Jurek, ty siebie słyszysz? To ja mam chodzić z brzuchem po czterdziestce, żeby naprawiać błędy twojej młodości?
A dlaczego nagle ja mam płacić za to, iż wolałeś siedzieć w swoim warsztacie niż spędzać czas z własnym synem? ze szczerym zdziwieniem zapytała Anna.
Aniu, ale czemu się tak uparłaś! naciskał Jerzy. Byłem głupi wtedy! Nie doceniałem. Nie rozumiałem, co tracę. Teraz już wszystko przepadło, Staś nie traktuje mnie już jak ojca!
A czy on się myli? Anna gorzko się uśmiechnęła. Siedemnaście lat spędził nie z ojcem, tylko z współlokatorom w pokoju. Myślałeś, iż dziecko można wyłączyć i włączyć, jak telewizor, gdy najdzie cię ochota pobawić się w tatę?
Jerzy spochmurniał i spuścił wzrok. W jego oczach zapłonęła znajoma irytacja. Ta sama, którą Anna widywała przy każdej wzmiance o jego ojcowskich obowiązkach.
Aniu, daruj już! To sprawy dawno przebrzmiałe. Daj mi jeszcze jedną szansę uparcie domagał się.
Żebyś znowu się pobawił i zostawił wszystko na mojej głowie, a kolejne dziecko wychowywało się bez ojca? Anna skrzyżowała ręce na piersi. Dziękuję, jeden raz mi wystarczył. Nie, Jerzy, choćby nie będziemy o tym rozmawiać.
Twarz mężczyzny wykrzywił grymas żalu i złości. Nie znalazł odpowiedzi, więc tylko prychnął i zatopił się w telefonie.
Kłótnia się zakończyła. Przynajmniej na razie. Ale problem pozostał. Ich rozmowa zostawiła w sercu Anny ciężki osad. I nie chodziło tylko o niedorzeczne żądania męża. Najbardziej bolało ją z powodu Stasia.
…Anna miała dwadzieścia trzy lata, gdy Staś pojawił się na świecie. Wciąż pamiętała, jak zmęczona, ale szczęśliwa stała przed szpitalem z maleńkim zawiniątkiem w białym kocyku na rękach.
Jerzy pochylał się nad nimi jak sokół, nie odstępował na krok. Promieniał szczęściem, poprawiał co chwilę kocyk, całował Annę w czoło, czasem z nabożeństwem brał syna na ręce.
Cały ja! Z tą samą dziurką w brodzie zachwycał się z błyskiem w oku. Teraz jestem ojcem, Aniu!
Dopiero teraz to zaczynam rozumieć. Wszystko dla niego zrobię, będę z nim! Będę z nim chodzić, przewijać, uczyć grać w piłkę… Będę najlepszym tatą na świecie, zobaczysz!
Anna patrzyła na niego z nie mniejszym zachwytem. Wierzyła w każde słowo. Myślała wtedy, iż będą mieć rodzinę idealną: pełną miłości, troski i wspólnych radości.
Jednak rzeczywistość, jak to zwykle bywa, okazała się surowsza…
…Głęboka noc. Chodziła z podkrążonymi oczami po pokoju, bujając na rękach malca, który płakał z powodu kolki. To już trzeci raz tej nocy. Jerzy z niezadowoleniem kręcił się w łóżku, naciągając kołdrę na głowę.
Ucisz go wreszcie! syknął cicho. Muszę rano wcześnie wstać do pracy!
W takich chwilach Anna łkała bezsilnie w drugiej izbie. Dziecko płakało jej coraz głośniej, ale nie miała wyboru. Zamykając drzwi, godzinami tuliła Stasia, by mąż się wyspał.
Weekend. Zmęczona całym tygodniem bez snu, nieśmiało prosiła:
Jurek, może poszedłbyś z nim na spacer chociaż dwie godziny? Padam z nóg, muszę się przespać…
Aniu, może potem? Teraz nie mogę, mam plany. Chłopaki mi auto przyprowadzą do naprawy.
