Nie tylko niania
Alicja siedziała w czytelni uniwersyteckiej, otoczona stosami podręczników i zeszytów. Jej palce gwałtownie przerzucały kartki, a wzrok śledził rzędy notatek próbowała przyswoić jak najwięcej materiału przed kolokwium. Ich wykładowca był znany z tego, iż nie odpuszczał kto nie zdał, temu niemal na pewno groziła poprawka. Alicja nie mogła sobie na to pozwolić i tak ten semestr był wyjątkowo ciężki.
W tamtym momencie do jej stolika podeszła koleżanka z roku, Marzena. Przysiadła na rogu blatu, pochylając się do Alicji i odezwała się cicho:
Szukasz przecież jakiejś pracy dorywczej, prawda?
Alicja na moment oderwała wzrok od notatek, przytaknęła ledwo zauważalnie, nie otwierając ust, i wróciła do lektury. Czas gonił, a materiału do przerobienia zostało mnóstwo.
Mhm wydusiła w końcu, próbując nie stracić rytmu. Ale wszystko rozbija się o czas. Wiesz, iż mamy zajęcia do czternastej każdego dnia, a opuszczać nie bardzo można.
Marzena uśmiechnęła się ze zrozumieniem. Wiedziała, jak poważnie Alicja podchodzi do nauki. Przez chwilę milczała, po czym z wyraźnym zapałem dodała:
Mam dla ciebie idealną opcję. Znam sąsiada, samotnego ojca. Chyba jego żona zmarła, ale nie dopytywałam szczegółów dziewczyna skrzywiła się lekko, jakby chciała odgonić niepotrzebne plotki. Potrzebuje pilnie opiekunki dla dzieci, tak od szesnastej do dwudziestej.
Alicja w końcu oderwała się od notatek i spojrzała na przyjaciółkę. Marzena ciągnęła dalej, widząc, iż trafiła na podatny grunt:
Przecież kochasz dzieci. Studiujesz pedagogikę, a doświadczenia ci nie brakuje masz czterech młodszych braci!
Alicja zamyśliła się. Opieka nad dziećmi zawsze wywoływała w niej przyjemne ciepło. Zawsze pomagała mamie przy braciach, z własnej chęci, i choć bywało trudno, dawało jej to także wiele radości.
A ile lat mają te dzieci? zapytała ze szczerym zainteresowaniem.
Chwilę kręciła w rękach ołówek, rozważając słowa Marzeny. Myśl o pracy jako niania była kusząca, ale i budziła respekt zwłaszcza jeżeli trzeba będzie znaleźć kontakt z dzieckiem po przeżytej stracie.
Bliźniaczki, jakieś sześć lat odpowiedziała gotowo Marzena. Bogdan ma jeszcze starszego syna, ale ten to już nastolatek, sportowiec, i nie ma głowy ani czasu w pilnowanie sióstr. Szymek ma trzynaście lat, wiecznie na jakimś treningu, więc ojcu pomóc nie może.
A mnie na pewno przyjmie? spytała nieśmiało Alicja, stukając nerwowo w stół ołówkiem. Nie mam przecież jeszcze dyplomu, dopiero czwarty rok
Tak, pomagała mamie, miała praktyki w przedszkolu, kochała dzieci Ale to co innego: własne rodzeństwo a cudze dzieci, za które odpowiada się przed zupełnie obcym mężczyzną.
Marzena machnęła ręką z pewnością:
Weźmie! Wczoraj sam mnie pytał, czy kogoś nie znam. To co, podać mu twój numer?
W jej głosie było tyle pewności, iż Alicja przez moment zawahała się. Spojrzała na notatki, potem na zegarek pół godziny do kolejnych zajęć I nagle poczuła, iż może właśnie tego jej trzeba. Praca niedaleko uniwersytetu, elastyczne godziny, a dzieci pewnie cudowne.
Serce zabiło jej szybciej, przejęcie mieszało się z ekscytacją. Wzięła głęboki oddech i stanowczo powiedziała:
Daj.
********************
Tego dnia Alicja trzęsła się ze zdenerwowania. Dla niej to był pierwszy prawdziwy dzień w pracy wprawdzie nieraz pilnowała braci, ale to się nie liczyło. Teraz miała do czynienia z cudzymi dziećmi, nową rodziną. Kilka razy sprawdzała torbę: telefon, klucze, notes z zapiskami, paczka przekąsek dla dziewczynek wszystko na miejscu.
