Nie tylko niania: Historia Aliśki, studentki pedagogiki, która podejmuje się opieki nad bliźniaczkami – córkami Bogdana, samotnego ojca z Warszawy, i krok po kroku zostaje kimś więcej dla całej rodziny Morozów

newsempire24.com 4 godzin temu

Nie tylko niania

Alicja siedziała przy długim stole w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, otoczona stertą podręczników i zeszytów. Jej palce nerwowo przekładały kolejne strony notatek, wzrok przebiegał po linijkach z uporem kogoś, kto wie, jak wiele od tego zależy. Już jutro zaliczenie z pedagogiki a profesor Nowak znany był z tego, iż nie wybacza żadnych niedociągnięć: komu nie pójdzie dobrze, ten idzie na wrześniową poprawkę bez gadania. Alicja nie mogła sobie na to pozwolić. Zbyt dużo miała na głowie, by dokładać sobie kolejnych problemów.

Wtem obok jej krzesła usiadła Malwina, współlokatorka i najbliższa przyjaciółka z roku. Przysunęła się bliżej, lekko pochylając się nad Alicją.

Szukasz jeszcze czegoś do dorobienia? zapytała półgłosem.

Alicja nie odłożyła długopisu, tylko skinęła głową, nie odrywając wzroku od podręcznika. Czas uciekał nieubłaganie.

Mhm wymruczała w końcu, by nie stracić wątku.

Malwina uśmiechnęła się wyrozumiale. Wiedziała, jak poważnie Alicja podchodzi do nauki. Po chwili przemówiła ponownie, już z większym entuzjazmem:

Mam dla ciebie idealną robotę. Mój sąsiad, Wojciech, został sam z dziećmi żona zmarła rok temu. Jest kompletnie zawalony pracą i szuka kogoś, kto mógłby wieczorami przychodzić do dzieciaków. Powiedzmy: od szesnastej do ósmej wieczorem. Pasowałoby ci?

Alicja nareszcie oderwała wzrok od notatek i spojrzała na Malwinę.

Dzieci uwielbiasz, studiujesz w końcu pedagogikę, do tego masz niezły staż opiekunki kontynuowała przyjaciółka z uśmiechem. Masz przecież czterech młodszych braci!

Alicja milczała, wyraźnie zamyślona. Myśl o pracy z dziećmi jednocześnie ją podnosiła na duchu i przerażała. Inna sprawa, rodzina to jedno, obcy dom i zupełnie nowe dzieci drugie.

A w jakim wieku są te dzieci? zapytała, a w jej głosie czuć było ciepło i autentyczną troskę.

Malwina rzuciła szybko:

Bliźniaczki, jakieś sześć lat. Jest też trzeci Stasiek, już nastolatek, trzynaście lat, stale wychodzi na treningi i w sumie nie trzeba się nim specjalnie zajmować. Sam Wojciech już parę razy prosił, żeby polecić mu kogoś zaufanego

Ale czy na pewno mnie przyjmie? zapytała cicho Alicja, stukając nerwowo w stół długopisem. Wiesz, nie mam jeszcze dyplomu, jestem dopiero na czwartym roku

Malwina machnęła lekceważąco ręką:

Przyjmie! Wczoraj sam mnie prosił, żeby dać mu namiary na kogoś z uczelni. Podać mu twój numer?

W jej głosie była taka pewność, iż Alicja poczuła nagle przypływ energii i swoistej ulgi. Rzuciła okiem na notatki, na zegarek do kolejnych zajęć zostało pół godziny. Być może to szansa, na którą czekała. Niedaleko uczelni, elastyczny grafik, dzieci prawdopodobnie urocze

Czuła, jak szybciej bije jej serce, jak ściska ją w gardle ekscytacja zmieszana z obawą. Wzięła głęboki oddech, wyprostowała się i powiedziała zdecydowanie:

Podaj mu!

*********************

Alicja była zdenerwowana jak nigdy. Dziś pierwszy dzień nowej pracy. Co z tego, iż już od lat opiekowała się młodszymi braćmi? Teraz czekało ją coś zupełnie innego obca rodzina, obce dzieci. Raz jeszcze sprawdziła zawartość torby telefon, klucze, zeszyt do notatek, paczuszka kanapek dla bliźniaczek, mała książeczka z bajkami Wszystko przygotowane.

Dzień wcześniej podczas spotkania Wojciech okazał się człowiekiem spokojnym i ciepłym. Od razu opowiedział, jak wygląda dzień dziewczynek, czego najbardziej nie lubią, czego się boją. Bliźniaczki, Justynka i Zuzia, na początku skromnie kryły się za tatą, ale już po kilku minutach, wręcz nieprzerwanie, opowiadały Alicji o swoich rysunkach, marzeniach i ulubionych zabawkach.

