Dziennik, 2 kwietnia
Mam 38 lat i od dwóch lat mieszkam z mężczyzną, który jest ode mnie o pięć lat starszy. Andrzej był już wcześniej żonaty, ma dwójkę dzieci i byłą żonę, Katarzynę, która nie pracuje i praktycznie każdego wieczoru prosi go o wsparcie finansowe albo o pomoc przy różnych sprawach.
Nigdy wcześniej nie byłam w małżeństwie, dzieci też nie mam. Często słyszę, iż nie jestem w stanie zrozumieć, czym jest rodzina ale to nieprawda. Doskonale wiem, jak powinna wyglądać normalność i wiem również, iż to nie jest typowe, gdy z kimś mieszkasz, jesteś jego żoną, ale on i tak codziennie po pracy jedzie do byłej, żeby jej pomagać.
Katarzyna chyba bardzo chce, żeby Andrzej do niej wrócił. Każdego dnia dzwoni do niego z nowymi wymówkami, zawsze coś się musi wydarzyć. Andrzej, jak tylko kończy pracę w banku w centrum Warszawy, praktycznie biegnie do nich i wraca do domu dopiero późno w nocy. choćby święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc nie jesteśmy w stanie spędzić tylko we dwoje, bo znowu ona dzwoni i znowu pojawia się jakiś problem wymagający natychmiastowej interwencji Andrzeja.
Zastanawiam się przecież Katarzyna ma rodzinę, znajomych, wszystkich pod ręką w Ursynowie. Więc dlaczego zawsze to Andrzej ma być jej wybawcą? Przecież odpowiedź jest tak oczywista ona chce odzyskać mojego męża i nie cofnie się przed niczym.
Mam tego serdecznie dość. Czasem łapie mnie bezsilność Co mogę zrobić? Rozwód to chyba jedyne wyjście? Rozmowy z Andrzejem nic nie zmieniają, on mówi, iż wszystko jest w porządku, iż przecież to tylko pomoc dla dzieci. Ale czy naprawdę tak wygląda normalny związek w Polsce? Czy naprawdę muszę żyć we troje ja, on i jego przeszłość?
Nie wiem już, co robić.