Zapoznanie z Bogdanem i dziećmi odbyło się dzień wcześniej i przebiegło zaskakująco gładko. Bogdan okazał się spokojnym, serdecznym człowiekiem, który dokładnie wyjaśnił zasady i podział dnia. Jego córki, Kasia i Hania, początkowo skryły się za jego plecami, ale już po dziesięciu minutach pokazywały jej swoje rysunki i zagadywały jedna przez drugą. Najwyraźniej, przypadła im do gustu, a i ona z miejsca uległa ich urokowi.
Ale najbardziej zaskoczył ją sam Bogdan. Marzena w żadnym słowie nie uprzedziła, iż sąsiad jest tak przystojny. Wysoki, z ciepłym spojrzeniem i łagodnym uśmiechem, zachowywał się zwyczajnie, bez zadęcia. Alicja była na przyjaciółkę wręcz zła za taką niewinną przemilczenie teraz musiała się pilnować, by nie płonąć rumieńcem przy każdym jego spojrzeniu.
Tylko się nie rozklej, powtarzała sobie w myślach. To praca.
Pod przedszkolem niewielkim, ale bardzo kolorowym budynkiem z placem zabaw głęboko odetchnęła i poprawiła włosy. Bogdan rano uprzedził wychowawczynie, iż dziś dzieci odbierze opiekunka i wręczył jej na wszelki wypadek pisemko do przedszkola.
Na placu było gwarno: dzieci biegały, śmiały się, lepiły babki z piasku. Alicja od razu wypatrzyła Kasię i Hanię rozmawiały przy huśtawkach, pochłonięte własnym światem. Gdy ją zobaczyły, na chwilę zamarły po czym nieśmiało się uśmiechnęły.
Podeszła powoli, przykucnęła przy nich, by być na ich wysokości i łagodnie zapytała:
No dziewczynki, idziemy do domu? Może coś pysznego wam przygotuję?
Kasia spojrzała na Hanię, po czym ruszyła krok do przodu:
A co zrobisz? zapytała poważnie mrużąc oczy.
Hmmm Może naleśniki z konfiturą? Albo ciasteczka z czekoladą?
Hania od razu się rozpromieniła:
Ciasteczka! Uwielbiam z kawałkami czekolady!
To ustalone, uśmiechnęła się, wyciągając do nich ręce. To co, idziemy?
Dziewczynki, po krótszym namyśle, oddały jej swoje małe dłonie. W tamtym momencie Alicja poczuła, jak nerwy ustępują miejsca ciepłu i spokoju. Może jednak sobie poradzi?
Zwróciła uwagę na to, jak bardzo bliźniaczki przypominają siebie gestami, spojrzeniem, ruchem głowy choćby stawiały kroki równo. I to ich powaga, niepasująca do wieku.
Przypomniała sobie wtedy słowa Szymka, starszego brata dziewczynek. Dzień wcześniej odciągnął ją na bok i niemal konspiracyjnym szeptem opowiedział, o czym Bogdan pewnie nie potrafiłby mówić wprost.
One były kiedyś zupełnie inne, mówił Szymek, skubiąc rękaw koszulki. Wesołe, otwarte, lgnęły do ludzi. Po śmierci mamy same nie rozumieją co się stało, ciągle myślą, iż to ich wina. Płakały, pytały: Byłyśmy niegrzeczne, iż mama odeszła? Z tatą tłumaczyliśmy, iż to nie ich wina, iż mama je kochała… Ale jakby zamknęły się w sobie. Uśmiechy zniknęły. Obcych nie dopuszczały już wcale. Babcia kiedyś nam pomagała, ale teraz sama choruje, więc tata musiał znaleźć opiekunkę.
W jego głosie było tyle troski, iż Alicji ścisnęło się serce. Teraz, patrząc na Kasię i Hanię, czuła odpowiedzialność za powierzony jej kruchy skarb.
Ale do mnie dziewczynki podeszły niespodziewanie otwarcie, wspomniała później Alicja. Bawiłyśmy się świetnie, najpierw były trochę wstydliwe, ale potem pokazałam im kilka sztuczek z chusteczką, śmiały się do łez.