Tego dnia nie tylko dziewczynki zrobiły na Alicji wrażenie. Wojciech, mimo zapracowania, potrafił zażartować, był serdeczny, cierpliwy, wręcz imponował swoją postawą. Alicja nie mogła oprzeć się myśli, iż Malwina zapomniała wspomnieć o tym, jak przystojny jest sąsiad. Wysoki, o łagodnym spojrzeniu, skromny co chwilę łapała się na tym, jak nieśmiało na niego zerka.

Tylko nie daj się zwariować powtarzała sobie w duchu. Przecież to tylko praca, praca i już.

Dotarła w końcu pod przedszkole niewielkie, kolorowe, z dużą piaskownicą i radosnym gwarrem wokoło. Wojciech zostawił już wcześniej opiekunom odpowiednią zgodę, a Alicja miała ją starannie schowaną w torbie.

Na placu zabaw było gwarno; dzieci biegały, goniły się, budowały zamki z piasku. Od razu zauważyła Justynkę i Zuzię przy huśtawkach, rozmawiały zawzięcie. Gdy ją zobaczyły, zamarły i tylko niepewnie zerknęły na siebie.

Alicja przykucnęła przy nich, żeby być z nimi na wysokości wzroku, i uśmiechnęła się najcieplej jak potrafiła.

No, dziewczyny, czas do domu. Zrobię wam na kolację coś wyjątkowego!

Justynka spojrzała pytająco:

A co?

Hmm zamyśliła się teatralnie Alicja. Może naleśniki z dżemem? Albo ciasteczka z czekoladą?

Zuzia natychmiast się rozpromieniła:

Ciasteczka! Ja chcę z czekoladą!

Zatem ustalone powiedziała pogodnie Alicja, podając im dłonie. Idziemy?

Nieco niepewnie, ale z rosnącym zaufaniem, dziewczynki wplotły swoje maleńkie rączki w jej palce. W tym momencie Alicja poczuła nieśmiałą ulgę; nie była już tak przerażona. Może da radę?

Między bliźniaczkami zamigotało ciche porozumienie: jednym spojrzeniem ustaliły wszystko, rozumiały się bez słów. Zresztą ileż tej powagi w ich spojrzeniach! Stawały razem, poruszały się tak samo, choćby skinienia głową miały identyczne.

Na myśl przyszła jej rozmowa z Staśkiem, starszym bratem dziewczynek. Wczoraj, niby dorosły, odciągnął Alicję na stronę i powiedział cicho, prawie szeptem, to, czego Wojciech pewnie nie miał siły powiedzieć wprost.

Kiedyś były takie otwarte mówił Stasiek, gniotąc rękaw bluzy. Wszędzie się pchały, wszystkim się przytulały. Ale po śmierci mamy zamilkł na chwilę, zagryzając wargę. Nie rozumieją, dlaczego jej nie ma, czasem myślą, iż to one zrobiły coś nie tak.

W jego głosie pobrzmiewała dojrzałość i zmęczenie, których nie spotyka się u nastolatków. Czuł się odpowiedzialny za siostry i ojca, mimo swojego wieku.

Alicja, wspominając to, poczuła jeszcze większą powagę odpowiedzialności, którą jej powierzono.

Ale do mnie same przyszły się przytulić uśmiechnęła się do siebie. Pokazałam im kilka sztuczek z chustką, od razu wybuchły śmiechem.

Stasiek spojrzał na nią badawczo, prawie z dorosłą powagą.

Tata od razu zauważył, iż im się spodobałaś. Tylko proszę cię, nie zawiedź ich, dobra? powiedział cicho.

Alicja poczuła, jak w gardle rośnie jej gulka. Odpowiedziała spokojnie, choć głos jej drżał:

Nie zawiodę. Zrobię wszystko, by odzyskały uśmiech.

Stasiek wydął usta, a zaraz potem dziecięcy entuzjazm zwyciężył:

Ja też będę je czasem zabawiał. Bajki opowiadam najlepiej ze wszystkich!

Wierzę! odparła rozpromieniona Alicja. Na pewno się ucieszą.

*********

Dwa miesiące minęły niepostrzeżenie. Alicja coraz pewniej czuła się w domu Wojciecha, a dziewczynki każdego dnia coraz mocniej się do niej przywiązywały. Gdy kończyła zmiany, natychmiast okładały się jej na szyję, nie chcąc wypuszczać do domu.

