Moja matka, Zofia, była przyjaciółką jednego zamężnego mężczyzny, od którego przyszedł na świat mój mały siebie. Od najmłodszych lat nie mieliśmy stałego dachu nad głową ciągle przemieszczaliśmy się, wynajmując kolejne mieszkania. Gdy miałem pięć lat, Zofia poznała kolejnego mężczyznę i postanowiła z nim zamieszkać, ale on postawił warunek: przyjmie ją tylko wtedy, gdy będzie sama. Bez namysłu oddała mnie temu facetowi, podając ojcu wszystkie niezbędne dokumenty. Zadzwoniła pod drzwi, usłyszała odgłos otwierającego się zamka i uciekła, zostawiając mnie samemu na progu. Drzwi otworzył mój nowy ojciec, pan Tomasz, i zaskoczony zobaczył mnie w drzwiach. Od razu zrozumiał, kim jestem, i wpuścił mnie do środka.
Jego żona, Jadwiga, przyjęła mnie serdecznie tak samo jak ich dwoje dzieci, dziewczynka Helena i chłopiec Michał. Tomasz początkowo chciał oddać mnie do domu dziecka, ale Jadwiga nie pozwoliła, mówiąc, iż nie jestem winny niczego. Stała się dla mnie prawdziwą opiekunką. Najpierw czekałem na powrót własnej matki, licząc, iż zaraz przyjedzie po mnie, ale po pewnym czasie przestałem jej szukać i zacząłem nazywać Jadwigę mamą.
Mój biologiczny ojciec nigdy nie darzył żadnego ze swoich potomków ciepłem mnie liczył za dodatkowy ciężar, choć wciąż nas utrzymywał, podobnie jak resztę rodziny. Był człowiekiem despotycznym. Gdy wracał do domu, chowaliśmy się wszyscy w pokoju dziecięcym, by nie wpaść w jego złość. Jego żona nie mogła go opuścić, a on nie oddałby dzieci z zasady. Przez lata znosiła jego kaprysy, unikała go i, gdy trzeba było, łagodziła jego gniew, chroniąc nas przed krzykiem i awanturą. W domu panował cisza; znaliśmy jego rytuały i nie prowokowaliśmy go. Nie potrzebowaliśmy niczego, a Jadwiga dawała nam podwójną miłość i troskę.
Doktor ze Śląska, dr Jan Kowalski, podzielił się ze mną sztuczką, dzięki której odzyskałem ostrość wzroku. Kiedy w końcu odszedł do kolejnej kochanki, odetchnęliśmy z ulgą. Byliśmy już prawie dorośli Helena i Michał kończyli liceum. Byliśmy rówieśnikami, więc i ja przygotowywałem się do matury. Troje nas wspierało się nawzajem w nauce, podtrzymując się w trudniejszych przedmiotach.
Każde z nas marzyło o studiach w renomowanej uczelni. Tomasz, choć nie był czuły, obiecał pokryć koszty nauki i dotrzymał słowa. Ukończyliśmy studia, zdobywając wymarzone specjalizacje. Pewnego dnia nasz ojciec odszedł. Po jego śmierci pozostawił spore dziedzictwo. Jego ostatniej kochance nic nie przypadło nie zdążyła go poślubić. My zostaliśmy właścicielami jego firmy i kont bankowych w złotych.
Rozwijaliśmy biznes, aż nadszedł moment, by otworzyć oddział za granicą. Uznano mnie za lidera tego przedsięwzięcia. Zaproponowałem, żeby nasza matka, Zofia, pojechała z nami zasługiwała na ciepły kraj. Moja siostra Helena i brat Michał poparli mój pomysł. Kiedy już mieliśmy wyruszyć, nagle pojawiła się moja biologiczna matka. Rozpoznałem ją od razu jej twarz wyryła się w mojej pamięci dziecięcej. Zgodnie z jej planem, postanowiła przypomnieć sobie o mnie, widząc, iż wyjeżdżam:
Synu, to ja naprawdę twoja matka! Czy naprawdę mnie zapomniałeś? Stałeś się już dorosły. Tęskniłam i martwiłam się, jak żyjesz. Chodź, zamieszkajmy razem!
Byłem zszokowany jej bezczelnością i odpowiedziałem:
Oczywiście cię pamiętam! Pamiętam, jak uciekłaś przed drzwiami, zostawiając mnie małego. Nie jesteś moją matką. Moja prawdziwa mama wyjeżdża ze mną, a ciebie nie chcę już znać. Odwróciłem się i odszedłem, nie żałując tego kroku.
Zofia, która nie bała się przyjąć dziecko mojego ojca z innej kobiety, wychowała mnie w miłości i trosce. Siedziała przy mnie, gdy chorowałem, była przy mnie, gdy po raz pierwszy złamało mi serce, uspokajała po kłótniach z przyjaciółmi, uczyła, wybaczała moje wybryki i znosiła nastoletnie kaprysy, nigdy nie przypominając, iż nie jestem jej biologicznym synem. Dla niej stałem się synem, a dla mnie matką! Nie mam innej.
Wyjechaliśmy razem do innego kraju. Tam poznałem przyszłą żonę, a Zofia bardzo jej się spodobała ich relacja była świetna. Matka nie stała się przeszkodą w moim życiu osobistym, wręcz pomogła mi zbudować własne szczęście. Spotkała miłego mężczyznę, wziął ją pod swój dach i zasłużyła na radość. Dziś Zofia dużo podróżuje, często odwiedza swoje dzieci i wnuki. Gdy patrzę w jej pełne euforii oczy, wiem, iż cieszę się, iż jest w moim życiu. Jest moim aniołem stróżem.











.jpg)