Szymek spojrzał wtedy na nią uważnie, jakby oceniał jej szczerość. Potem, poważnie jak na swój wiek, powiedział:
Właśnie dlatego tata cię wybrał. Od razu zauważył, iż je kupiłaś. Proszę cię tylko… nie rozczaruj nas, dobra?
Czuła ciężar odpowiedzialności, ale też jakiś pokój.
Nie zawiodę was, przyrzekła poważnie. Postaram się zrobić wszystko, żeby odzyskały uśmiech.
Szymek z ulgą się rozluźnił i, dziecinnie spuszczając oczy, dodał:
Też będę czasem z nimi, jak nie będę miał treningu. Potrafię fajne bajki opowiadać.
Z pewnością dziewczyny się ucieszą, odpowiedziała ciepło Alicja.
****************
Minęły dwa miesiące pracy Alicji u rodziny Majewskich. W tym czasie wiele się zmieniło: nieufność bliźniaczek przerodziła się w serdeczną sympatię. Dziewczynki rzucały się jej na szyję, dzieliły się nowinkami i nie chciały wypuszczać, gdy przychodził czas rozstania.
Tego wieczoru Alicja jak zwykle zbierała się do domu. Zbierała zabawki, które razem rozrzuciły, nucąc przy tym piosenkę, którą dziś nauczyły się z Kasią i Hanią. Dziewczynki siedziały na kanapie z zasmuconymi minami.
Zostań u nas! nagle zawołała Kasia, rzucając się na nią i mocno obejmując w pasie. Po co ci wracać do domu?
Alicja zesztywniała na moment, po czym rozbawiona przykucnęła przy dziewczynkach. Ujęła je delikatnie w ramiona i pogładziła po włosach.
Muszę powtórzyć materiał na zajęcia, wyjaśniła łagodnie. Jutro mam wykład, muszę się przygotować. Ale przyjdę jutro tak szybko, iż choćby nie zdążycie się stęsknić!
Ale już Hania wtrąciła się spontanicznie, wprasowując się pomiędzy nią a siostrę:
Już za tobą tęsknimy! wykrzyknęła z dziecięcą szczerością. Zostań!
Alicja spojrzała na dwie stroskane buzie i poczuła, jak mięknie jej serce. Przykucnęła, by spojrzeć im w oczy.
Ale gdzie miałabym spać? Przecież nie zmieszczę się z wami w pokoju!
Kasia zastanowiła się przez sekundę, po czym rozpromieniła się:
W sypialni taty jest duże łóżko! Tam na pewno ci będzie wygodnie!
Hania natychmiast podchwyciła:
No tak! Tata czasem wraca późno z pracy, nie będzie miał nic przeciwko!
Alicja z trudem powstrzymała uśmiech. Wiedziała dobrze, iż dziewczynki po prostu nie chcą jej wypuścić i bardzo ją to wzruszyło. Delikatnie pogładziła policzki sióstr.
Dziękuję za taką hojność, powiedziała cicho. Ale naprawdę muszę iść. Za to jutro przyjdę jeszcze wcześniej upieczemy razem ciastka i poczytamy bajki!
Bliźniaczki spojrzały po sobie z zawodem, po czym Kasia westchnęła i zgodziła się niechętnie:
Dobrze… Ale naprawdę przyjdziesz?
Na pewno, zapewniła ją Alicja. Nigdy nie odchodzę od moich ukochanych dziewczynek!
Jeszcze chwilę tuliła je mocno, po czym rozłączyła z czułością.
Teraz posprzątamy zabawki i umyjemy ząbki przed snem. Tata zaraz wróci będzie się cieszył, iż wszystko gotowe.
Dziewczynki odsunęły się bez większego oporu, chwyciły się za ręce i zabrały do porządkowania. Patrząc na nie, Alicja czuła głębokie przywiązanie do tej dwójki dzielnych maluchów.
Muszę przyznać propozycja noclegu w sypialni ojca zupełnie mnie wytrąciła z równowagi. Dzieci były szczere i bezpośrednie nie miały w tym żadnego podtekstu. Ale wyobraźnia od razu podsunęła mi obraz spokojnego wieczoru w domu Majewskich, herbatę z Bogdanem, ciepłą rozmowę… Jak chętnie bym została niekoniecznie w jego łóżku, ale obok, dzieląc się opowieściami.
