Nie rozdrapuj przeszłości Często rozmyślała Teresa o swoim życiu, gdy przekroczyła magiczną granicę…

twojacena.pl 23 godzin temu

Nie rozdrapuj starych ran

Często rozmyśla Teresa nad swoim życiem, teraz gdy skończyła już pięćdziesiąt lat. Nie może nazwać swojej rodziny szczęśliwą, a wszystko przez męża, Jerzego. W młodości pobrali się z miłości, byli w siebie wpatrzeni po uszy. Kiedy nastąpiła zmiana w zachowaniu męża, przegapiła moment, w którym zaczął się oddalać.

Mieszkali na wsi w domu teściowej Anny. Starała się, by panowała zgoda i spokój, szanowała Annę, a ta odwzajemniała się serdecznością. Mama Teresy mieszkała w sąsiedniej miejscowości z młodszym synem, często chorowała.

Anno, jak ci się żyje z synową, Teresą? dopytywały ciekawskie sąsiadki, kiedy spotykały ją przy studni, na targu, albo po prostu na drodze.

A co mam powiedzieć, dobrego człowieka mi syn przyprowadził. Szanuje mnie, w domu wszystko wie i gospodarkę prowadzi jak trzeba, pomaga mi we wszystkim odpowiadała zawsze Anna.

Oj, jakoś nie wierzymy, żeby u was była taka zgoda, nigdy teściowa synowej nie chwali, nieprawda odparowywały niedowierzające kobiety.

Co mnie to obchodzi, co myślicie rzucała Anna i szła dalej.

Teresa urodziła córeczkę, Mariankę, cała rodzina się cieszyła.

Tereska, ta Marianka to cała ja doszukiwała się Anna swoich rysów twarzy w wnuczce, a Teresa tylko się śmiała, jej było wszystko jedno, do kogo podobna jest córka.

Kiedy Marianka miała trzy latka, Teresa urodziła syna. Znów w domu same radosne zamieszanie. Jerzy pracował, Teresa zajmowała się dziećmi, teściowa bardzo jej pomagała. Żyli, jak wszyscy, może choćby lepiej niż niektórzy cicho i bez większych kłótni, mąż nie pił, jak to inni na wsi. Niektóre kobiety co wieczór szukały swoich mężczyzn przy remizie, tam siedzieli, popijali, wracali do domu w stanie, iż żony ledwo ich dzwigały, po drodze wyklinając los.

Gdy Teresa była już w trzeciej ciąży, dowiedziała się, iż Jerzy ją zdradza. Na wsi nic się nie ukryje gwałtownie rozeszła się plotka o tym, jak Jerzy spotyka się z wdową, Bożeną. Nie zawahała się przyjść do Teresy sąsiadka, Wiktoria.

Tereska, nosisz kolejne dziecko Jerzego, a on… rzuciła dosadnie rozrabia z innymi babami.

Wiktorio, coś ty? Przecież niczego nie zauważyłam po nim wyznała zaskoczona.

No, bo co możesz zauważyć? Dwójka dzieci, trzecie w drodze, dom, teściowa, gospodarstwo. A on żyje, jak mu się podoba. Wieś cała wie, iż z Bożeną ma romans, ona choćby się z tym nie kryje.

Teresa była załamana, teściowa wiedziała, ale milczała ze strachu, żeby synowa się nie dowiedziała, żal jej było Teresy. Wielokrotnie karciła Jerzego, a on kwitował wszystko, uspokajając ją.

Mamo, czy ty widziałaś na własne oczy? Co babki mówią, to ich sprawa.

Pewnego wieczoru wbiegła Wiktoria.

Teresa, twój Jerzy właśnie wszedł do Bożeny, widziałam osobiście, wracałam ze sklepu. Chcesz być sama z trójką dzieci? Idź, poszarp ją, niech poczuje. Jesteś w ciąży, Jerzy cię nie ruszy podjudzała.