Tamtego wieczoru jak zwykle zbierała zabawki rozrzucone podczas wspólnej zabawy, nucąc pod nosem piosenkę, której nauczyła dziś Justynkę i Zuzię. Dziewczynki siedziały na kanapie i patrzyły z niezadowoleniem.

Zostań u nas na noc! zawołała niespodziewanie Justynka i przytuliła Alicję z całych sił. Po co wracać do domu?

Alicja przez moment zesztywniała, ale zaraz otuliła ją ramionami.

Muszę jeszcze przygotować się na zajęcia. Mam jutro wykład, sporo do powtórki tłumaczyła delikatnie. Ale przyjdę jutro, choćby szybciej niż zwykle!

Ale my już tęsknimy! Nie możesz iść! wtrąciła się z dziecięcą szczerością Zuzia, również rzucając się Alicji na szyję.

Patrząc na dwie zasmucone buzie, Alicja nie mogła powstrzymać czułości. Ukucnęła przy nich, by znów patrzeć z ich wysokości.

A gdzie miałabym spać? Na waszych łóżkach absolutnie się nie zmieści zażartowała.

Justynka zamyśliła się i zaraz wykrzyknęła:

U taty jest wielkie łóżko!

Zuzia natychmiast poparła pomysł:

A tata pewnie choćby się nie obrazi, on wraca późno!

Alicja uśmiechnęła się blado, rozumiejąc dziecięcą naiwność i czystość tych pragnień. Pogładziła obie po policzkach.

Dziękuję za takie zaproszenie, kochane. Naprawdę muszę wracać. Ale jutro przyjdę wcześniej i upieczemy pyszne ciasteczka, dobrze?

Dziewczynki przewróciły oczami, ale w końcu zrezygnowane kiwnęły głowami.

Obiecujesz? spytały prawie równocześnie.

Obiecuję odpowiedziała Alicja, mocno je ściskając.

Sam pomysł nocowania w sypialni Wojciecha wprawił ją w zakłopotanie, ale wiedziała, iż w głowach dzieci nie ma w tym nic dziwnego. One po prostu chciały być blisko kogoś, kogo pokochały.

Tylko nie przekraczaj tej linii dyscyplinowała siebie. To tylko praca. Nim fantazja poniesie ją za daleko, gwałtownie spakowała rzeczy i ostatni raz obiecała dziewczynkom, iż jutro wróci.

Na zewnątrz głęboko zaczerpnęła rześkiego, warszawskiego powietrza, walcząc z rumieńcem. Wróciło do niej echo dziecięcych pytań i śmiechu i poczuła ciepło. W tym czasie, zaczajony w korytarzu Stasiek, dyskretnie ją obserwował. Uśmiechał się sam do siebie.

Dostrzegał już od dawna, jak zmienia się atmosfera, kiedy Alicja pojawia się w ich domu. Jak ojciec patrzy na nią łagodniej, jak ożywia się rozmowa. Sam robił się coraz bardziej pewny, iż to dzięki niej ich dom znowu oddycha.

Oby mój stary wreszcie się ogarnął pomyślał z satysfakcją. Potrzebuje kogoś, kto zadba nie tylko o dzieci.

Wieczorem, gdy Wojciech wrócił, Stasiek postanowił działać. Usiadł naprzeciw ojca, skrzyżował ramiona.

Tato, dlaczego się wciąż wahasz? rzucił bez ogródek.

Wojciech uniósł brwi, zaskoczony.

O co ci chodzi?

Przecież dobrze wiesz! Lubi ci się Alicja, to widać na kilometr. Zaproś ją do kawiarni, na spacer cokolwiek! Przestań już chodzić w kółko jak dzieciak!

Wojciech zamilkł, wyraźnie zakłopotany.

Synu, to nie takie proste. Jest wspaniałą opiekunką, dziewczynki się do niej przywiązały, nie chcę niczego zepsuć Gdyby odeszła przez moje hm zaangażowanie, nie wybaczyłbym sobie tego.

Stasiek nachylił się, patrząc ojcu prosto w oczy.

Widać, iż ona też czuje do ciebie coś więcej zapewnił gorąco. Zachowuje się inaczej, kiedy z tobą rozmawia. Nic nie musisz deklarować, po prostu zaproś ją, ale razem z nami wszystkimi, na coś miłego.

Wojciech milczał przez dłuższą chwilę, rozważając nowy plan. Pomysł wydał mu się realistyczny.

Uważasz, iż to wystarczy?

Jasne! Od czegoś trzeba zacząć. A potem, kiedy będzie ku temu okazja, spróbujesz pogadać na poważnie.

