Moja córka poprosiła o przeniesienie do innej szkoły.

polregion.pl 6 godzin temu

Moja córka poprosiła mnie o przeniesienie do innej szkoły. Bez łez. Bez krzyku. Bez sprzeciwu. Po prostu podeszła do mnie, przygotowując plecak do szkoły, i cicho zapytała:

Tato… czy mogę przejść do innej szkoły?

Zatrzymałem się. Zapytałem, czy coś się wydarzyło. Odpowiedziała, iż nie. Zapytałem, czy ma przyjaciół. Wzruszyła ramionami: nie wiem. Popytałem, czy ktoś ją prześladuje. Odpowiedziała milczeniem.

Przez całą noc nie mogłem zmrużyć oka. Następnego dnia wymyśliłem powód, by odwiedzić szkołę. Powiedziałem, iż chcę porozmawiać z nauczycielami, ale w rzeczywistości chciałem zobaczyć, co się dzieje. Stałem na korytarzu, czekając na przerwę.

W pewnym momencie ją zobaczyłem. Stała przy ogrodzeniu, lekko pochylona, ze termosikiem w dłoniach, udając radość. Grupa dziewczyn przechodziła obok, śmiejąc się i popychając się nawzajem. Jakiś chłopak oblawszy jej bluzkę sokiem, uciekł. Jedna z dziewczyn potajemnie zrobiła jej zdjęcie i pokazała reszcie, a one zaczęły się śmiać. I ona… nic. Po prostu zamknęła usta. Jakby była na to skazana.

Ale co najbardziej bolało, to iż dzieci były już dorosłe. Nauczyciel wszedł do klasy. Spojrzał na moją córkę. Zajmował się innymi. I tak trwał, jakby nic się nie działo. Jakby moja córka była niewidoczna.

Kiedy wróciłem do domu, napisałem do szkoły. Opisałem wszystko, co przekazała mi córka: iż chowają jej zeszyty, prześmiewają ją na korytarzach, iż śmieją się z jej zdjęć w grupie WhatsApp. Odpowiedź przyszła szybko:

Nie martw się, to tylko dziecięce sprawy. Zajmiemy się tym.

Ale oni nic nie zrobili. Wieczorem następnego dnia zapytała mnie:

A Ty o tym myślałeś, tato?

Odpowiedziałem tak. I iż nigdy więcej nie będzie musiała tam wracać. Nie zapytała dlaczego. Po prostu odłożyła plecak w kąt i wzięła głęboki oddech. Jak ktoś, kto wreszcie zrzuca ciężar, który nieprzerwanie nosił na plecach.

Dziś idzie do innej szkoły. Nie większej. Nie nowocześniejszej. Po prostu bardziej przyjaznej.

To miejsce patrzy jej w twarz. Nazywają ją po imieniu. I nie musi się kurczyć, by nikt jej nie skrzywdził. Dziecko nie prosi o zmianę szkoły z kaprysu. Prosi, gdy już nie ma siły. Najbardziej bolesne nie jest to, co robią inne dzieci, ale to, co nie robią dorośli, którzy powinni ją chronić.

Nie ignorujmy cichych sygnałów naszych dzieci. Za prostym nie chcę wracać mogą kryć się samotność, lęk i poczucie odrzucenia. Dajmy im prawo do mówienia. Miejmy odwagę słuchać i działać. Bo czasem najgłośniejsze krzyki dzieci brzmią jak szept. Nie czekajmy, aż będzie za późno. Patrzmy, słuchajmy, reagujmy każde dziecko zasługuje na bezpieczeństwo i opiekę.

Idź do oryginalnego materiału