Ale ja już naprawdę nie daję rady…
Ania, ty jesteś silna! Poradzisz sobie. Ja później wrócę i pomogę.
Drzwi zamykały się, a Anna zostawała sama ze swoją siłą i wyczerpującym macierzyństwem. Na obiecaną pomoc nigdy się nie doczekała.
Czas płynął. Staś dorastał. Anna stale próbowała zbliżyć ojca do syna. Przychodziła do Jerzego, który wylegując się przed telewizorem oglądał mecz. Podawała mu rumianego malca wyciągającego do ojca rączki.
Weź go, pobaw się z nim trochę prosiła już nie dla własnego odpoczynku, ale by scalić rodzinę.
Jerzy brał syna niechętnie, jakby dostał podejrzanym pakunek. Trzymał niemowlę na wyciągniętych rękach i patrzył ponad jego głową na ekran. Minuta, może półtorej i już odkładał syna na podłogę, wracając do meczu.
Minęło kilka lat. Staś miał już pięć lat. Siedział na dywanie w pokoju, z klocków budował zamek. Jerzy przechodził obok, choćby nie spoglądając na syna. Chłopiec także nie podnosił oczu przywykł już do nieobecności ojca w swoim życiu.
Jerzego nie można było nazwać całkowitym nieudacznikiem. Przynosił do domu pieniądze, czasem pomagał Annie przy gotowaniu i sprzątaniu.
Lecz dzieciństwo syna zwyczajnie przegapił. Czy można dziwić się, iż dorosły już Staś nie postrzegał go jako ojca?
Stasiu, jak tam w szkole? zaczął z czasem Jerzy.
Eee… dobrze. W porządku syn odpowiadał niepewnie.
Z ocenami wszystko dobrze? Jak będziesz czegoś potrzebował, pytaj śmiało. Pomogę. Edukacja to ważna sprawa.
Nie chcę, żebyś kiedyś musiał być zamiataczem ulic żartował, jednak Staś tylko podziękował i uciekał do swojego pokoju.
Jak chcesz, to możemy w weekend na ryby, co? wołał jeszcze za synem.
Ale Staś już nie odpowiadał. To Anna wiedziała, iż dziś w szkole miał dyskotekę, zaprosił tam koleżankę z równoległej klasy, która mu się podobała, a ona odmówiła. I iż ryby go zupełnie nie interesują.
Pociąg już odjechał. Staś nie był już małym chłopcem łaknącym ojca. Dzieciństwo, które Jerzy próbował nadrobić, bezpowrotnie minęło.
I kiedy to dotarło do niego, zapragnął poprawki drugiego dziecka. Anna, pamiętająca każdą nieprzespaną noc, była stanowczo przeciwna.
Wkrótce wieści o rodzinnych konfliktach dotarły do krewnych.
Córeczko, wiem wszystko, Jurek mi powiedział. Posłuchaj matki, zdecyduj się na drugie. Jurek się zmienił, wydoroślał! Daj mu drugą szansę. To takie szczęście znowu wychowywać maleństwo!
Teściowa wtrąciła swoje trzy grosze.
Aniu, jeżeli tego nie zrobisz, możesz go stracić powiedziała. Twój mąż ma marzenie, chce być ojcem. Nie zgodzisz się ty, to znajdzie sobie kogoś innego. A sama przecież też na tym skorzystasz. Przemyśl przyszłość. Starszy syn zaraz wyfrunie z gniazda, a drugi wzmocni wasze małżeństwo, da wsparcie na starość.
Annie było podwójnie przykro słyszeć to wszystko od starszej kobiety. Jakby jej życie i ciało były przedmiotem szalonego targu.
Wszyscy widzieli w niej jedynie matkę i żonę, nie wykończoną kobietę, która już raz przez to przeszła i pamiętała, jak się to kończy.
