Już gorzej być nie może!

twojacena.pl 1 dzień temu

Pamiętam, jak kiedyś tak dawno, jakby już wczoraj toczyło się moje życie w małej kamienicy przy warszawskim Zgrodzie. Mój mąż, Wojciech, nie mógł już dłużej znosić mojego niepokoju. Alu, dość tego! wzywał mnie, gdybyśmy mieli razem zamieszkać w jednej łazience. Sam sobie nie wiesz, co cię trzyma w domu? Nie zamykam ci drzwi na klucz! Idź na spacer, a nie ja cię powstrzymuję.

Siedziałam przy dużym oknie salonu i patrzyłam smutnym wzrokiem na złocisty park za oknem. Z zewnątrz wydawało się, iż moje życie jest piękną scenerią: kochający mąż, oczekiwanie pierwszego dziecka, przestronny dom kupiony na kredyt. Miałam dwadzieścia pięć lat, a zewnętrznie wpisywałam się w obraz udanej młodej kobiety, ale w środku rozrastało się ciężkie, lepkie przygnębienie.

To znużenie zakiełkowało po tym, jak legło w gruzach moje jedyne zawodowe marzenie. Trzy lata temu, po przeprowadzce do Warszawy, podjęłam pracę w agencji reklamowej, ale po dwóch miesiącach projekt się rozpadł, a obiecane wynagrodzenie nie nadeszło. Od tamtej pory ręce opadły, rozmowy kwalifikacyjne, załatwiane przez znajomych, nie przyniosły efektu, a strach przed ludźmi stał się moim nieodłącznym towarzyszem.

Paradoks polegał na tym, iż z dyplomem psychologa stałam się najbardziej bezsilnym przypadkiem dla samej siebie. Wykształcenie, które miało otworzyć drzwi do zrozumienia świata, stało się jedynie gorzkim przypomnieniem o tym, jak daleko oddaliłam się od własnej kompetencji.

Samotność w ogromnym domu przytłaczała mnie szczególnie mocno. Mąż, kilka lat starszy, spędzał długie godziny w pracy. Kiedy postanowiłam kiedyś podzielić się ciężarem, odrzucił mnie z irytacją.

No, dość! Nie gadam, wywołujesz we mnie negatywne emocje, Alu rzekł suchym tonem. Starałam się nie przypominać mu o sobie, zwłaszcza iż finansowo zapewniał nas w zupełności. Nie brakowało nam pieniędzy, ale od czasu do czasu w drobnych uwagach wdzierały się zarzuty.

Z rodziny Wojciecha też było wiele problemów. Teściowa, od pierwszego spotkania, nie polubiła mnie. Nie będąc zbyt rozmowną, unikałam plotek, co jedynie podsycało jej niezadowolenie.

Ona myśli, iż my jesteśmy oszustami mijało mnie myśl podczas wspomnień o przedślubnych przygotowaniach. Teściowa nalegała na intercyzę, domagając się dowodu naszych poważnych zamiarów. Rodzina przywiozła sto tysięcy złotych ogromną sumę dla nich, zamieszkałych na wsi, ale to nie zmieniło jej nastawienia. Nieustanny negatywny ton, podstępna uprzejmość przy osobistych spotkaniach wyczerpywały mnie do upadłości.

Z moim ojcem relacje były katastrofą od dzieciństwa. Musiałam błagać go o pieniądze choćby na jedzenie, co zostawiło głęboki bliznę. Niedawno postanowił zakończyć to raz na zawsze, twierdząc, iż nie jestem jego córką i iż potrzebował ode mnie wyłącznie gotówki.

Dość błagań! krzyczał przez telefon. Pytaj męża! Wyszłaś za mąż, nie muszę cię utrzymywać! A ja nie chciałam go prosić, bo wstydziłam się tego. Po tym zerwałam z nim wszelkie kontakty, ale wstyd nie zniknął.

Ciąża przyniosła chwilową ulgę: teściowa na krótko ucichła. Jednocześnie mąż coraz rzadziej wracał do domu, wracając dopiero zmierzchu.

Muszę częściej wychodzić na dwór szeptałam do siebie, ale strach przed ludźmi paraliżował. Wyjść przez drzwi było dla mnie niczym wyczyn Wojciech nie chciał iść ze mną. Zawsze miał coś ważniejszego.

Sytuację pogarszała młodsza siostra męża, której pomogłam dostać się na Uniwersytet w Łodzi. Po otrzymaniu pomocy nagle zaczęła mnie lekceważyć, obrażać, a choćby ignorować, jakby mnie nie było.

Rozmawia ze mną jak z psem skarżyła się matka, gdy widziałam, iż nie robię nic dobrego. Co jej zrobiłam? Przecież zawsze jej pomagałam.

Pewnego wieczoru, kiedy mąż wrócił, zebrałam się na odwagę i usiadłam naprzeciwko niego w salonie.

Musimy porozmawiać o tym, co się dzieje między nami zaczęłam cicho. Wojciech odłożył telefon.

O czym, Alu? Miałem ciężki dzień. jeżeli znów zamierzasz jęczeć, lepiej już nie zaczynaj! wybuchł. Jestem zmęczony! dodał.

Nie mogę już tak żyć. Czuję się zupełnie niepotrzebna odpowiedziałam.

Mąż wkurzył się:

Mówisz bzdury. Masz wszystko. Dom, mnie, niedługo dziecko. Co jest nie tak? pytał.

Z zewnątrz tak wygląda, ale nie czuję się częścią tego wszystkiego. Boję się wyjść z domu, ludzie mnie przerażają, nie mogę pracować. To nie lenistwo, to problem tłumaczyłam.