Opamiętałem się jednak szybko: To tylko praca, pamiętaj! Jesteś nianią, nie gościem. Z tego powodu jak najszybciej zebrałam się i niemal wybiegłam z mieszkania.
Na klatce głęboko wciągnąłem chłodne powietrze, próbując się uspokoić. Policzków nie mogłem schłodzić czułem, jak płoną. Nerwowo poprawiałem włosy i pasek torebki.
Tę całą scenę zobaczył Szymek, stojący w progu i uśmiechający się z zadowoleniem. Od dawna obserwował, jak atmosfera w domu zmienia się, gdy przychodzi Alicja. Jak ojciec mimowolnie delikatnieje, jak jej widok rozświetla zwykle zmęczoną twarz, a ona sama co rusz się rumieni.
Chyba mój stary ma jeszcze szansę, pomyślał zadowolony Szymek. Marzył już od dawna, by w ich domu pojawiła się kobieta nie tylko jako niania sióstr, ale kogoś, kto wniósłby euforia ojcu. Alicja świetnie się do tego nadawała: była ciepła, cierpliwa, zabawna, i szczerze kochała bliźniaczki.
Ale czemu żadne z nich nie może zrobić pierwszego kroku? główkował Szymek. Wstydzą się chyba. Dorośli są naprawdę skomplikowani
Tego wieczoru, gdy Bogdan wrócił z pracy, Szymek postanowił działać. Poczekał aż tata zdejmie płaszcz, usiadł naprzeciwko i powiedział rozdrażniającym tonem:
Tato, powiedz mi, czemu się guzdrzesz?
Bogdan podniósł wzrok znad papierów, zdziwiony:
Słucham? O co ci chodzi?
Oto właśnie! Szymek niemal podskoczył z ławki Podoba ci się Alicja, prawda? To czemu się zachowujesz, jakby ci nie zależało? Zaproś ją choć raz do kawiarni!
Bogdan na moment zaniemówił, lekko się zarumienił i potarł czoło:
Szymek, ona jest opiekunką waszą. Najważniejsze, iż dziewczyny ją lubią…
Proszę cię! przerwał chłopak. Widzę jak na nią patrzysz. I jak ona reaguje na ciebie. Oboje chowacie się za rolami, jakbyście byli z podstawówki. Po prostu powiedz: Pani Alicjo, pójdźmy razem na herbatę!
Bogdan opadł na krzesło i zamyślił się. Wyglądał na zmieszanego i nerwowego całkiem nietypowe dla niego.
Wiesz synu, to nie takie łatwe, odpowiedział po dłuższej chwili. Głos miał cichszy niż zwykle, jakby nie chciał, by ktoś ich usłyszał. Nie chcę zaburzyć tej delikatnej równowagi u nas w domu. Dziewczynki się do niej przywiązały, a gdyby przeze mnie odeszła Nie ścierpię tego.
Myślami wrócił do obrazków sprzed oczu: Kasia, pokazująca Alicji swój rysunek; Hania ściskająca jej dłoń; a i on sam zawsze mimowolnie dłużej zatrzymywał spojrzenie na jej uśmiechu. Co jeżeli zniszczy to wszystko? Co jeżeli jej uczucia okażą się przeszkodą?
Szymek nie ustępował, przeciwnie patrzył na tatę z poważną miną.
Ona ciebie lubi! powiedział dobitnie. Czerwieni się, spuszcza wzrok, widzisz? Ona boi się zrobić krok, bo tu pracuje. Tato, nie marnuj szansy. Spróbuj przedtem drobnym gestem.
Bogdan nie mógł się nie uśmiechnąć. Syn mówił z taką pewnością, jakby to nie była jego pierwsza przygoda miłosna
Łatwo ci mówić pokręcił głową ojciec. A jeżeli się mylę? jeżeli wyjdę na głupca wykorzystującego sytuację? Przecież to nie telenowela, Szymek.
To nie musisz od razu się oświadczać! zaśmiał się Szymek. Zacznij od czegoś małego. Zaproś ją gdzieś razem z nami na przykład do parku, na lody. Będzie mniej niezręcznie, a ty spokojniej pokażesz jej, iż jesteś obecny. Potem zobaczysz, co dalej.
