Odkąd usłyszałem tę historię od mojej serdecznej znajomej, całkowicie przewartościowałem, jak traktuję ludzi wokół siebie, na co wpłynęła również moja żona. Od tamtej pory zaczęliśmy spędzać znacznie mniej czasu ze znajomymi i staraliśmy się nie opowiadać zbyt wiele o naszym prywatnym życiu. Nie oznacza to, iż zupełnie przestaliśmy im ufaćnadal utrzymujemy z nimi poprawne relacje, ale zdecydowanie trzymamy ich na większy dystans. A wszystko zaczęło się od nieprzyjemnej sytuacji, jaka przytrafiła się mojej bliskiej znajomej oraz jej mężowi.
Byli zaprzyjaźnieni z inną parą od bardzo dawna. Mężowie pracowali razem w tej samej firmie w Warszawie, a kobiety poznały się jeszcze na studiach na Uniwersytecie Warszawskim. W pewnym momencie koleżanka mojej żony wyszła za mąż, niedługo potem miała córkę. Przedstawiła swojej przyjaciółce współpracownika swojego męża i tak narodził się drugi związek.
Wkrótce mąż przyjaciółki zmienił pracę na lepszą, z wyższą pensją. Ona również dorobiła się nowej, dobrze płatnej posady w jednej z prężnie rozwijających się firm w Krakowie. Ich kontakty stały się jednak coraz rzadsze. Przyjaciółka po urodzeniu dzieci często przebywała na zwolnieniach lekarskich, co nie spodobało się jej przełożonym i ostatecznie pod jakimś błahym powodem została zwolniona.
Jej mąż musiał wziąć na siebie ciężar utrzymania całej rodziny; mieli już wtedy czwórkę dzieci. Pomimo tych trudności udawało im się zapewnić rodzinie dobry poziom życia. Kupili spory dom na obrzeżach Poznania, dbali o ogród i domowe obowiązki. Ich zarobki w końcu się wyrównały, choć nigdy nie stali się szczególnie zamożni.
Druga para dzieci nie miała, skupiała się na rozwoju kariery. Często jeździli na wczasy do Zakopanego lub nad Bałtyk, korzystali z życia po swojemu.
Pewnego dnia zaprosili tę pierwszą parę na weekend do swojego domu letniskowego na Mazurach. Liczyli, iż wspólnie odpoczną na łonie natury, zrobią grilla, popływają w jeziorze i pójdą na grzyby do lasu. Pogoda zapowiadała się idealnie. Jedna z kobiet zadzwoniła do przyjaciółki z propozycją spotkania. Ta ucieszyła się, ale poprosiła o chwilę, by skonsultować się z mężem i oddzwonić z odpowiedzią. Po rozmowie jej przyjaciółka odłożyła telefon na stół, nie rozłączając połączenia. Wtedy usłyszała o sobie i swojej rodzinie rzeczy, które zupełnie ją rozłożyły na łopatki.
Jak się okazało, znajomi uważali ich za nieudaczników, kompletnie niedoświadczonych życiowo. Ich zdaniem, z czwórką dzieci ledwo wiążą koniec z końcem, ich dom to podobno ruina, którą powinni się raczej wstydzić, dzieci były dla nich niegrzeczne, a według nich najlepiej byłoby połowę oddać do domu dziecka. Kobieta została uznana za nudziarę, która potrafi mówić tylko o dzieciach.
Mąż był określony jako prostak, z którym nie ma o czym rozmawiać. Po chwili połączenie samo się zakończyło, a para która to usłyszała, była zszokowana i rozważała choćby pójście do tych “przyjaciół” i powiedzenie im prosto w oczy, co o tym myślą. Zaraz jednak zadzwonił telefonmąż znajomej oznajmił, iż wpadną w weekend, a mąż z drugiej pary zgodził się bez wahania.
Małżonkowie przedyskutowali wszystko i postanowili poczekać na wizytę gości. Gdy ci przyjechali, przynieśli tanie dżemy i cukierki dla dzieci za kilka złotych z Biedronki. Zaraz po wejściu gospodarz wypalił:
To chyba macie słabą wypłatę, skoro choćby na porządne przekąski was nie stać! Ale spokojnie, my się podzielimy, na stole jest pełno pysznych rzeczy. Najpierw zjedzcie, a potem trochę nam pomożecie; pracy nie brakuje.
Goście byli tak zdumieni, iż nie wiedzieli, jak to skomentować. Zaraz do rozmowy włączyła się gospodyni:
A wy dzieci jeszcze nie macie?
Na razie nie planujemy, chcemy jeszcze trochę dla siebie pożyć powiedziała niezręcznie koleżanka.
Tak myślałam! Tylko prymitywy robią dzieci. Porządni ludzie żyją dla siebie! skwitowała kobieta.
Po tych słowach obu gościom po prostu odebrało mowę. Zorientowali się, iż gospodarze wiedzą o nich więcej, niż powinni, ale nie potrafili pojąć, skąd zdobyli takie informacje. Gdy tylko nadarzyła się okazja, wymyślili powód i gwałtownie się ulotnili.
Ciekaw jestem, co myślicie o takiej sytuacji? Czy zachowali się adekwatnie? A może powinni być dla swoich gości bardziej uprzejmi, albo wręcz przeciwnie, zachować się bardziej dosadnie? Jak zachowałbyś się na ich miejscu?















