Nigdy Nie Zabierałam Czyjegoś Szczęścia – Opowieść o Marcie, Która Zazdrościła Nastce Jej Urody i Ducha, Choć Gardziła Jej Biedą, oraz o Losach Miłości, Uzależnienia i Przeznaczenia w Polskiej Rzeczywistości

newsempire24.com 1 dzień temu

W ŻYCIU CUDZEGO NIE BRAŁEM

Jeszcze w liceum patrzyłem na swoje koleżanki, a dwie z nich wyraźnie od siebie się różniły. Zuzanna, moja rówieśnica z klasy, zawsze była skromna i cicha. Szczerze współczułem jej i jednocześnie czułem irracjonalną zazdrość. Jej rodzice od lat borykali się z alkoholizmem, ledwo wiązali koniec z końcem, więc Zuzia chodziła w znoszonych ciuchach i często była smutna oraz wycofana. Ojciec bywał agresywny, zwłaszcza po pijaku, matka nic nie mówiła, bo sama bała się męża. Tylko babcia Zuzi była dla niej światłem w tunelu. Co miesiąc, ze swojej niewielkiej emerytury, dawała wnuczce wypłatę za dobre zachowanie. Zuzanna wiedziała, iż choćby jak coś przeskrobie, babcia i tak wypłatę jej da i nie będzie się obrażać. Pięć złotych to był dla Zuzi prawdziwy dzień szczęścia! Biegła od razu do sklepu po lody (dla siebie i babci), trochę chałwy i kilka cukierków. Próbowała sobie rozłożyć te słodycze na cały miesiąc, ale już po dwóch dniach nic nie zostawało. Wtedy babcia wyjmowała ze swojej szafki loda i mówiła:
Weź, kochanie, zjedz. Gardło mnie boli.
Dziwne, myślała Zuzka, babci gardło zawsze boli właśnie wtedy, kiedy cukierki się kończą I zawsze po cichutku liczyła na babciną porcję lodów.

Moja koleżanka Celina miała zupełnie odwrotną sytuację w domu. Mama i tata dobrze zarabiali. W ich domu niczego nie brakowało. Celina chodziła w markowych ubraniach, najnowszych butach, koleżanki pożyczały od niej ciuchy, a ona miała wszystko, czego tylko zapragnęła. Ja, patrząc z boku, potrafiłem tylko pozazdrościć.

W głębi serca zazdrościłem Zuzi nie jej losu, a tego, iż była piękna w sposób delikatny, z wrodzoną empatią i takim podejściem do ludzi, iż każdy chciał przebywać w jej towarzystwie. Sam jednak nigdy nie odważyłem się z nią dłużej porozmawiać. Trzymałem się swojego środowiska, a kiedy patrzyłem na Zuzannę, czuła się nieswojo. Raz choćby Celina przy wszystkich ją wyśmiała:
Ty biedaczko!
Zuzia pobiegła wtedy zalana łzami do domu i opowiedziała wszystko babci, która przytuliła wnuczkę i powiedziała:
Nie płacz, Zuziu. Powiedz jej jutro: Masz rację jestem biedna, ale mam Boga. Zaraz zrobiło się Zuzi lepiej na duchu.

Celina też była urodziwą dziewczyną, ale emanowała chłodem i wyższością.

W naszej klasie był jeszcze jeden, ulubieniec wszystkich dziewczyn Michał. Zawsze z luzem, z humorem. Oceny miał marne, nie przejmował się uwagami nauczycieli, a mimo to lubili go wszyscy za otwartość i pogodę ducha. W liceum Michał zaczął odprowadzać Celinę do domu. Codziennie rano czekał na nią przed szkołą, żeby wejść razem do klasy, a znajomi żartowali:
O! Narzeczeni idą!

Nawet nauczyciele wiedzieli, iż między nimi coś się rodzi. I faktycznie, po maturze i szkolnym balu, ich drogi się połączyły. Wzięli szybki ślub, bo… wiadomo było, iż Celina już spodziewała się dziecka. choćby szeroka ślubna suknia nie ukryła jej brzuszka. Po pięciu miesiącach urodziła się im córka, Hania.

Zuzanna po maturze musiała iść do pracy, bo straciła babcię. Rodzice pili jeszcze gorzej, oczekiwali od niej pieniędzy. Zainteresowanych chłopaków nie brakowało, ale nikt nie był jej na tyle bliski, by mogła poważnie myśleć o wspólnej przyszłości. Wstydziła się rodziców i postanowiła poczekać z założeniem rodziny.

