Mężczyzna moich marzeń opuścił żonę dla mnie, nie spodziewałam się, czym to się skończy.

newsempire24.com 1 dzień temu

Mężczyzna moich marzeń odszedł od żony do mnie, ale nie przypuszczałam, co z tego wyniknie.

Wzdychałam do niego od czasów studenckich, mieszkając w małym miasteczku pod Łodzią. To była miłość ślepa, szalona, która burzy wszelkie zasady i każe zapomnieć o reszcie. Kiedy w końcu zwrócił na mnie uwagę, straciłam resztki rozsądku. Stało się to kilka lat po studiach — los postawił nas w tej samej kancelarii prawnej. Identyczna profesja, wspólne zainteresowania — uznałam, iż to nie przypadek, a znak z nieba, moja własna bajka zamieniająca się w rzeczywistość.

Wydawał mi się ideałem, mężczyzną z marzeń. To, iż miał żonę, w młodości mnie nie zniechęciło — nie rozumiałam wtedy, jak to boli, gdy rozpada się małżeństwo, nie pojmowałam bólu, jaki kryje się za takimi historiami. Nie wstydziłam się ani trochę, gdy Roman zostawił dla mnie swoją żonę. Kto mógłby przypuszczać, iż ten wybór przyniesie mi tyle cierpienia? Ludowa mądrość nie kłamie: cudze nieszczęście nie przynosi własnego szczęścia.

Kiedy wybrał mnie, byłam w siódmym niebie, gotowa wybaczyć mu wszystko. ale w codziennym życiu okazał się daleki od księcia z bajki. Jego porozrzucane rzeczy zapełniły mieszkanie, nie chciał myć naczyń, a cały domowy trud spadł na moje barki jak ciężki krzyż. Wtedy przymykałam na to oko — miłość oślepiała, czyniła mnie miękką, uległą, niemal bezwolną.

O swoim wcześniejszym małżeństwie zapomniał szybko, jakby wymazał je z pamięci. Nie mieli dzieci, a ślub, jak przyznał, wzięli pod wpływem nacisków jej rodziców. „Z tobą wszystko jest inaczej, jesteś moim przeznaczeniem” — szeptał, a ja topniałam. Moje szczęście było jaskrawe, ale krótkotrwałe jak błyskawica. Wszystko zmieniło się, gdy zaszłam w ciążę.

Początkowo Roman promieniał euforią — dziecko, jego dziecko! Urządziliśmy wielkie rodzinne przyjęcie, zaprosiliśmy bliskich, przyjaciół. Toasty, życzenia szczęścia, zdrowia dla malucha — ten wieczór utkwił mi w pamięci jako jasna plamka w morzu nadchodzącej ciemności. Nie żałuję tego, ale po tej nocy moja ślepa miłość zaczęła gasnąć, jak świeca na wietrze.

Im bardziej rósł mój brzuch, tym rzadziej widywałam Romana w domu. Przeszłam na urlop macierzyński, a nasze spotkania ograniczyły się do późnych wieczorów. Zatrzymywał się w pracy, znikał na firmowych imprezach. Na początku znosiłam to, ale niedługo stało się to nie do wytrzymania. Życie domowe zamieniło się w torturę: ja, będąc w ciąży, ledwie poruszałam się, a jego skarpetki i koszule leżały wszędzie, jak niemy wyrzut mojej naiwności. Pytałam siebie: czy nie pośpieszyliśmy się z dzieckiem? Miłość z czasem stygnie, wiedziałam o tym, ale nie przypuszczałam, iż tak gwałtownie się ulotni.

Nadal przynosił kwiaty, czekoladki, ale to nie było mi potrzebne — chciałam jego bliskości, wsparcia, ciepła. A potem prawda wyszła na jaw. Przypadkowa rozmowa z kolegami przy kawie otworzyła mi oczy: do działu dołączyła nowa pracownica, młoda, energiczna. Zespół i tak był już przeciążony pracą, a mój urlop sprawił, iż sytuacja stała się krytyczna. Przypadek? Nie wiedziałam, czy to ona, ale Roman najwyraźniej miał kogoś na boku. Jego życie składało się teraz z „pracy”, „spotkań” i „pilnych spraw”. Kiedyś znalazłam w kieszeni jego marynarki karteczkę z nieznanymi inicjałami. Serce ścisnęło się, ale po cichu odłożyłam ją na miejsce, decydując się udawać ślepą. Strach przed pozostaniem samą w siódmym miesiącu ciąży paraliżował mnie.

