pracowała tu już siedem lat, po raz pierwszy spotkała dziecko, które nie chciało wracać do domu.

Mogłabym sama mieszkać? zapytała Kinga. Poszłabym do pracy, wynajęła pokój.

Dopiero gdy skończysz osiemnaście lat pokręciła głową Ewa.

Mam prawie szesnaście! Jestem dorosła!

Ewa też myślała, iż Kinga jest nad wiek dojrzała. Ale nic nie mogła zmienić.

Niestety, musisz być pod opieką dorosłego. Może jest ktoś, kto mógłby cię wziąć? spytała. I wystąpić o ograniczenie praw twojej matki?

Nie mam nikogo Dopóki żyła babcia, było jeszcze jakoś, ale teraz to koszmar.

A ojciec?

Też się zapił. Już nie żyje.

Kinga powiedziała to tak spokojnie, jakby to była norma. W jej świecie była.

Miał rodzinę?

Kinga zamyśliła się.

Chyba żyje jego matka, ale jej nie znam. Nie utrzymywała z nim kontaktu. I rozumiem ją prychnęła. Też bym nie chciała.

Posłuchaj Ewa pochyliła się do przodu spróbuj jeszcze pobyć z mamą, a ja rozejrzę się za twoją babcią. Zgoda?

Kinga skinęła głową. Co jej zostawało?

Oczywiście matka urządziła przedstawienie. Rzuciła się na szyję córce, płacząc na cały dom dziecka. Przepraszała, ściskała ją.

Ale Kinga nie reagowała. Wiedziała, iż gdy tylko wrócą do domu, matka znów się zmieni.

I tak się stało. Pierwszego dnia jeszcze się trzymała, drugiego wróciła ze sklepu z alkoholem.

I wszystko wróciło do normy. Matka piła, wylali ją z pracy. Kinga znów żyła w piekle.

Gdy po dwóch miesiącach do jej pokoju wtargnął pijany mężczyzna, a ona ledwo go wyrzuciła, stwierdziła, iż ma dość.

Na szczęście Ewa dała jej swój numer. Kinga zadzwoniła. Powiedziała, iż albo idzie na ulicę, albo wraca do domu dziecka.

Znalazłam twoją babcię oznajmiła Ewa. Spróbuję z nią pogadać. jeżeli się zgodzi i spełni warunki, może dostać opiekę.

Kinga uparła się, by jechać razem. Choć nie znała babci, liczyła, iż ta jej nie odtrąci. Wystarczyłoby przeczekać parę lat, a potem byłaby wolna.

Drzwi otworzyła kobieta około sześćdziesiątki. Elegancka, postawna.

Czego chcecie? spytała.

Antonina Kowalska? upewniła się Ewa.

Tak, to ja.

Jestem twoją wnuczką wtrąciła Kinga. Po co owijać w bawełnę?

Co?

Córka twojego syna.

Rozumiem. I czego ode mnie potrzebujecie? Antonina zachowała zimną krew.

Możemy porozmawiać? Ewa nie dała Kingi znów się odezwać.

Dobrze. Ale krótko. Muszę się zbierać do pracy.

Antonina nalała im herbaty. Czasem spoglądała na Kingę jak na kosmitkę, ale sama milczała.

Tymczasem Ewa tłumaczyła sytuację.

Rozumie pani, Kingę pewnie znów zabiorą do domu dziecka. Ale pani mogłaby przejąć opiekę.

A po co mi to? spytała Antonina.

No Ewa się zmieszała. To przecież pani wnuczka.

Nie znam jej. I szczerze mówiąc, nie palę się do tego. Mój syn napocił mi już za życia sporo krwi. Wolałabym zapomnieć, iż w ogóle istniał.

Proszę zrozumieć, Kinga żyje w strasznych warunkach, pani mogłaby

Dziewczyna przerwała.

Antonino Kowalska, nie znamy się i, szczerze, też nie mam ochoty się poznawać. Też chciałabym wymazać rodziców z pamięci. Ale prawo mi na to nie pozwala. Jestem za młoda. Mogę tylko obiecać, iż nic od pani nie chcę. Potrzebuję tylko podpisu na papierach i dachu nad głową do osiemnastki. Kończę gimnazjum, potem pójdę do pracy. Oczywiście planuję dalej się uczyć, gdy stanę na

Idź do oryginalnego materiału