Kobieta usiadła na tylnym siedzeniu i z przerażeniem zauważyła, iż jej syn już tam nie zmieści.
Mój mąż, nasze dzieci i ja spędzaliśmy wakacje w górach. Pewnego dnia przytrafiła nas nieprzyjemna sytuacja.
Zarezerwowaliśmy wycieczkę po Tatrach, której program obejmował miejsca niedostępne pieszo. Postanowiliśmy poświęcić jeden dzień na ten wypad.
Kupiliśmy cztery bilety, po jednym na każde miejsce. Tuż po nas do busa wprowadziła się pełna kobieta z małym chłopcem. Obaj mieli podobną budowę ciała. Wcisnęli się ledwo pomiędzy rzędy. Kobieta usiadła na tylnym siedzeniu i stwierdziła, iż jej syn nie zmieści się w tym miejscu. Wstała, szukając wolnego miejsca dla dziecka.
Rozejrzała się po naszych szczupłych synach i postanowiła posadzić swojego chłopca obok nich.
Mój mąż, Marek, przerwał jej powiedział, iż zapłaciliśmy za te siedzenia i nie ma powodu, by przemieszczać nasze dzieci. Barbara nie ustępowała, zaczęła choćby spierać się z przewodnikiem.
Twierdziła, iż mamy obowiązek wtrącić się w tłum. Dlaczego mielibyśmy to robić? Zaproponowała, iż odwołamy wycieczkę i zwrócimy bilety. Inni turyści dołączyli do niej zaczęli krzyczeć, iż jesteśmy nieuprzejmi.
Dzieci, Staszek i Bartek, postanowiły ruszyć dalej, aby wycieczka mogła trwać, podczas gdy kierowca czekał, aż konflikt się uspokoi. Nastrój został zupełnie zrujnowany.
Zastanawiam się: czy mamy rację? Po co mielibyśmy zmuszać nasze dzieci do podróżowania w tak ciasnym otoczeniu, skoro zapłaciliśmy za bilety? Co o tym sądzicie?