Psycholog, co? uśmiechnął się sarkastycznie, a ten uśmiech spalił mnie. Jesteś jak szewc bez butów. Samą siebie wciągnęłaś w ten kąt strachu. Przezwycięż to i żyj normalnie.

Nie rozumiesz, to nie strach, to wyobcowanie. Po nieudanej próbie pracy zgubiłam orientację. A twoja matka jej zachowanie jest nie do zniesienia odpowiedziałam.

Nie zaczynaj o mamie. Wie, iż potrafi być ostra, ale nie jest już młoda i troszczy się o mnie odparł.

Uśmiechnęłam się smutno:

Troszczy się, iż nas oszuka? Że nie jesteśmy tymi, za jakich się nam wydaje? Wciąż nie wierzy w nasz związek, czuję to. Wojciech, ona uważa mnie za jakąś oszustkę.

Alu, dramatyzujesz. Po prostu znajdź sobie zajęcie. Idź do przyjaciółki, spaceruj w parku, posprzątaj mieszkanie! Wracam z pracy, a w domu bałagan! krzyczał.

Nie mam tu przyjaciółek. Boję się wychodzić sama! I nic mi nie pomogło, kiedy powiedziałeś, iż wywołuję u ciebie negatywne emocje. Myślisz, iż to daje mi siłę? Potrzebuję twojego wsparcia błagałam.

Mam dość twoich ciągłych narzekań! Pracuję, żeby cię utrzymać, a ty tylko jęczysz wykrzyknął.

Nie proszę, żebyś mnie utrzymywał! Potrzebuję wsparcia. Twojej uwagi, troski, choćby współczucia. Czuję się niżej od progu, a ty to tylko potęgujesz załamałam się.

Dość! wpadł Wojciech, zachowujesz się jak niewdzięczna. Jego głos odbijał się echem po ścianach.

Łzy zaczęły mi napływać do oczu, ale udało się je powstrzymać.

Nie czuję się twoją żoną, czuję się służącą w tym domu, który tylko maskuje brak szczęścia. Twoja siostra mnie obraża, twoja matka knuje intrygi, a ty przychodzisz i mówisz, iż wywołuję u ciebie negatywne emocje wyznałam. Może to ja prowokuję ich swoim zachowaniem?

Rozmowa nie doprowadziła do niczego. Mąż wstał i udał się do sypialni, nie mówiąc więcej. Ja zostałam w salonie, zdając sobie sprawę, iż próbując wylać duszę, jedynie wzmocniłam mur między nami. Wszystkie urazy od teściowej, ojca, niepowodzenia w karierze zlały się w jedną wielką kulę, która przytłaczała każdy oddech.

Następnego dnia podjęłam decyzję. Nie mogłam zmienić teściowej ani ojca, ale mogłam zmienić własne podejście. Mogłam się zamknąć w skorupie i zerwać wszystkie kontakty ze światem, ale nie mogłam tak zrobić niedługo miałam zostać matką i dla dziecka musiałam coś naprawić.

Wzięłam laptop i po raz pierwszy od dawna otworzyłam konto w serwisie społecznościowym. Na liście znajomych pojawiły się twarze z przeszłości, które mogły mi pomóc.

Cześć, Ania. Potrzebuję pomocy. Całkowicie się zagubiłam napisałam do jednej z dawnych koleżanek ze studiów, która prowadziła prywatną praktykę.

Wkrótce otrzymałam odpowiedź z propozycją rozmowy telefonicznej. Gdy zaczęłyśmy rozmawiać, po raz pierwszy poczułam, iż ktoś słucha mnie bez osądzania i bez żądania wdzięczności.

Alu, nie pomożesz sobie, jeżeli będziesz się zamykać. Ciąża to stres, a twój mąż nie jest psychologiem, po prostu nie wie, jak cię wesprzeć powiedziała.

Jak mam wyjść z tego strachu przed światem? Nie mogę pracować, nie mogę choćby iść do sklepu każdy krok przed drzwiami wywołuje drżenie zapytałam.

Zaczniemy od małych rzeczy. Musisz codziennie opowiadać mi, co czujesz, bez upiększeń. Nie zostawię cię w potrzebie zapewniła.

Rozpoczęłam pracę z Anią online, omawiając nie tylko traumę z dzieciństwa związane z ojcem, ale także bieżący stan. Strach nie zniknął od razu, ale ciężko pracowałam nad jego osłabieniem. Rozmowa z mężem o przyszłości w końcu się odbyła, ale tym razem nie obwiniałam go.

Zacznę pracować zdalnie. To będzie moja terapia i zawód. Nie będę prosić o pieniądze, będę zarabiać na własne zajęcia oznajmiłam.

Wojciech zdziwił się:

Co to będzie za praca?

Centrum kryzysowe szuka operatora. Będę rozmawiać z kobietami w trudnych sytuacjach, słuchając ich i pomagając im, a przy tym samej sobie pomagam odpowiedziałam.

Wojciech wzruszył ramionami:

No tak, jesteś psychologiem. Spróbuj. Gorsze już nie będzie. mruknął.

Pod czujnym okiem przyjaciółki zaczęłam powoli zmieniać swoje życie. Praca przynosiła satysfakcję naprawdę byłam potrzebna. Z czasem nadzieja, iż kiedyś znów będę sobą, rosła. Najważniejsze, by mój stan nie wpłynął na dziecko. Najważniejsze było wydostać się z depresji. A iż to depresja, już nie wątpiłam.

Idź do oryginalnego materiału