Minęło dziesięć lat.

Przed gabinetem poradni odwykowej stały dwie pary: Zuzanna z mamą i Michał z Celiną. Od razu poznałem Michała wydoroślał i nabrał męskiej postawy. Natomiast Celiny nie można było poznać. Wychudzona, nerwowa, z drgającymi rękami i pustymi oczami a miała dopiero 28 lat!

Michał spojrzał na Zuzę przepraszająco.
Cześć, koleżanko słychać było zażenowanie w jego głosie.
Cześć, Michał. Widzę, iż nie jest łatwo. Celina już długo to ciągnie? zapytała Zuzanna, gwałtownie rozumiejąc sytuację.
Długo odpowiedział natychmiast.
Kobieta pijąca to tragedia. Znam z własnego domu. Mój ojciec pił na umór, a matka jeszcze gorzej…
Po wizycie wymienili się telefonami na wszelki wypadek. Łatwiej przecież radzić sobie razem.

Od tej pory Michał czasem wpadał do Zuzi po radę, jak przetrwać życie z osobą uzależnioną. Zuzia dzieliła się doświadczeniem, tłumaczyła, jak rozmawiać, jak się zachować i czego unikać. Wiedziała, iż więcej ludzi tonie w kieliszku niż w morzu…

Szybko okazało się, iż Michał wraz z córką Hanna mieszka osobno, a Celina wróciła do swych rodziców. Michał chronił dziecko przed nieprzewidywalną matką. Przeżył z Celiną swoje. Przebiegł przez piekło kiedyś wracając z pracy, zastał Celinę kompletnie pijaną na podłodze, a trzyletnia Haneczka stała na parapecie i mogła zlecieć z piątego piętra! Po tym wszystkim, wiedział, iż Celinie nie zależy na leczeniu. Zawsze twierdziła, iż nie ma problemu i w każdej chwili potrafi przestać pić. A tak naprawdę ciągnęło ją w dół…

Ich małżeństwo się rozpadło.

Któregoś dnia Michał zaprosił Zuzannę do restauracji. Przy stole przyznał, iż już w liceum darzył ją uczuciem, ale bał się, iż go odrzuci, a później życie pozwoliło mu iść tylko ścieżką z Celiną. Sądził, iż przypadkowe spotkanie w poradni to jakieś przeznaczenie. Rozmawiała z Michałem, jakby napiła się świeżego miodu.

Oświadczył się jej. Otworzyła przed nim serce. Michał też od dawna jej się podobał, ale przecinać Celinie drogi nie przyszłoby jej to wtedy do głowy. Teraz były inne czasy, Michał był wolny i zakochany. Nic nie stało na przeszkodzie.

Pobrali się skromnie, bez rozgłosu. Zuzanna zamieszkała u Michała. Hania przez pewien czas nieufnie patrzyła na obcą kobietę w domu, ale Zuzanna otoczyła dziewczynkę troską i czułością. Tak bardzo, iż Haneczka sama poprosiła, by mogła nazywać ją mamą. Po dwóch latach urodziła się im kolejna córka Marysia.

Pewnego dnia ktoś zapukał do drzwi. Zuzanna otworzyła i zobaczyła… Celinę. Poznała ją dopiero po głosie, bo fizycznie to już była wrak człowieka zaniedbana, z czerwonymi oczami, przesiąknięta alkoholem.
Ty, wiedźmo, ukradłaś mi męża i córkę! Całe życie cię nienawidziłam! wysyczała Celina.
Zuzia stała spokojna, zadbana i pewna siebie.
Nigdy nie brałam cudzego. Sama zrezygnowałaś z rodziny i nie zrozumiałaś, co się liczy naprawdę. Nigdy nie powiedziałam o tobie złego słowa. Żałuję cię, Celino…
I mocno zamknęła drzwi przed dawną koleżanką.

Dziś, gdy zamykam kolejne strony mojego życia, wiem jedno nigdy, przenigdy nie brać cudzych ludzi czy uczuć na siłę. Los sam wszystko w końcu porządkuje. Najważniejsze to dawać dobro i szczerą miłość tym, którzy tego naprawdę pragną.

Idź do oryginalnego materiału