W końcu z rozpaczy wpadła na pewien plan. Częściowo absurdalny, ale obrazowy. Wyszperała w schowku starą puszkę z dziecięcymi rzeczami Stasia i znalazła tam tamagotchi.
Małego elektronicznego pupila, którego trzeba było karmić, zabawiać, leczyć i sprzątać. Gdy Jerzy wrócił z pracy, Anna wręczyła mu plastikowe jajko z maleńkim szarym ekranem.
Co to jest? spytał zdezorientowany, oglądając prezent.
Twoja próba generalna. Spróbuj chociaż części tego, co będziesz musiał robić jako ojciec. Tę zabawkę trzeba karmić o określonych porach i się nią opiekować.
Jak z niemowlęciem, tylko wystarczy naciskać guziki. Zrobisz coś nie tak będzie piskieć i domagać się opieki. jeżeli utrzymasz tamagotchi przy życiu przez rok uwierzę, iż jesteś gotowy na dziecko.
Jerzy najpierw spojrzał pytająco, a potem wybuchnął śmiechem, traktując to jako żart. Kiedy jednak dostrzegł powagę jej twarzy, śmiech ustąpił irytacji.
Naprawdę? Porównujesz żywe dziecko do tego ustrojstwa?
Zacznij choćby od tego. jeżeli tego nie ogarniesz, o dziecku nie ma co marzyć.
Uśmiechnął się, myśląc, iż to drobiazg. Schował zabawkę do kieszeni.
Pierwsze trzy dni cierpliwie wstawał w nocy, by karmić wirtualnego zwierzaka. Piątego dnia zaczął się denerwować, ale nie poddawał się. Po tygodniu narzekał, iż przestaje dawać radę w pracy przez niewyspanie.
Ósmego dnia wieczorem rzucił tamagotchi na stół. Na ekranie wyświetlał się wymowny krzyżyk oznaczający porażkę.
Zapomniałem nakarmić. Awantura w robocie rzucił krótko, unikając wzroku żony.
Od tego czasu kłótnie nie ustały, ale wygasły. Atmosfera niezrozumienia pozostała, ale Jerzy nie nalegał już tak gorliwie.
Minęły trzy lata, życie samo ustawiło wszystko na swoim miejscu. Staś, już student, przyprowadził do domu dziewczynę, a niedługo oznajmili, iż spodziewają się dziecka.
Jerzy znów się zmienił. Entuzjazm nie znał granic. Zaczął mówić o drugim szansie tym razem w roli dziadka.
Podarował młodym wózek z odłożonych pieniędzy, nakupił kombinezonów nie w tym rozmiarze i klocków LEGO z drobnymi częściami. Przysięgał, iż będzie najlepszym dziadkiem na świecie. Że będzie pomagał, siedział i spacerował z wnukiem.
Anna patrzyła na to wszystko z dystansem.
Kiedy urodził się wnuk, historia zatoczyła koło. W pierwszych tygodniach rzeczywiście pomagał, bujał malca, robił zdjęcia. Ale szybko, gdy minął początkowy entuzjazm, wszystko się zmieniło.
Na jego naleganie młodzi wynajęli mieszkanie, a pomoc Jerzego ograniczyła się do rzadkich, przemyślanych wizyt w weekendy, gdy wnuk był wykąpany, najedzony i w dobrym humorze.
Jeśli tylko dziecko zaczynało płakać, Jerzy zawsze znalazł pilny telefon, nagłą wizytę albo obowiązek przy mamie i jej działce.
Anna przychodziła z pomocą, patrzyła na syna i jego zmęczoną żonę i wiedziała: podjęła kiedyś adekwatną decyzję.
Staś wyrósł na czułego, odpowiedzialnego mężczyznę, który nie zostawiał żony samej. A Jerzy… pozostał tym, kim zawsze był człowiekiem kochającym wyobrażenie ojcostwa, a nie jego istotę.
Napiszcie w komentarzach, co myślicie o tej historii? Czy żona postąpiła słusznie? Dajcie znać, polubcie!