Bogdan przemyślał to. Pomysł wydał się sensowny. Bez presji, tylko wspólna chwila w gronie rodzinnym. Może wtedy poczują się swobodniej?
Myślisz, iż to się uda? zapytał niepewnie.
Pewnie! kiwnął z przekonaniem Szymek. Ważne, żeby spróbować. Potem samo wyjdzie, co dalej.
Bogdan pokiwał powoli głową, patrząc przez okno. Już układał sobie w głowie plan: park z atrakcjami, o którym dziewczyny dawno marzyły; przytulna kawiarnia w centrum, gdzie serwują ich ulubione lody… Wziął głęboki wdech i uśmiechnął się.
Zgoda. Zrobimy tak, jak mówisz. Ale jak coś pójdzie nie tak…
Umowa stoi nie pisnę słowa! Szymek podniósł ręce.
Ojcowie i syn roześmiali się, kiedy z drugiego pokoju dobiegł śmiech Kasi i Hani bawiły się z Alicją w chowanego. Bogdan rozpromienił się. Może syn ma rację? Może warto zaryzykować?
***********************
Kilka dni później, te same słowa nie dawały mu spokoju: Alicja ciebie lubi! Czerwieni się. Bogdan co krok przypominał sobie sytuacje, gdy opiekunka pojawiała się w domu. Często spuszczała wtedy wzrok, błądziła palcami po notesie… A jej uśmiech stawał się ciepły i radosny po każdym komplementach za opiekę nad dziećmi.
Nie zauważałem tego? myślał. A może udawałem, iż nie widzę?
Ze środka domu dobiegał dziecięcy chichot dźwięk, którego tak im kiedyś brakowało. Po cichu zostawił torbę, zdjął buty i wsłuchał się.
Powiedz, iż nasz tatuś jest najlepszy! wołała Kasia, wyraźnie podpuszczana przez Hanię i Szymka.
Chyba, iż najlepszy odpowiedziała automatycznie Alicja, plotąc Kasi warkocz z dziecięcą precyzją.
Jest troskliwy, dobry wyliczała Kasia. Alicja kiwała, akceptując każde słowo.
I przystojny, prawda? podjudzała ją Hania, zerkając złośliwie w jej stronę.
Bardzo przystojny, wypaliła Alicja, wciąż skupiona na fryzurze. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, co powiedziała, i zarumieniła się aż po nasadę włosów.
Szybko zmieniła temat:
Wasz tata jest najlepszym tatą pod słońcem i bardzo was kocha.
My też go kochamy! A ty? dociskała Hania, patrząc w Alicji oczy z naiwną prostotą.
No ale zaczęła się tłumaczyć Alicja, nerwowo poprawiając włosy.
Kochasz tatę? dodała Hania bezpośrednio.
Alicja zamarła. Zapadła cisza. Szymek choćby przestał oddychać. Dziewczyna rozejrzała się, jakby szukając ratunku.
Ja Ojej, już późno! wykrzyknęła nagle, jakby z opresji. Trzeba robić kolację! Kto pomoże?
Zbiegła do kuchni, uciekając od niewygodnego pytania. Kasia i Hania pognały za nią ochoczo.
Bogdan w końcu wszedł do salonu. Zauważył, jak zaiskrzyły się oczy Alicji na jego widok.
A może dziś zjemy wszyscy razem w restauracji? zaproponował z ciepłym uśmiechem. Przyda nam się trochę odmiany.
W pokoju wybuchła radość:
O, do restauracji! Hurra!
Będą lody?
I park rozrywki?
Alicja stała trochę z boku, obserwując zamieszanie, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu. Bogdan zbliżył się do niej i ściszonym głosem spytał:
Nie będą mieli panie nic przeciwko? Myślę, iż dzieciakom dobrze zrobi taki wieczór.
Ależ gdzie tam, odpowiedziała cicho, wciąż rumiana. To świetny pomysł.
Uśmiechnął się z ulgą. Może faktycznie to szansa, o której mówił Szymek? Póki co, po prostu razem spędzać czas.
************************
Minęło kilka miesięcy. W domu Majewskich codzienność zmieniła się nie do poznania. Wspólne wyjścia: do parku, kawiarni, teatrów dla dzieci, stały się normą. Coraz częściej Alicja i Bogdan zostawali dłużej razem po uśpieniu dziewczynek: pili herbatę, śmiali się, omawiali dzień.
