REKLAMA
Zobacz wideo
"Jeśli jest w sejmie sauna, siłownia i basen, to jest miejsce na przedszkole". Posłanka o nowym pomyśle Hołowni
Matka chce przedszkola otwartego wcześniej, bo spóźnia się do pracy"Dla kogo jest w końcu przedszkole? Dla rodziców i dziecka czy pracowników?" - pyta w swoim internetowym wpisie jedna z matek. Okazuje się, iż kobieta ma problem dotyczący godzin otwarcia placówki. Otóż przedszkole jej córki czynne jest od 7:00, czyli godziny rozpoczęcia jej pracy.Dyrektorka nie chce otwierać przedszkola o 6:45. Jest otwarte od 7:00. Zaczynam pracę o 7:00 i się spóźniam do pracy 15 min. Dla mnie jest to stres o pracę. Więc jak to jest?- dopytuje kobieta. Wydłużone godziny pracy - te popołudniowe, jak i poranne - przedszkoli budzą mieszane uczucia wśród rodziców i pracowników placówek. Wiele jest komentarzy negatywnych, ale część rodziców pisze, iż nie należy z góry takiego podejścia krytykować. "Różnie się to wszystko układa, często nie ma wyboru" - pisała jedna z internautek pod cytowanym postem. Jednak większość komentarzy zwraca uwagę na fakt, iż nie wszystkie placówki zaczynają pracę o 7:00. Część z nich czynna jest choćby i od 6:00. "Wybierając przedszkole weryfikowałem godziny funkcjonowania. Wybrałam to otwarte od 6 rano. To nie wiedza tajemna"; "Jak rodzic ma na 6.00 do pracy, to według ciebie ma żądać żeby przedszkole było od 5.30? Może najlepiej niech zrobią całodobowe? Równie dobrze można ci powiedzieć: zmień pracę na taką, żebyś zdążyła dziecko zaprowadzić do przedszkola. Ludzie tylko mają pretensje do innych, a nikt nie spojrzy na siebie" - czytamy w komentarzach.
Kij ma dwa końce, a nauczyciel też rodzicCzy dla komfortu jednego z rodziców można wydłużyć lub zmienić godziny pracy przedszkola? Kij ma dwa końce, bo z drugiej strony są też nauczyciele, którzy mają dzieci w wieku przedszkolnym, które także muszą odprowadzić do placówki, a później z niej odebrać.Sama pracowałam w przedszkolu i nigdy nie mogłam zrozumieć, ze rodzice żądają otwierania przedszkola tak, by to oni zdążyli dojechać do pracy i aby przedszkole było otwarte tak długo, by oni zdążyli spokojnie po tej pracy dziecko odebrać... Idąc tym tokiem myślenia, dziecko było w przedszkolu co najmniej 9 godzin. A co z dziećmi nauczycielek? jeżeli nie miał ich kto zawieźć i odebrać, to ich dzieci były w placówce jeszcze dłużej... I wtedy z ich dziećmi też inni nauczyciele musieli dłużej siedzieć. To błędne koło- zaznacza w swoim komentarzu internautka. A Ty? Co sądzisz o wydłużonych godzinach pracy przedszkoli? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.