Wojciech skinął głową. Obaj uśmiechnęli się do siebie, a zza drzwi dobiegł chichot bliźniaczek, które z Alicją bawiły się w chowanego. Wojciech poczuł spokój i czułość. Tak, chyba czas spróbować.

*********************

Słowa Staśka coraz częściej wracały do Wojciecha. Dostrzegał coraz wyraźniej, jak Alicja się rumieni, jak jej spojrzenie łagodnieje, jak łatwo rozśmiesza jego dzieci.

Któregoś dnia, tuż przed kolacją, usłyszał rozmowę z sąsiedniego pokoju:

Alicja, powiedz, iż nasz tata jest najfajniejszy! domagała się Justynka, zachęcana przez siostrę.

Oczywiście, najlepszy odparła Alicja, zaplatając jej warkoczyk.

Dobry, opiekuńczy Przystojny, co nie? podpuszczała Zuzia.

Bardzo przystojny powiedziała Alicja odruchowo, ale zaraz zorientowała się, co palnęła, i zarumieniła jak mak.

A ty, Alicja, kochasz tatę? spytała bezczelnie Zuzia.

Alicja zamarła, wyraźnie zmieszana.

Ja kochane, która godzina! Trzeba szykować kolację! rzuciła gwałtownie, byle uciec, i zniknęła w kuchni, wyprowadzając dziewczynki ze strefy niewygodnych pytań.

Chwilę później na progu stanął Wojciech.

Co powiecie na kolację w restauracji? zaproponował spokojnie. Należy nam się coś od życia.

Dziewczynki wybuchły radością:

Restauracja! Chcę lody!

I karuzelę!

Alicja stała z boku, lekko zarumieniona, ale gdy Wojciech spojrzał na nią pytająco, skinęła głową.

Jestem za. Dzieciom na pewno dobrze zrobi odmiana.

Ten serdeczny spacer i wspólna kolacja były początkiem pewnej tradycji. Coraz częściej spędzali razem czas, długo rozmawiali jeszcze po tym, jak dzieci usypiały. Wspólnie śmiali się ze szkolnych żartów, planowali następne dni, dzielili się marzeniami.

Związek rozwijał się niepostrzeżenie, z czułości, która nie wymagała wielkich słów. Staśkowi wystarczyło patrzeć już wiedział, iż plan odniósł sukces.

Pewnego wieczoru, gdy dzieci już spały, Wojciech zwrócił się do Alicji.

Wiesz nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie powiedział łagodnie, ujmując jej dłoń. Bez twojej obecności, bez śmiechu dziewczynek, bez tego spokoju, który wniosłaś w nasz dom. Kocham cię, Alicjo. Chciałbym, żebyś została z nami jako moja żona.

Alicji zadrżały usta; w oczach stanęły jej łzy szczęścia.

I ja ciebie kocham odpowiedziała cicho. Chcę być z wami.

***************

Na wesele nie zaproszono tłumów. W niewielkiej sali pod Warszawą, pięknie przyozdobionej białymi kwiatami i balonami, zgromadzili się najbliżsi: rodzice, kilku przyjaciół, parę koleżanek z uniwersytetu. Najważniejsi goście Justynka, Zuzia i Stasiek.

Bliźniaczki wyglądały prześlicznie w identycznych, pastelowych sukienkach, z kokardkami we włosach. Rozdawały gościom płatki róż i prześcigały się w pozowaniu do zdjęć.

Tato, jesteś taki elegancki! szepnęła Justynka, obejmując Wojciecha.

Alicja jest jak królewna! dodała Zuzia, rozpromieniona widokiem panny młodej.

Stasiek stanął dumnie przy ojcu, spoglądając z radością.

Mówiłem, iż się uda mruknął z uśmiechem.

Po ceremonii był uroczysty obiad, potem dzieci porwały nowożeńców do tańca, a podczas krojenia tortu, Justynka i Zuzia koniecznie chciały spróbować pierwsze kawałki.

Gdy wieczór zapadł, a goście powoli się rozchodzili, Wojciech z Alicją wyślizgnęli się na taras, wsłuchani w szum drzew i cichy śmiech dochodzący z wnętrza.

Ten dzień zapamiętam na zawsze szepnęła, wtulając się w męża. Wiem, iż przed nami jeszcze wiele pięknych chwil.

Wojciech objął ją mocniej.

Na to właśnie czekałem całe życie. Teraz możemy zacząć nowy rozdział razem.

I Alicja wiedziała już, iż wszystko, co miała za sobą lęki, niepewności, samotność właśnie odeszło. Teraz miała rodzinę, swój dom. I przyszłość, którą zbudują wspólnie.

Idź do oryginalnego materiału