Z początku oboje udawali, iż to wciąż tylko układ opiekunka pracodawca. Jednak z czasem udawanie przestało mieć sens.
Szymek patrzył na to z dumą jego plan działał perfekcyjnie. Ojciec częściej się uśmiechał, a Alicja już nie rumieniła się przy Bogdanie teraz jej uśmiech był otwarty i spokojny.
Pewnego wieczoru, gdy dzieci spały, Bogdan i Alicja siedzieli razem na kanapie, przy dwóch filiżankach wystudzonej herbaty.
Wiesz… odezwał się cicho Bogdan, patrząc na lampki, którymi dziewczynki udekorowały okno. Od dawna chciałem ci to powiedzieć…
Alicja zamarła, jej serce przyspieszyło. Spojrzała na niego, a w oczach była nadzieja i niepewność.
Nie wyobrażam sobie już życia bez ciebie dokończył, ujmując jej dłoń. Bez twojego śmiechu, ciepła, tego jak rozumiesz każde z nas. Kocham cię. Chcę, żebyś została z nami, nie tylko jako opiekunka, ale jako moja żona.
Alicja zamknęła na moment oczy, a potem już pewnie odpowiedziała:
Ja też cię kocham. Bardzo chcę być z tobą.
*************************
Przygotowania do ślubu nie trwały długo obojgu nie zależało na wielkim weselu, liczyło się tylko to, iż mogą już być razem, oficjalnie, bez skrępowania.
Dzień ślubu był pogodny i ciepły. W małej restauracji pod Warszawą, udekorowanej goździkami i balonami, zebrali się najbliżsi rodzice, kilkoro przyjaciół, trochę kolegów z pracy. Ale najważniejsze były Kasia, Hania i Szymek.
Dziewczynki w identycznych jasnoróżowych sukienkach wyglądały jak dwie małe królewny. Wręczały wszystkim gościom płatki róż, a potem w trakcie ceremonii trzymały w rękach poduszeczkę z obrączkami.
Tato, pięknie wyglądasz! szepnęła Kasia, gdy Bogdan pochylił się, żeby pocałować ją w czoło.
Alicja wygląda jak wróżka! dodała Hania, zachwycona suknią ślubną Alicji.
Szymek stanął tuż obok, a w jego oczach było prawdziwe szczęście.
No i mówiłem ci, tato, wszystko się uda szepnął, gdy urzędniczka ogłosiła ich mężem i żoną.
Bogdan uśmiechnął się do niego, ściskając jego ramię, po czym spojrzał na Alicję. W jej oczach zobaczył tyle miłości, iż zabrakło mu tchu.
od dzisiaj jesteśmy rodziną powiedziała Alicja, splatając ich palce razem.
Potem był obiad, śmiech, toasty, tańce. Dzieci co chwilę podbiegały do nowożeńców, obejmowały ich, domagały się uwagi. Kiedy przyniesiono tort, Kasia i Hania uparły się, iż to one mają być pierwsze.
Wieczorem, kiedy goście już się rozchodzili, Bogdan z Alicją zostali we dwoje na tarasie. Nad głową błyszczały gwiazdy, pachniały kwiaty.
To pewnie najpiękniejszy dzień w moim życiu, powiedziała Alicja, przytulając się mocniej.
Mój też, odpowiedział, otulając ją ramieniem. Ale wiesz co najważniejsze? Czeka nas jeszcze mnóstwo takich dni.
Spojrzała mu w oczy, uśmiechnęła się, i wiedziała: wszystkie obawy, wątpliwości, niepewności zostały w tyle. Teraz miała rodzinę, ukochanego mężczyznę i przyszłość, którą zbudują razem.





![Aneta Zając pierwszy raz tak szczerze o macierzyństwie: Nie wciągam synów w sprawy dorosłych [PODCAST "BLIŻEJ"]](https://m.mamadu.pl/5740752912354bdc3aba5d1deb3fd381,1920,1080,0,0.webp)


![Orszak przeszedł przez Gowarczów! Nie zabrakło konnych! [wideo, zdjęcia]](https://tkn24.pl/wp-content/uploads/2026/01/IV-Orszak-Trzech-Kroli-w-Gowarczowie-11.jpg)