Teresie brakowało odwagi, żeby bić się z Bożeną, zwłaszcza iż znała ją od lat. Była szybka, zadziorna, mąż się utopił po pijaku, w domu wieczne awantury, Bożena zahartowana, nie da się skrzywdzić. Mimo wszystko poszła.

Pójdę, Jerzemu spojrzę w oczy, niech się tłumaczy. Nigdy się nie przyzna, zawsze twierdzi, iż to plotki zwierzyła się Annie. Teściowa ją odradzała.

Teresko, gdzie ty z brzuchem pójdziesz? Szanuj swoje zdrowie…

Późna jesień, już ciemno. Teresa zapukała do okna Bożeny, czekała, aż wyjdzie. Bożena jednak mówi zza zamkniętych drzwi.

Czego chcesz, po co tu się tłuczesz?

Otwórz drzwi, wpuść mnie. Wiem, iż mój Jerzy jest u ciebie, ludzie mi powiedzieli zawołała Teresa.

Jasne, już otwieram… Idź do domu, nie rób cyrku dogadywała Bożena przez śmiech.

Teresa, przez chwilę stojąc w miejscu, wróciła do siebie, zrozumiała, iż nie otworzy jej drzwi. Mąż wrócił po północy pijany. Jerzy pił rzadko, ale czasem mu się zdarzało. Żona nie spała.

Gdzie byłeś? Wiem, iż kręcisz się wokół Bożeny, razem pijecie. Byłam tam, nie otworzyła mi drzwi Dobrze sam wiesz.

Co znowu wymyślasz oburzył się Jerzy nie byłem tam. Siedziałem z Zenkiem Kulewskim, zasiedzieliśmy się, czas zleciał.

Teresa nie uwierzyła, nie ciągnęła jednak awantury była późna noc, a ona nie miała w sobie krwi do kłótni. Myślała w ciszy:

I dokąd z dwójką dzieci, trzecie w drodze? Matka chora, brat z rodziną, troje dzieci, ciasno u nich. Jak się tam zmieścimy?

Mama zawsze powtarzała, gdy Teresa narzekała na męża:

Cierp, córko, skoro już wyszłaś za mąż i masz dzieci. Myślisz, iż mi z twoim ojcem było łatwo? Pił, przeganiał, pamiętasz, jak do sąsiadów uciekałyśmy. Bóg wyznaczył los, zabrał go. Ale ja cierpiałam, a twój Jerzy przynajmniej nie pije często i ręki na ciebie nie podnosi. Kobiecy los, córko, to cierpliwość.

Z nie wszystkimi słowami matki się zgadzała, ale wiedziała, iż odejść nie ma dokąd. Anna też ją uspokajała.

Córko, gdzie z dziećmi pójdziesz, za chwilę trzecie się urodzi. We dwie damy sobie radę z Jerzym.

Trzecia córka, Agatka, urodziła się słaba, często chorowała. Wszystko wskazywało, iż stres w ciąży zawinił. Z czasem dziewczynka się uspokoiła, teściowa poświęcała jej dużo uwagi.

Teresa, słyszałaś? znów wbiegła Wiktoria, która znała każdą wieścię na wsi Bożena wzięła do siebie mieszkać Mietka, bo żona go wywaliła z domu.

No to wzięła, niech jej będzie odparła Teresa, ciesząc się w duchu, iż Jerzy nie będzie tam łazić.

Ale po miesiącu znów Wiktoria z wieściami:

Mietek od niej uciekł, do żony wrócił. Bożena znowu będzie szukać mężczyzny… Trzymaj Jerzego blisko, bo jeszcze się do niej przylepi pouczała.

Teresa z Jerzym znów żyli spokojniej, teściowa zadowolona. Ale jak już mężczyźnie diabeł w sercu siedzi, długo się koło żony nie utrzyma.

Annę na drodze ze sklepu zaczepiła dawna przyjaciółka, Jadwiga.

Aniu, po kim twój Jerzy taki? Teresa dobra, ładna żona, sama ją chwalisz, czego mu jeszcze trzeba?