Zaczął narzekać, iż jestem “ciągle zdenerwowana”, a każda kłótnia kończyła się jego znużonym westchnieniem, jakbym była ciężarem. Bałam się poruszyć najważniejszy temat — wiedziałam, iż to koniec. I przyszło to. Najstraszniejsze słowa, jakie w życiu usłyszałam, brzmiały: „Nie jestem gotów na dzieci. Mam kogoś innego”. Jak to powiedział — nie pamiętam, w głowie szumiało, świat się walił. Myślałam, iż zwariuję z bólu i upokorzenia.

Ale znalazłam w sobie siłę. Złożyłam pozew o rozwód, choć każda litera w nim była jak cios w serce. Nie spodziewał się, iż się odważę, iż wyrzucę jego rzeczy za próg już następnego dnia. Na szczęście mieszkanie było wynajmowane — nie musieliśmy go dzielić.

— A dziecko? Pomyśl o dziecku! Jak je wychowasz? — rzucił na koniec.

— Dam sobie radę. Będę pracować zdalnie. I rodzice pomogą. Mama zawsze mówiła, iż jesteś kobieciarzem, powinnam była jej posłuchać — odpowiedziałam, zatrzaskując drzwi.

Odpowiedzialność za syna dała mi siłę, której w sobie nie podejrzewałam. Sama nigdy bym nie odeszła, ale dla niego — udało się. Jego zdrada była tak podła, iż wyrzuciłam Romana z życia, jakby nigdy nie istniał. Otworzyły mi się oczy i zobaczyłam jego prawdziwe oblicze.

Pierwsze miesiące po rozwodzie, w tym poród, były piekłem. Wróciłam do rodziców do sąsiedniego miasta — przyjęli mnie z otwartymi ramionami, szczególnie cieszyli się z wnuka. Tęskniłam za Romanem, ale odganiałam te myśli. W głębi duszy wiedziałam: postąpiłam słusznie i dam synowi wszystko, co w mojej mocy.

Gdy tylko odzyskałam siły, wzięłam się do pracy — tłumaczyłam z domu teksty prawne. Bywały miesiące bez dochodu, ale rodzice wspierali mnie, aż zdobyłam klientów. Syn rósł, lata mijały niezauważenie. Uświadomiłam to sobie, kiedy zdałam sobie sprawę, iż potrzebuje własnego kąta. Rodzice nie chcieli nas wypuszczać, ale marzyłam o niezależności — własnym gabinecie, jego pokoju do nauki. Wtedy mogłam sobie pozwolić na wynajęcie mieszkania.

Życie się ustabilizowało. Przedszkole zamieniło się w szkołę, pierwsza klasa — w piątą, i po raz pierwszy od lat poczułam wolność i spokój. Ale wtedy on pojawił się znowu. Nasze miasteczko małe, a w środowisku prawniczym wszyscy się znają. Roman odnalazł moje biuro bez trudu. Jak żałowałam, iż nie wyjechałam dalej! Oświadczył, iż „wyszalał się”, iż żałuje przeszłości, iż był „młody i głupi”. Błagał, bym poznała go z synem, którego choćby nie widział.

Zgodnie z prawem ma prawo do spotkań i jeżeli zechce, osiągnie swój cel. Ale sama myśl o tym mrozi mi krew. Od tamtej rozmowy minęło kilka tygodni. Powiedziałam, iż się zastanowię, ale w głowie chaos — nie ufam mu i nie chcę go blisko syna. Może to moja kara? Zapłata za to, iż odbiłam go pierwszej żonie? Poważnie myślę o przeprowadzce do innego miasta, żeby uchronić nas przed tą przeszłością, która znów puka do moich drzwi.

Idź do oryginalnego materiału