29 listopada 2023
Od kiedy pamiętam, byłem w rodzinie sam jedyny syn, wyczekiwany ponoć przez lata. Ale nigdy nie czułem tej czułości, o której opowiadają inni. Moi rodzice mają już dobrze ponad siedemdziesiąt lat, a nasza sytuacja finansowa nie daje powodów do dumy. Wciąż wynajmujemy maleńkie mieszkanie gdzieś pod Warszawą i ledwo wystarcza nam na czynsz oraz rachunki.
Ani ja, ani moja żona Jagoda nie mogliśmy pozwolić sobie na pełne skupienie na studiach. Musieliśmy jednocześnie pracować, by podreperować domowy budżet. To ledwo wystarczało na bieżące sprawy. Dwa razy byliśmy o krok od eksmisji, bo nie mieliśmy pieniędzy na czynsz. Zapożyczaliśmy się u znajomych i dzisiaj mamy niemałe długi. Często nas nie stać choćby na porządny obiad, a z pomocą finansową czasem przychodzili moi rodzice, choć nie były to duże kwoty.
Rodzice naciskali, żebyśmy wzięli ślub bardzo im na tym zależało. Więc rok temu, nie wahając się długo, stanęliśmy z Jagodą przed urzędnikiem w Urzędzie Stanu Cywilnego w Piasecznie. To właśnie wtedy zaczęły się rozmowy o wnukach moja mama coraz częściej dawała do zrozumienia, żebym nie zwlekał, bo inaczej będę takim samym starym tatą jak mój ojciec. Ale ja z Jagodą ciągle nie czuliśmy się gotowi. Wiedzieliśmy, jakie to zobowiązanie i koszty, na które zwyczajnie nas nie stać.
Wtedy moi rodzice wyszli z propozycją nie do odrzucenia. Obiecali, iż jeżeli zdecydujemy się na dziecko, dostaniemy od nich porządny zastrzyk finansowy tyle, iż moglibyśmy za to kupić domek na wsi, niedaleko Grójca. Oni sami przeprowadziliby się tam na emeryturę, a nam zostawiliby mieszkanie w mieście. Zastanowiliśmy się z Jagodą i zgodziliśmy się, bo taka okazja mogła się nie powtórzyć. choćby mama zapewniła, iż pomoże przy dziecku, gdybyśmy chcieli dalej studiować.
Padły też deklaracje o wsparciu przy zakupach dla dziecka i dla nas. Piękne słowa, ale nic z nich nie wyszło. Kiedy wyczekiwana córka Patrycja pojawiła się na świecie, rodzice nie pomogli choćby symboliczną paczką pieluch. Mama dzwoniła w ciąży i pytała, czy przygotowaliśmy wyprawkę, gdy tymczasem my zastanawialiśmy się, czy wystarczy nam na mleko dla dziecka. Zaproponowała, żeby Jagoda znalazła dodatkową, trzecią już, pracę. Kiedy przypominałem jej o wcześniejszych obietnicach, zaprzeczała, twierdziła, iż sobie coś wymyśliliśmy i w ogóle nie potrafi ocenić, iż ledwo dajemy radę. Krytykowała nas, iż jesteśmy lekkomyślni.
W końcu, kiedy Patrycja przyszła na świat, rodzicom przypomniały się pieniądze, które nam wcześniej obiecali. Ale już wiedzieliśmy, iż na nich liczyć nie możemy. Postanowiliśmy z żoną kupić własne mieszkanie, na kredyt, własnym sumptem. Zrozumiałem wtedy, iż nie wolno polegać na pustych deklaracjach, choćby tych wypowiedzianych przez najbliższych. Dziś wiem, iż trzeba ufać przede wszystkim sobie i nie budować planów na cudzych obietnicach. Własne siły i konsekwencja to najpewniejsza droga do tego, by zapewnić bliskim bezpieczeństwo.










