– Mamo, to my, twoje dzieci… Mamo… – Spojrzała na nich. Anna i Robert całe życie klepali biedę. Kob…

newskey24.com 6 godzin temu

Mamo, to my twoje dzieci Mamo Popatrzyła na nich tymi swoimi zmęczonymi oczami.

Wiesz co, Grażyna i Wojtek ledwo wiązali koniec z końcem przez całe życie. Grażyna już dawno przestała wierzyć, iż czeka ją jakieś szczęście czy dostatek. Kiedyś była młoda, zakochana marzyła o lepszej przyszłości we dwoje. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Wojtek harował jak wół, zarabiał tyle, co kot napłakał. A na dodatek Grażyna wpadła w ciążę Nie jedną, bo w krótkim czasie pojawiło się trzech synów, jeden za drugim. Grażyna nie pracowała już od dawna, tylko pensja męża, wiadomo na nic nie wystarczała. Chłopaki rośli, przecież potrzebowali butów, kurtek, książek do szkoły

Cała wypłata szła na jedzenie i rachunki, a gdzie tu jeszcze coś ekstra? Dwanaście lat takiej udręki i nędzy całkiem zniszczyło tę rodzinę. Wojtek zaczął pić. Zawsze wracał z roboty pijany, choć całą wypłatę oddawał, ale wieczorami siadał do flaszki. Grażyna patrzyła na to wszystko i traciła do niego serce. Pewnego dnia Wojtek wlókł się do domu, chwiał się na nogach, w ręce trzymał niedopitą flaszkę wódki. Grażyna nie wytrzymała, wyrwała mu ją z rąk i sama zaczęła pić. I tak się zaczęło.

Z czasem wydawało się jej, iż wszystko jest łatwiejsze. Problemy jakby znikały, trochę choćby się rozchmurzyła. I tak już czekała codziennie, aż mąż coś przyniesie do picia. Pili razem, żeby zapomnieć.

Grażyna zupełnie przestała myśleć o swoich synach. Cała wieś się dziwiła, jak wódka mogła zmienić człowieka nie do poznania. Chłopcy błąkali się po sąsiadach, prosili o coś do jedzenia. W końcu jedna z sąsiadek, ciocia Stasia, nie wytrzymała: Grażyna, może lepiej oddaj ich do domu dziecka, niż żeby mieli umrzeć z głodu. Jak długo będziesz tylko pić i kompletnie nie patrzeć na tych chłopaków?

Te słowa długo dźwięczały Grażynie w głowie. Tak naprawdę pomyślała nieraz, iż może byłoby łatwiej, gdyby tych dzieci nie miała pod nogami. W końcu podjęli decyzję Grażyna i Wojtek oddali dzieci do domu dziecka. Synowie płakali, czekali, ale nikt po nich nie przyszedł. Ich rodzice choćby już o nich nie pamiętali.

Tak minęło kilka lat. Po kolei chłopcy opuszczali dom dziecka, każdy dostał kawalerkę z przydziału. Przynajmniej mieli gdzie mieszkać. Wszyscy znaleźli robotę, zawsze trzymali się razem, pomagali sobie nawzajem. O rodzicach nigdy nie rozmawiali, ale w głębi serca chyba każdy chciał ich kiedyś zapytać: Dlaczego nam to zrobiliście?

Pewnego dnia spotkali się wszyscy razem i postanowili pojechać do rodzinnego domu. Po drodze spotkali matkę już ledwo szła, ciągnęła siaty, wykończona. Przeszła obok nich jakby byli obcymi ludźmi.

Mamo, to my twoje dzieci Mamo odezwał się najstarszy.

Grażyna odwróciła się, spojrzała na nich pustym wzrokiem I nagle ich poznała. Zaczęła płakać, błagać o wybaczenie. Ale jak w ogóle można było wybaczyć coś takiego? Synowie stali, nie wiedzieli co powiedzieć. Potem postanowili, iż mimo wszystko mimo całego zła, to jest ich matka. I wybaczyli jej.

Idź do oryginalnego materiału