Mam dwadzieścia dziewięć lat. Może jestem najbardziej łatwowierną Polką, bo aż do niedawna wierzyłam, iż w mojej rodzinie wszystko układa się idealnie. Bardzo się w tym myliłam.

newsempire24.com 3 godzin temu

Mam dwadzieścia dziewięć lat i czasem zastanawiam się, czy przypadkiem nie jestem rekordowo naiwną Polką, bo do niedawna wydawało mi się, iż nasza rodzina to taki ciepły, domowy kogel-mogel. A tu proszę człowiek wybiera całkiem fajnego faceta, zakłada rodzinę, a potem życie daje mu pstryczka w nos. Okazało się, iż mój mąż to zdradziecki egoista spod znaku wszystko mi się należy. Do tej pory nie ogarniam, jak on mógł mi taki numer wyciąć.
Znamy się z Robertem od dekady, z czego sześć lat lecimy na jednym wózku jako małżeństwo. Robert typowy swojski chłopak, troskliwy jak najstarsza ciotka, przez całe lata zapewniał byt mnie i dzieciakom. Mamy dwójkę: syna Kacpra i córkę Jagodę. Z moją pomocą Robert wystartował z własną firmą prowadzi hurtownię budowlaną i nie narzeka na brak złotówek.
Długo pracowałam jako asystentka sprzedaży, ale ostatnio postawiłam na swoje i otworzyłam sklep internetowy z ciuchami. Kiedy Jagoda bawi się w przedszkolu, a Kacper śni o smokach, ja ogarniam zamówienia. Polska matka bizneswoman!
Przez lata moja waga stała w miejscu zawsze w okolicach pięćdziesięciu czterech kilogramów. Po drugim dziecku przybyło mi dwadzieścia kilo. Liczyłam, iż dwójka dzieciaków, tysiąc obowiązków, wieczne schody i ciągła pogoń po Biedronce zrobią swoje, ale życie to nie serial. Wzięłam się zatem za siebie: dieta, ćwiczenia, hektolitry wody, bułki na czarnej liście. Ale waga jak zaklęta, nie drgnęła choćby o pół kilo i zaczęłam się czuć z tym coraz gorzej.
Po drugim porodzie patrzyłam w lustro i pytałam, gdzie się podziała ta atrakcyjna, pełna energii kobieta? Robert zupełnie inny niż kiedyś przestał się mną interesować. Nie pamiętam, kiedy mnie ostatni raz pocałował czy przytulił. Nasze rozmowy ograniczyły się do tego, czy odkurzacz wytrzyma jeszcze tydzień i kiedy zapisać dzieci do dentysty.
Fakt przed dziećmi byłam bardziej pewna siebie, choćby przejście przed kibicami na stadionie Legii mnie nie ruszało. Teraz niedowartościowana, zdołowana. Miałam świadomość, iż związek się posypał przez moje kompleksy. Postanowiłam jednak zadziałać! Pewnego dnia wpadłam na pomysł zrobię Robertowi niespodziankę i podrzucę mu domowy obiad do firmy. Polka zawsze znajdzie sposób na męża, nie?
Podchodzę pod drzwi, a tam rozmowa, jak z taniej telenoweli:
Kochanie, nie martw się, ogarnę wszystko po pracy. Żonie powiedziałem, iż mam zawalone robotą. Ona choćby nie wie, iż istniejesz!
Zamurowało mnie. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam, jakbym szukała przystanku, choć wiedziałam, iż żadnego tam nie ma.
Mój mąż chyba nie kuma, iż te moje dodatkowe kilogramy to nie z powodu pierogów u teściowej, tylko efekty rodzenia naszych dzieci? On sam też nie jest żadną gwiazdą fitnessu, ale jakoś tego nie zauważa.
I jeszcze czy on serio bierze mnie za idiotkę?
Nie znalazłam w sobie siły, żeby powiedzieć Robertowi, co słyszałam. I co teraz? Pozew o rozwód? A dzieci? Zostawić je bez ojca? Udawać przed wszystkimi, iż wszystko gra i lecieć dalej z tą farsą? Nie dam rady.
Na razie uznałam, iż czas zadbać o siebie. Zapisałam się na siłownię i mam zamiar pokazać mężowi, co stracił. A potem zobaczymy, co życie dalej przyniesie.

Idź do oryginalnego materiału