Mam dwadzieścia dziewięć lat. Może jestem najbardziej łatwowierną Polką na świecie, bo jeszcze do niedawna wierzyłam, iż w mojej rodzinie wszystko gra. Bardzo się myliłam w tej wierze.

polregion.pl 2 godzin temu

Mam dwadzieścia dziewięć lat. Może i jestem najbardziej łatwowierną kobietą w kraju, bo jeszcze niedawno wydawało mi się, iż moja rodzina to wzorowy przykład polskiej harmonii. No cóż pomyliłam się jak baba na targu z wyborem ogórków Mój mąż okazał się nie dość, iż zdradliwy, to jeszcze samolubem pełną gębą. Do tej pory kręci mi się w głowie z niedowierzania, iż mi to zrobił.
Znam go już dekadę, a od sześciu lat jestem panią Kowalską bo właśnie Kowalskiemu, Robertowi, udało się wtedy ustrzelić takiego losa, jak ja, czyli Annę. Zawsze był taki opiekuńczy, troskliwy, zapewniał wszystko, choćby wtedy, gdy urodziły się nasze dwa skarby syn Michał i córka Jagoda. Z moją pomocą rozkręcił własny biznes. No i rzeczywiście, firma przynosiła konkretne złotówki.
Ja też nie byłam taka znowu jak pani domu z serialu sprzed lat pracowałam w salonie sprzedaży, a ostatnio otworzyłam malutki, ale mój, sklep online z ciuchami. Tak więc jak Jagoda siedzi w przedszkolu, Michał ucina sobie drzemkę, a ja próbuję ogarnąć zamówienia.
Z wagą było u mnie jak z polską pogodą raz lepiej, raz gorzej, ale zwykle trzymałam się tych 54 kilo. Po urodzeniu Michała przybyło mi dwadzieścia kilogramów szczęścia, tylko niekoniecznie tego radosnego. Liczyłam, iż codzienna gonitwa za dziećmi zrobi swoje, ale życie to nie reklama jogurtu, więc kilogramy ani drgnęły. Przeszłam na zdrową dietę, ćwiczyłam, lałam w siebie wodę, poszły w odstawkę drożdżówki. I nic. Waga ze mną prowadziła cichy bunt. Więc zaczęły się kompleksy kto ich w Polsce nie ma, niech pierwszy rzuci pierogiem.
Po drugim porodzie zaczęłam mieć do siebie pretensje, iż nie jestem już tą samą Anną, za którą Robert kiedyś szalał. On zresztą bardzo się zmienił przytulasy i buziaki poszły w zapomnienie. O innych atrakcjach już choćby nie wspomnę. Nasze rozmowy ograniczały się do typowej małżeńskiej logistyki: kto odebrał z przedszkola, kto kupił mleko, a kto zapomniał rachunku za prąd.
No tak, przed dziećmi miałam pewność siebie na poziomie Królowej Balu, a teraz omijam lustro, jakby mnie tam nie było. Mam świadomość, iż nasze relacje przez to siadły. Postanowiłam więc działać. Chciałam zrobić Robertowi niespodziankę jak z filmów romantycznych. Przygotowałam mu domowy obiad, zapakowałam i poszłam do jego biura. I tu zaczyna się najlepsze: stoję przy drzwiach, a tam on gada do telefonu:
Kochanie, nie stresuj się, wpadnę po pracy. Żonie powiedziałem, iż jestem zawalony robotą. choćby nie wie, iż istniejesz!
Nie weszłam. Zawróciłam, jakby mnie grom z nieba trafił.
Najwidoczniej mój Robert nie kuma, iż te kilogramy zostały ze mną po dwóch porodach jego dzieci. On sam, delikatnie mówiąc, też nie jest jak Gerard Butler, a jakoś swoje fałdki akceptuje.
Zaczęłam się zastanawiać, czy on naprawdę bierze mnie za wariatkę? Nie mam odwagi mu powiedzieć, iż słyszałam wszystko. Co dalej? Pozew rozwodowy? Ale dzieci? Jak one to zniosą bez ojca? Udawać, iż nic się nie stało? Chyba bym długo nie wytrzymała.
Na razie postanowiłam zadbać o siebie polska kobieta łatwo się nie poddaje. Zapisałam się na siłownię: najpierw pokażę Robertowi, jaką stratę poniósł, a co dalej zobaczymy.

Idź do oryginalnego materiału