Jadwigo, nie powiesz mi, iż znowu Jerzy lata po dziewczynach?

Lata, oj lata Po co mu to, żyje z wami jak pączek w maśle. Najedzony, zadbany. Lata do Wery, rozwódki z naszej stołówki

Anna nie mówiła Teresie, za plecami strofowała syna, prosiła go by się opamiętał. Ale w końcu wyszło na jaw, bo Wiktoria wszystko rozpowiedziała. Prośby Teresy nie przyniosły skutku. Jerzy dalej biegał na boki. Odejść nie chciał wiedział, iż nigdy nie zostawi rodziny, ale wierny nie był. Wygodnie mu żona, dzieci, matka, dom ogarnięty, a jeszcze kobieta na boku dla rozrywki.

Anna już nie kryła swoich wyrzutów wobec syna, ale czy dorosły chłop jeszcze matkę posłucha? Krzyczał, żeby dawała mu spokój.

Mamo, staram się dla rodziny, pracuję, pieniądze przynoszę, a wy mi wciąż wypominacie i wierzycie plotkom odpierał.

Wcześniej nie pił prawie wcale, teraz i całkowicie odstawił alkohol.

Minęły lata. Dzieci dorosły. Starsza Marianka wyszła za mąż w powiatowym miasteczku, tam chodziła do technikum i została z mężem. Syn skończył studia w mieście i też ożenił się z miejscową dziewczyną.

Najmłodsza Agatka kończy szkołę, zamierza iść do miasta. Jerzy już się ustatkował, nigdzie nie wychodzi, dom i praca. Najczęściej leży na kanapie, zdrowie coraz bardziej go zawodzi. Nie pije już wcale, wcześniej nie przesadzał, a teraz całkowicie się powstrzymał.

Teresko, serce mi coś szwankuje, chyba aż do pleców promieniuje to znów narzekał Teresko, kolana mi bolą, co to może być, stawy czy co, może powinienem pojechać do lekarza w mieście.

Teresie nie żal go wcale. Jej serce już dawno stwardniało, tyle przeszła łez i zawodu, nim mąż się opamiętał.

Kiedy zdrowie zaczęło go zawodzić, to siedzi w domu i się użala myśli sobie niech teraz idzie po wsparcie do tych swoich dawnych kochanek Niech one się teraz nim zajmują.

Anna już zmarła, pochowano ją obok męża. W domu Jerzego i Teresy zapanował spokój. Czasem przyjeżdżają dzieci z wnukami. Oboje się cieszą. Ojciec narzeka dzieciom na zdrowie, choćby obwinia żonę, iż go nie leczy. Starsza córka przywozi lekarstwa, martwi się o ojca, kręci się wokół niego, mówi jeszcze do matki:

Mamo, nie złość się na tatę, on jest chory a Teresie przykro, bo córka trzyma stronę ojca.

Córko, sam sobie winien. Młodość miał zbyt burzliwą, a teraz by chciał, żeby go wszyscy żałowali. Ja też nie jestem ze stali i zdrowie straciłam, martwiąc się o niego próbuje tłumaczyć się matka.

Syn również wspiera ojca, gdy przyjeżdża. Więcej rozmawia z nim, to zrozumiałe, mężczyźni…

Dzieci jakby nie rozumiały matki, gdy tłumaczyła, jak ojciec ją zdradzał, a ona trwała przez nich. Jak zostawić dzieci bez ojca, jak bardzo ją to bolało… Słyszała tylko:

Mamo, nie rozdrapuj przeszłości, nie dokuczaj tacie mówiła Marianka, a brat jej wtórował.

Mamo, co minęło, to trudno, już nie ma po co wracać uspokajał syn, głaszcząc ją po ramieniu.

Teresie przykro, iż dzieci są po stronie ojca, ale rozumie ich, nie robi sobie z tego wielkiej krzywdy. Życie po prostu takie jest.

Dziękuję za przeczytanie, za subskrypcję i wsparcie. Powodzenia w życiu!

Idź do oryginalnego materiału