Nie przedłużam gry. Jestem kochanką twojego męża! Wszystkie te lata się spotykaliśmy. Tak! Nie rób wielkich oczu i nie mdlej

twojacena.pl 5 godzin temu

Ewa szykowała kolację.

Krzysztof miał wrócić za godzinę.

Córka Zosia, dziesięć lat, była na tańcach.

Za pół godziny wpadnie do domu, rzuci torbę na krzesło.

Siądzie do stołu i czekać będzie na jedzenie.

Będzie opowiadać o koleżankach, o sukcesach, o nauczycielce.

Ewa uśmiechnęła się na tę myśl.

Zawsze lubiła słuchać, co córka ma do powiedzenia.

Wtedy zadzwonił dzwonek.

Na Krzysztofa było za wcześnie, a klucze miał przy sobie.

Pewnie Zosia znowu coś zapomniała.

Ewa otworzyła drzwi.

Zamiast córki stała tam młoda, nieznana kobieta.

— Nie przedłużam. Jestem kochanką twojego męża — powiedziała.

— Wszystkie te lata się spotykaliśmy. Tak! Nie rób wielkich oczu i nie mdlej.

— Wszystkie te lata… czyli ile? — spytała Ewa.

— Trzy lata. Mnie wszystko pasowało.

— Lepiej żyć samej i mieć męża, który tylko przychodzi.

— Żadnych wydatków, finansowych czy fizycznych.

— Nie prałam mu, nie gotowałam, nie sprzątałam po nim.

— I teraz nic nie zamierzam zmieniać.

— W ogóle bym tu nie przyszła, ale jestem w ciąży.

— Przypadek. Ale za późno, żeby coś zrobić.

Ewa przypomniała sobie lata starań o dziecko.

U niej wszystko było w porządku, problem miał Krzysztof.

Musieli skorzystać z in vitro.

Pierwszy raz się nie udał, drugi tak.

Myślała nawet, iż urodzi bliźniaki.

Urodziła się Zosia.

A teraz ta wiadomość.

— Jak to nic nie zamierzasz zmieniać? — spytała Ewa.

— Masz męża, który przychodzi, i myślisz, iż będzie ojcem, który przychodzi?

— Nie, inaczej. Będę miała męża i dziecko, którzy przychodzą.

— Ciekawe. Jak to sobie wyobrażasz?

— Ojciec wychowuje dziecko, a do ciebie przychodzi, żeby je widywało matkę?

— Tak. Dziecka nie chciałam, to przypadek.

— A Krzysztof mówił, iż nie może mieć dzieci?

— Widocznie może. Muszę zobaczyć, w jakich warunkach będzie żyło moje dziecko.

— Wszystko sprawiedliwie.

— Twoja córka, a Krzysztof ją wychowuje, choć nie jest ojcem.

— Teraz będzie jego dziecko, a wychowanie spadnie na ciebie.

— Panno, choćby cię nie zapraszam. Nie znam twojego imienia.

— Twój facet tu już nie mieszka. Możesz zabrać jego rzeczy.

— Reszta mnie nie interesuje!

Ewa chciała zatrzasnąć drzwi.

Wtedy zobaczyła Zosię, wracającą z zajęć.

— Mamo, co to było? Jakie dziecko? I dlaczego tata nie jest moim ojcem?

— Wszystko słyszałaś? No to czas ci wszystko wyjaśnić.

— Mamo, już nie jestem mała, prawie jedenaście lat. Zrozumiem.

Ewa opowiedziała córce całą prawdę.

— Jesteś moją córką, ale tata cię kocha. Jest twoim ojcem w papierach od urodzenia.

— Razem na ciebie czekaliśmy.

— A teraz on znowu czeka na dziecko, ale ty nie będziesz jego matką. Ja nie będę siostrą. Tak?

— Tak, masz rację. I jeszcze… jesteś duża, nie chcę już żyć z tatą.

— Pomogę ci, nie martw się, mamo. Jestem dorosła, niech idzie.

— Kocham was, ale ta, co przyszła, niech idzie do niej.

Krzysztof wrócił punktualnie, jak zawsze.

— Co się stało? Dlaczego nikt mnie nie wita, nie przytula?

Zwykle Zosia rzucała mu się na szyję.

Teraz panowała cisza. Siedziała w swoim pokoju.

— Ewa, gdzie córka? Została na tańcach, czy zachorowała?

— Była twoja kochanka. Czeka na dziecko. Twoje! Wytłumaczysz, czego tu chciała?

— Ewa, zrozum mnie. To moje dziecko, nie mogę go porzucić.

— I wiesz, co ona proponuje?

— Wiem. Nie chciała go, ale Zosia jest, teraz będzie jeszcze jedno.

— To będzie moje dziecko. Będzie mieszkać ze mną.

— Pewien, iż twoje? Pamiętasz swoją diagnozę?

— Bywają wyjątki!

— Świetnie. Idź do matki ze swoim „wyjątkiem”.

— Rzeczy zabierzesz później.

— Nie, Ewo! Tak nie można! Tam…

Drzwi zamknęły się na dobre.

Idź do oryginalnego materiału