Kiedy pracowałam, mój mąż poszedł odebrać dzieci, a kiedy do niego podeszłam, nie otworzył mi drzwi.

polregion.pl 4 godzin temu

Kiedy byłem w pracy, moja żona poszła odebrać dzieci, a kiedy podszedłem do drzwi, nie otworzyła mi wejścia.

Mieszkam teraz z rodzicami, a moje dzieci Kacper i Zofia mieszkają z żoną. Nie dlatego, iż ją kocha, ale dlatego, iż postanowiła mnie tak ukarać.

Poznaliśmy się dobrze. Nasz wspólny przyjaciel przedstawił nam się sobie. Od razu się polubiliśmy i nie zwlekaliśmy z decyzją o ślubie. Po roku wzięliśmy ślub w Krakowie. Byłem już w ciąży, a rodzice obojga pomogli nam znaleźć mieszkanie kupili małe, jednopoziomowe lokum w dzielnicy Praga. Było niewielkie, ale przynajmniej nasze.

Tuż po narodzinach Kacpra zaczęły się kłopoty. Żona nie była przygotowana na nocne płaczki i kaprysy dziecka. Denerwowało ją rozrzucone zabawki i przewieszone pieluchy. Nie podobało jej się, iż muszę cały czas opiekować się synem.

Rok później pojawiła się kolejna dobra wiadomość spodziewaliśmy się kolejnego dziecka. Zosia przyszła na świat, a nasz związek pogorszył się jeszcze bardziej. Jednopokojowe mieszkanie stało się duszące, żona była coraz bardziej drażliwa, ciągle się kłóciliśmy.

Zrzucała na mnie winę za wszystko: iż rodzice nie zapewnili nam lepszego lokum, iż po dwóch porodach przybrałem na wadze, iż jestem złym ojcem i źle wychowuję dzieci, iż hałasują. Widać było, iż rodzina powoli się rozpada.

Postanowiłem posłać dzieci do przedszkola i szukać pracy. Do tej pory byłem bezrobotny, a żona coraz częściej wracała do domu w stanie nietrzeźwym. Żądania wobec mnie i dzieci rosły. Zdecydowałem, iż odejdę i zamieszkam z dziećmi w wynajętym mieszkaniu, pod warunkiem iż będę zarabiał.

Znalazłem pracę w Warszawie, zarabiam ok. 5000 zł miesięcznie, i poznałem miłego faceta, z którym zaczęliśmy się spotykać. To było jak wentyl. W domu czekało mnie tylko sprzątanie, pranie, gotowanie, prasowanie i pijany mąż. Pewnego dnia nie wytrzymałem i podjąłem decyzję.

Wziąłem dzieci i odjechałem. Na kilka dni zamieszkałem u rodziców, a potem wynająłem własne mieszkanie. Pewnego dnia, kiedy byłem w pracy, żona przyjechała do przedszkola po dzieci i zabrała je ze sobą. Poszedłem do niej, a ona po prostu nie otworzyła drzwi, choć była w domu.

Teraz postawiła mi warunek: albo wrócę, albo złoży pozew o rozwód, a dzieci zostaną z nią, a ja będę płacił alimenty. Boję się tego, bo ma znajomości i sąd może przychylić się do niej. Najgorsze jest to, iż nie dba o dzieci używa ich tylko do manipulacji. W głębi serca wiem, iż jeżeli nie przyjmę jej warunków, w końcu się nimi znudzi i wrócą do mnie. Ale nie wiem, jak długo mam czekać

Idź do oryginalnego materiału